Awarie w marszach. Część 4. Dodawanie i odejmowanie ryzyka.

Zanim przejdziemy do rozdziału, w którym rozważymy bardziej skomplikowane równanie ryzyka niż klasyczne, oraz przeanalizujemy, jakie miejsce zajmuje w nim nasze doświadczenie, najpierw ustalimy zasady dodawania i odejmowania ryzyk.

Dodawanie ryzyk stanowi pewien problem, który warto rozważyć osobno.

Mamy ryzyka nieodłączne i ryzyka generowane. Są one w stanie wywołać zdarzenia. Z rozdziału o ryzykach dowiedzieliśmy się następujących rzeczy:

A) Zdarzenia są nieuniknione

B) Ryzyka zawsze się sumują

Im mniejsza suma ryzyk, tym mniejsza siła zdarzenia, która na nas wpływa. Jednak siła zdarzenia może od początku przekraczać nasze możliwości.

Zacznijmy od przykładu: przechodzimy przez przełęcz i z góry spada nam na głowę kamień.

Wiadomo, że jest wielu turystów, którym podczas przechodzenia przez przełęcze nigdy nie spadł na głowę kamień. Niemniej jednak, doświadczenie empiryczne pokazuje: jeśli turysta przez piętnaście lat co roku chodzi w różne regiony na przełęcze o trudności 1B…2A i wyżej, to blisko 100% pewności, że chociaż raz coś mu spadło na głowę. Chociażby spadający karabinek, świder lub czekan partnera. Albo jego but. Czasem nawet w raczkach. Rzadko - celowo )) Jeśli ktoś mówi, że nic mu nie spadło, to znaczy, że po ostatnim upadku po prostu nie pamięta. Dla doświadczonego turysty wybiórcza utrata pamięci jest zupełnie normalna.

To samo doświadczenie empiryczne z wieloletniego przechodzenia przez ten sam region pokazuje: bywają lata, kiedy wszystko się sypie wokół, i nawet to, co wcześniej wyglądało kategorycznie niezawodnie i niewzruszenie.

Stąd wniosek: w górach zawsze coś się sypie. Po prostu nie zawsze akurat na nas i na naszą głowę. Jeśli jednak chodzimy długo, to prędzej czy później coś nam spadnie na głowę. To znaczy, jeśli z przełęczy (z dowolnej) istnieje możliwość, że coś spadnie, i jeśli chodzimy na przełęcze, to na nas, w końcu, na pewno coś spadnie.

Nawet jeśli kamień jest bardzo mały, ale wysokość jego upadku (jego prędkość) jest wysoka, to przy braku kasku ginemy. Zdarzenia o małej sile występują znacznie częściej niż zdarzenia o dużej sile - mniejsze kamienie lecą częściej niż walizki i dalej od głównej linii upadku, której unikamy. Dodajmy do tego naszą możliwość po prostu potknąć się i zjechać po stromym zboczu i, przemieszczając się głową w dół (duży plecak zwykle obraca nas właśnie tak), zostać zatrzymanym przez większy kamień. Czasem w takich przypadkach staje się on nagrobkiem i wiesza się na nim tabliczkę.

W rezultacie: jeśli w 100% przypadków nie będziemy nosić kasku na głowie i będziemy chodzić i chodzić na "normalne" przełęcze, to prędzej czy później, ale również blisko 100% pewności, zginiemy lub zostaniemy okaleczeni.

Jeśli założymy kask, na przykład, w 50% niezbędnych przypadków, to gramy w ruletkę. Jak pokazała praktyka, kamień może spaść, na przykład, od lidera, na pozornie najbezpieczniejszym stoku. Pewnego razu spuściłem na swojego partnera kamień ze zbocza trawiastego, a na całym zboczu leżały tylko dwa, a partner w niewytłumaczalny sposób zdołał go odbić głową. W rezultacie kończył trasę z dziurą w głowie. Kamień po zderzeniu nie przetrwał - rozpadł się. To był ten rzadki przypadek, kiedy czyjaś głowa okazała się mocniejsza, ale więcej takich twardych głów nie spotkałem.

