Trezuбец — główne wzniesienie potężnego grzbietu, rozdzielającego l. Ototasz i wschodnią odnogę l. Komarowa. Grzbiet ma strome lodowe zbocza, przerywane pionowymi urwiskami skalnymi.
Wspinaczkę na p. Trezuбец odbywa się z l. Ototasz, gdzie zazwyczaj rozbija się obóz. Wytyczenie określonej drogi na szczyt jest bardzo trudne z powodu braku dobrych punktów orientacyjnych. Należy zauważyć, że podnoszenie się powinno rozpocząć od północnej strony pionowej skalnej ściany naprzeciw p. Obzornyj. Po podniesieniu się po zlodowaciałych skałach na 400–450 m następuje część lodowa: tutaj trzeba pokonać 60-stopniową lodową ścianę z pęknięciami w żlebie. Ostatni odcinek — do wyjścia na grań — jest śnieżny. Grań jest skalista, ostra, długość jej trawersu zależy od miejsca wejścia na grań. Najwyższy punkt jest wyrażony niejednoznacznie — w postaci słupa-żandarma.
Wspinaczka na pik Trezuбец po wschodniej ścianie (kat. sł. 3Б) 5258
Z obozu, położonego u podnóża Głównego wierzchołka pika Trezuбец, wyruszamy o 5:00. Przez 70 m marszu po lodowcu w głębokim śniegu dochodzimy do skał. Ich średnie nachylenie na całym odcinku wynosi około 60°. Łączymy się w dwie dwójki. Zarubin P. (kierownik) i Czasow E. — pierwsza, Wasiliew (kierownik) i Iwanowa W. — druga. Kierunek ruchu — w prawo wzdłuż ścian, następnie w górę i w lewo. Ruch cały czas ze zmienną ubezpieczką. Skały są niestabilne, więc zorganizowanie niezawodnej asekuracji nie jest łatwe. Bardzo często asekurujemy przez lódruh wbity w zbity śnieg.
x) Wspinaczki, dokonane przez uczestników tych wypraw w innych grzbietach, nie są przez nas brane pod uwagę. xx) Opis sporządził L. Wasiliew.
Cienka warstwa lodu i śniegu na skałach utrudnia ruch. Między skałami leży głęboki sypki śnieg. Starannie unikamy żlebów. We wszystkich widać ślady niedawno przeszłych dużych i małych lawin. Ponadto, w wielu żlebach pod cienką warstwą śniegu kryje się lód.
Po 2 godz. wychodzimy na wąską półkę. Bezpośrednio pod nami, 400 m niżej, leży obóz. Wydaje się, że można dosięgnąć śnieżką do tych małych figurek krzątających się między namiotami. Ten odcinek zaśnieżonych skał o średnim nachyleniu nie mniejszym niż 60° został pokonany dzięki niezłym uchwytom bez większych trudności, bez wielkich obejść wąskimi zygzakami.
Dalej stromość zbocza zmniejsza się i dochodzi do 30°, ale jednocześnie zaczyna się głęboki śnieg. Wychodzimy na małą półkę i zatrzymujemy się w zamyśleniu. Wydaje się, że dalej drogi nie ma. Bezpośrednio przed nami wznosi się osiemdziesięciopięciostopniowa ściana, na której małe plamy cudem utrzymanego śniegu przeplatają się z błyskami lodu. Z prawej strony — głębokie szczeliny, każda z nich ma do 20 m szerokości. Przeciwległa ściana najbliższej szczeliny prawie zwisa nad półką. Próbujemy ominąć tę szczelinę z lewej strony, ale trafiamy w głęboki, po kolana, sypki śnieg.
Dochodzimy do jedynego wyjścia: przebyć lodową ścianę. Pierwszy idzie E. Czasow pod asekuracją Zarubina. Po st. wbijany jest lodowy hak, i na nim organizuje się asekuracja. Poruszamy się na rakach dwójkami, ostatni z górną asekuracją wybija haki. Rakki na lodzie trzymają bardzo słabo, jednak potrzeby rąbania stopni nie było.
Na nasze szczęście ściana okazała się niewysoka, tylko około 70 m. Za nią znajdowała się niewidoczna z dołu praktycznie pozioma półka. Czasow, wyszedłszy na górę, zszedł na 0,5 m do wypełnionej śniegiem szczeliny i stamtąd, asekurując przez biodro, przyjął pozostałych. Tutaj, wśród zamkniętych szczelin, urządzamy biwak i w lornetce lustrujemy pozostałą drogę.
Dla dalszej wspinaczki konieczne jest wyjście na śnieżną grań.