Niemniej jednak, wraz ze wzrostem masy kamienia, ochrona zapewniana przez kask słabnie. Siła zdarzenia może przekroczyć właściwości wytrzymałościowe naszego kasku i naszej szyi. I jednak, ponieważ zdarzenia o dużej sile występują rzadziej niż zdarzenia o małej sile, noszenie kasku znacznie zmniejsza ogólne ryzyko.

Jeden z wniosków z rozdziału o ryzykach mówi: w dodawaniu ryzyk nieodłącznych i generowanych w zdecydowanej większości przypadków decydującą rolę odgrywają ryzyka generowane.

niebezpieczeństwo = ryzyka + niepokój

niebezpieczeństwo = (ryzyka nieodłączne + ryzyka generowane) + niepokój

niebezpieczeństwo = (RN1 + RN2 +…RNn + RG1 + RG2 +…RGn) + niepokój

Co jest w tym równaniu nie rozpatrzone w rozdziale o ryzykach?

To, że sprzęt, trening i jakość przygotowania mogą działać nie tylko w celu: a) zmniejszenia ryzyk (obniżenie wartości liczbowej pewnego lub pewnych ryzyk), b) zwiększenia ryzyk (zwiększenie wartości liczbowej pewnego lub pewnych ryzyk); ale również w celu: c) odejmowania ryzyk (jedno z ryzyk zostaje całkowicie usunięte lub przechodzi w inne jakości), d) dodawania ryzyk (dodaje się nowe ryzyko lub istniejące przechodzi w inną jakość).

Na przykład, kask, który bierzemy na trasę z latającymi kamieniami, służy do odejmowania ryzyk. Jeśli bierzemy do noclegów na zimowym płaskowyżu górskim ultra-lekką chińską namiot, to raczej zajmujemy się dodawaniem ryzyk, niezależnie od doświadczenia w jego obsłudze.

Podobnie dzieje się z działaniami na trasie: stawiając gdzieś na przykład w Zaполярье śnieżną ścianę dla ochrony naszego namiotu (nawet jeśli jest to najbardziej ekstremalna), odejmujemy ryzyka. Jeśli nie stawiamy - to dodajemy ryzyka.

Granica między zwiększeniem (zmniejszeniem) a dodaniem (odejmowaniem) w wielu przypadkach jest cienka i indywidualna.

Nieoczywisty i właśnie indywidualny przykład: jeśli nasze wiązania narciarskie i narty w podróży pozwalają lepiej kontrolować zjazd, to wcale nie znaczy, że idziemy bezpieczniej. W niektórych przypadkach jesteśmy w stanie generować więcej ryzyk, zjeżdżając zbyt szybko i tym samym zwiększając prawdopodobieństwo kontuzji po ewentualnym upadku. Znowu, to wcale nie znaczy, że dobrym wiązaniom nie ma miejsca w narciarskiej podróży, to oznacza tylko konieczność dostosowania sprzętu do naszego doświadczenia i umiejętności, a także konieczność pracy z niepokojem. Podwyższony poziom niepokoju przy odpowiednim doświadczeniu daje ostrożność i tym samym zmniejsza ryzyko.

Dobra analogia tutaj ze sportowym samochodem: im szybciej trzeba przejechać trasę, tym bardziej musi być ona przygotowana i wyścigowa. Ale im bardziej jest przygotowana i wyścigowa, tym większe prawdopodobieństwo, że zwykły kierowca złapie najbliższy słup. I doświadczenie dwudziestu lat na zwykłym samochodzie mu nie pomoże. Potrzebne jest inne doświadczenie.

Ten sam element wyposażenia, a także wyższy poziom umiejętności i przygotowania fizycznego - w równaniu ryzyk mogą działać w dowolnym kierunku. Co więcej, fajny sprzęt i fajne przygotowanie fizyczne silnie wpływają na poziom niepokoju, i w pewnym momencie ten niepokój spada tak, że znika ostrożność, i ryzyka gwałtownie rosną.

(Stąd - niepokój w równaniu reprezentuje raczej współczynnik korelacji)

Główny problem polega na tym, że dodawanie i/lub zwiększanie generowanych ryzyk następuje w szeregu przypadków nieświadomie, i nie zawsze możemy je kontrolować. To jedna z przyczyn, dla których wysokie technologicznie i niezawodne wyposażenie dla skomplikowanych i ekstremalnych podróży zawsze wymaga większego doświadczenia. Posiada ono ukryte dla niewystarczająco doświadczonego sportowca wady, ale oszukuje swoją niezawodnością, dla realizacji której potrzebne jest właśnie to doświadczenie. Realizacja niezawodności w naszym przypadku - odejmowanie i zmniejszanie ryzyk.