Robimy kilka kroków po zboczu i od razu trafiamy w pas głębokiego śniegu — zapadamy się po kolana. Trochę wyżej śniegu jest mniej. Przechodzimy przez niezbyt szeroki, ale głęboki żleb, który nie jest bezpieczny, gdyż może po nim zjechać lawina. Przebywamy go w ciągu 20 min w maksymalnym tempie. Przed nami — Wasiliew. Na krawędzi wbijamy hak i wychodzimy na 40 m, gdzie wbity jest pośredni hak, a następnie jeszcze 40 m do następnego haka już na drugiej jego stronie. Po 40–50 m trawersowania bardzo stromego zbocza (ze zmienną asekuracją przez lódruh) wychodzimy na grań. Śniegu tutaj jest mniej, zagrożenia lawinowego nie ma. Co prawda, grań jest bardzo wąska, i poruszać się trzeba z wielką ostrożnością. Idziemy jak po pochylonym w prawo linijku, tak równa i gładka jest grań. Nachylenie jest stałe — cały czas 45°. Idziemy bez odpoczynku w maksymalnym tempie. Co kilkaset metrów (częściej nie można ze względu na stromość) dwójki zamieniają się miejscami. Wewnątrz dwójki zmiany następują częściej: jeden człowiek może pewnie i szybko iść po kolana w śniegu tylko przez kilkadziesiąt kroków. Mimo wysokości ponad 5000 m, samopoczucie jest doskonałe: wpłynęła na to dobra aklimatyzacja i przygotowanie fizyczne.
Po 250 m podejścia na grani wychodzimy na małą pochyłą półkę i upewniamy się, że do wierzchołka zostało nie więcej niż 100 m. Za niezbyt stromym zboczem trzeba pokonać tylko strome wzniesienie o wysokości około 30 m, a potem trawersować w lewo 70 m skalisto-śnieżnej grani i wdrapać się na 10-metrowy poziomy występ, wieńczący wierzchołek.
Trawersując w prawo strome zbocze, podchodzimy do wzniesienia i ze zmienną asekuracją przez występy i lódruh wchodzimy na nie. Nachylenie wzniesienia wynosi około 60°, na zwietrzałych skałach leży sypki śnieg. U góry, na głównej grani, łączącej wierzchołki Trezuбца, znajduje się mały placyk, wystarczający do zdjęcia plecaków i przelożenia się w zapasowe ciepłe ubranie. Pogoda, dobra od rana, stopniowo się zmienia. Chmury raz po raz przechodzą przez grań, i nas w tych chwilach obsypuje drobny lód.
Pozioma grań dostarczyła niemało kłopotów. Z powodu zwisającego na wschód gzymsu musieliśmy trzymać się od równego miejsca w odległości dwóch-trzech metrów, a tam stromość była już rzędu 60°. Gruba warstwa śniegu, leżąca na nagiej oblodzonej skale, utrudniała asekurację: trzeba ją było usuwać. Zerwał się ostry zimny wiatr. Temperatura natychmiast spadła. Trudność odcinka (i częściowo wysokość — około 5300 m) zmusza nas do poruszania się znacznie mniej intensywnie, niż to jest konieczne, aby się ogrzać.
Skały są nadzwyczaj zwietrzałe. Trzeba długo szukać, zanim znajdzie się przyzwoity chwyt. Wierzchołek jest po prostu skalnym żandarmem z pionowymi ścianami. Jego wysokość wynosi 2–3 m. I usiąść tam porządnie nie można! Zarubin wdrapał się na samą górę i usiadł, opuściwszy nogi w różne strony. Pozostałym miejsca na wierzchołku już nie starczyło — oni tylko dotknęli go rękami…
Ostrożnie schodzimy do plecaków. Widoczność znów się pogarsza. Niekiedy na kilka sekund chmury rozstępują się, i można coś dostrzec w okolicy. Ale, jak na złość, w tych momentach poniżej nas wszystko jest spowite chmurami… Daleko w dole na lodowcu Komarowa widać niteczkę śladów, ciągnącą się wzdłuż grani. Kilka chwil wcześniej wielokrotnie obserwowaliśmy czwórkę wspinaczy na zboczach wierzchołka „Obzornyj”.
To, że zobaczyliśmy ślady — duża fortuna: to świadczy o tym, że grzbiet, w którym znajduje się wierzchołek Trezuбец, jest jedyną przeszkodą między lodowcem Ototasz i lodowcem Komarowa.
Nasza radość jest ogromna. Weszliśmy na najwyższy i najbardziej złożony z zdobytych wierzchołków. Niech wokół stoją tysiące wyższych lub trudniejszych wierzchołków, ale początek został zrobiony: dzięki naszym opisom przyjadą tutaj wielu nieznanych nam przyjaciół-alpinistów, przyjdą i weszdą na te tysiące wierzchołków…
Zaczynamy schodzenie. Staramy się nad sobą zapanować. Iść z powrotem jest łatwiej. Głęboką wybitą przez nas transeę jeszcze nie zdążyło zapaść. Idziemy, znacząc krok i mocno wbijając obcasy w zbocze. Jak się da, staramy się nie spieszyć: trzeba być maksymalnie ostrożnym.
Na zboczu przed żlebem nagły krzyk: „Ubezpieczaj!” To Zarubin ześlizgnął się w dół po zboczu. Czasow całym ciałem napiera na lódruh. Wszystko w porządku. Trewoga była przedwczesna. Upadający zatrzymał się, przesunąwszy się tylko o kilka metrów.