Wnioskiem z tego problemu jest: uczestnicy "długo" mogą chodzić z niewłaściwą taktyką, strategią i niefortunnym wyposażeniem. Innymi słowy - z niewłaściwym podejściem. Jak wiemy z rozdziału o ryzykach, nie wszystkie ryzyka prowadzą do zdarzeń. One je tylko prowokują, i ryzyko zawsze reprezentuje nieokreślone warunek.

Rozważmy trzy rozpowszechnione przykłady:

1) Większość narciarzy i skialpinistów, którzy przychodzą do sklepu i kupują sprzęt do skiturystyki, nie umieją wiązać się do liny i nie wiedzą, że na końcach liny zjazdowej należy zawiązać węzeł. Oni biorą sprzęt na trasę, według ich słów, "na wszelki wypadek".

(Oni odejmują pewne określone ryzyko, ale generacja ryzyka w miarę pogarszania się okoliczności i pogody w potencjalnym zdarzeniu może równać się z tym ryzykiem, które odjęli)

2) Większość kupujących, którzy nabywają detektor lawinowy, nie umieją w końcu szukać (lub szybko szukać) poszkodowanego, ponieważ jeżdżą lub chodzą z przewodnikiem lub doświadczonym liderem. Oni nabywają detektor lawinowy po to, by ich znaleziono. Jeśli przechodzą przymusowe (dla wypuszczenia na trasę) szkolenie, to często ono u nich nie utrwala się w pamięci z powodu psychologicznej bariery.

(W ogóle, sytuacja z detektorami lawinowymi reprezentuje najsilniejszy szach i mat - każdy taki kupujący liczy na to, że inni uczestnicy na pewno umieją szukać lepiej niż on)

3) Większość narciarskich grup turystycznych w górach chodzi bez detektorów lawinowych w ogóle. I naprawdę, po co one są potrzebne? Nasi dziadkowie tak chodzili, ojcowie chodzili, my już dwadzieścia lat tak chodzimy.

(Tutaj sytuacja jest symptomatyczna: brak detektora lawinowego oznacza, że przy zejściu lawiny prawie w 100% przypadków nas nie znajdą i zginiemy. To znaczy, że obecność lub brak detektora [jako generowane ryzyko] w równaniu ryzyk ma tak wysokie znaczenie, że mowa od razu i bezwarunkowo idzie o życie i śmierć, bez wariantów w ogóle - przy tym przykłady zaginionych właśnie z powodu braku detektorów u grupy są prawdziwie nieskończone)

Z powodu nieokreśloności warunków jesteśmy w stanie przegrać [wejść w krytyczne zdarzenie] za sprawą swojego podejścia w dowolnym momencie - może to nastąpić w pierwszą podróż, ale może i w dziesiątą.

Przy tym mamy do czynienia z dynamiką systemu: jeśli grupa nie przegrywa w pierwszej lub drugiej trasie, to do dziesiątej może już zmienić część warunkowo niewłaściwego podejścia na warunkowo właściwe. Ale stąd wynika i odwrotne twierdzenie: do dziesiątej trasy możliwe jest zmienić część właściwego podejścia na niewłaściwe. To jest odpowiedź na pytanie, dlaczego wypadki związane z wygenerowanymi ryzykami zdarzają się, w tym, i z bardzo doświadczonymi sportowcami.

(Dlatego najlepsze doświadczenie - to doświadczenie oparte na drobnych i średnich błędach. Doświadczenie oparte tylko na szczęściu może być niewłaściwe i niebezpieczne)

Nieokreśloność warunków prowadzi do następujących momentów:

1) Im więcej - pod względem liczby tras, i im trudniejsze - pod względem warunków i kategorii, chodzimy, tym wyższe prawdopodobieństwo wypadku konkretnie z nami. Przy tym trudność ma mniejsze znaczenie (ale - ma). Analiza wypadków pokazuje, że mistrzowie giną, w tym, i w najprostszych podróżach. To znaczy, że suma ryzyk w oddzielnej prostej podróży może być nawet wyższa, ponieważ jest "prosta". Przecież równanie niebezpieczeństwa budujemy przede wszystkim my sami, a nie tylko rzeźba terenu i pogoda.