Z wielką obawą podchodzimy do zagrożonego lawiną żlebu. Z tej strony wydaje się jeszcze bardziej niebezpieczny. W każdej chwili może z niego zjechać lawina. Znów na zmianę, na asekuracji hakowej, przebywamy jego 80-metrową szerokość.
Ślady podejścia zupełnie znikają. Trawersujemy zbocze i, dochodząc do domniemanego miejsca biwaku podczas podnoszenia się, podchodzimy do krawędzi placyku. Jednak tutaj okazuje się, że pod nami jest strefa szczelin. Trzeba zawrócić. Po drodze przechodzimy po lodowym moście przez potężną szczelinę.
Pierwsza dwójka schodzi od razu na całą długość liny i wbija hak, przywiązując do niego koniec liny. Zaraz potem jeszcze na całą linę w dół. Tam już prawie „równo”. W ten sposób, pierwsza dwójka schodziła całkowicie z górną asekuracją na swojej i drugiej linie. Ruch odbywał się na rakach.
Drugiej dwójce schodzić przychodzi się nieco trudniej. One wbijają pośrednie haki co 10 m. Potem zaczyna się najtrudniejsze: dolny uważnie obserwuje, jak jego towarzysz wybija hak, i z trudem, trzymając się na rakach na lodowym urwisku, schodzi w dół. Powoli wyciąga się lina, cały czas czujny ubezpieczający. Mijają minuty, i oto przyjaciele już razem stoją na niewielkiej, wyrubanej lódruhem w lodzie, półce… Potem wszystko zaczyna się od początku. I tak — siedem razy. Uciążliwe zajęcie! Cały zjazd po lodowej ścianie zajmuje 1 godz. 30 min.
Dalej — łatwiej. Zaraz wychodzimy na skały, i znów po nich zaczyna się kręcenie po nieskończonych półkach i występach. Na początku trzymamy się starej drogi, po której podnosiliśmy się, ale wkrótce zbaczamy w lewo, i tutaj upewniamy się, że iść można praktycznie jak się da. Silnie pocięta pasma skał o szerokości nie mniej niż 500 m są ograniczone z jednej strony (z północnej) lodospadem, a z drugiej — skalnym zrębem. Po niej można iść w dowolnym kierunku.
Za dnia śnieg podtapiwał, i dobrą asekurację teraz można było zorganizować bez żadnego trudu, gdyż dogodnych dla niej występów tutaj było niezliczona ilość. Jej organizacja prawie nie opóźnia zejścia, więc schodzimy bardzo szybko.
Okrążamy ostatni występ, i przed nami niespodziewanie otwiera się obóz. Do niego jest tylko 100 m. Schodzimy po starym lawiniście biegnąc. A nam w stronę z krzykiem wybiegają wiwatujący…
Wspinaczka zajęła jeden dzień. Na trasie zostało wbite podczas podejścia 7 i podczas schodzenia 9 lodowych haków. Wysokość wierzchołka orientacyjnie 5300 m. Wierzchołek jest położony w północno-zachodniej grani masywu Turist, ograniczając dolną część l. Badaczy z północy.
Pik М. Turist — skalny wierzchołek, północno-wschodnie zbocze jest urwistą ścianą o wysokości 400–500 m, południowo-zachodnie — schodzącą pionowymi stopniami ścianą o ogólnym nachyleniu 70°. Z północnego zachodu na południowy wschód (ku p. Duży Turist) grań ma nieznaczne podniesienie, i jego szerokość waha się od 0,5 do 20 m, ale praktycznie składa się on z ciągłej grzebieni żandarmów, rzadko przerywanej placykami lodu. Wierzchołek jest położony w południowo-wschodniej części grani; ku p. Duży Turist grań urywa się gigantycznym zapadnięciem, z przeciwnej strony — 150-metrowa gładka płyta.
Wspinaczkę zaczynają od podniesienia się od l. Badaczy na grań (po piargach) w tym miejscu, gdzie on ściśle przylega do p. Skałki. Dalej po płaskiej grani dochodzą do Giganta — żandarma — on jest obchodzony od wschodniej strony. Dalszy ruch — po grani z żandarmami i lodowymi płytami — wymaga zastosowania wszystkich sposobów wspinaczki po skałach, a na odcinkach lodowych — rąbania stopni. Żandarmi są pokonywani frontalnie lub z obejściem z lewej strony i tylko ostatni sjenitowy żandarm (przed przedwierzchołkową płytą) jest obchodzony z głębokim zejściem w prawo.
Na trasie jest potrzebne wbicie 10–12 skalnych i 4–5 lodowych haków (wszystkie haki są wybijane) i wyrąbanie 60–70 stopni. Przy wyjściu z obozu, położonego u jęzora l. Badaczy:
- Pierwszy nocleg można urządzić za Gigantem — żandarmem.
- Stąd do wierzchołka (bez plecaków) — 12 godz. podniesienia się i 6 godz. schodzenia do namiotów.
Komentarze
Zaloguj się, aby zostawić komentarz