2) Twierdzenia i sądy oparte na "ja już dziesięć lat tak chodzę" są dalekie od obiektywności i prawdziwości. Można je, czasem nawet trzeba, brać pod uwagę, ale żyć trzeba własną głową.

Równanie

niebezpieczeństwo = (RN1 + RN2 +…RNn + RG1 + RG2 +…RGn) + niepokój

zawsze formuje indywidualność każdej grupy w punkcie czasu.

I jednak, tu są ważne niuanse.

Wypadek i incydent w podróży są jednym ze zdarzeń na trasie, albo samodzielnym, albo następującym po poprzednim zdarzeniu. Zdarzenie, z kolei, nierzadko reprezentuje sobą proces.

Proces może przebiegać z przewagą średnich wartości ryzyk, a może zawierać skrajne wartości ryzyka.

Czym one się różnią?

Przy średnich wartościach prawdopodobieństwo właśnie śmierci (wypadek nie zawsze prowadzi do śmierci) uczestnika lub uczestników jest niskie, a sam wypadek następuje przez sumę wartości. To znaczy, można zsumować wiele drobnych ryzyk, jak nieodłącznych, tak i wygenerowanych, i otrzymać krytyczne zdarzenie. Krytyczne zdarzenie prowadzi do kolejnego łańcucha zdarzeń, i śmierć uczestnika lub uczestników jeśli i następuje, to właśnie dzięki ogólnej sumie.

Skrajne wartości ryzyka formują wariant "śmierć-życie" w jednym zdarzeniu. To znaczy, jeśli zdarzenie następuje, to ktoś umiera. Rzadziej - obywa się ciężkimi kontuzjami.

W przypadku obecności w równaniu niebezpieczeństwa skrajnych wartości ryzyka pozostałe składniki mają małe znaczenie. Możemy być bardzo "doświadczonym" zespołem, ale przy zejściu na nas lawiny i braku u wszystkich detektorów lawinowych prawdopodobieństwo przeżycia poszkodowanych jest raczej przypadkowe. Prawidłowa jest czyjaś śmierć.

Wyobraźmy sobie pewną trasę lodową. Po niej idzie początkujący z niewielkim doświadczeniem i dolną asekuracją. I spada. Jego śmierć lub kontuzja zależą od sumy ryzyk: jak prawidłowo została ustawiona stacja i pośrednie punkty, jak prawidłowo się związał, na jakiej części trasy względem pierwszych punktów oderwał się, itp. Może być on jakimkolwiek początkującym, ale prawdopodobieństwo jego śmierci nie jest całkiem jednoznaczne, i jemu z partnerem trzeba wiele zrobić nieprawidłowo, by suma ryzyk w danym momencie czasu zapewniła mu śmierć. Kontuzja jest znacznie bardziej prawdopodobna, ale i ona nie we wszystkich absolutnie przypadkach będzie ciężka.

Teraz spójrzmy na mistrza, który idzie solo tę samą trasę bez liny. W przypadku upadku jego śmierć jest zagwarantowana. Pozostałe ryzyka w równaniu, oczywiście, grają rolę w przyczynach zdarzenia - może spaść z powodu przedwczesnego zmęczenia, na przykład, wywołanego poprzednimi dniami. Ale on i tak znajduje się w równaniu ze skrajną wartością ryzyka. Tak, zdarzenie może nie nastąpić, ale jeśli następuje, to wynik jest jednoznaczny. Nie ma u niego liny i asekuracji, i przeleci aż do samego dołu.

W przypadku lawinowej niebezpieczeństwa ja, idąc solo, zawsze wprowadzam do równania skrajną wartość ryzyka. Jeśli lawina schodzi - ginę. To znaczy, moja pomyłka w ocenie lawinowej niebezpieczeństwa stoku prowadzi do jedynego rezultatu. Ale i grupa, która nie używa detektorów lawinowych na lawinowo niebezpiecznej trasie, dokładnie tak samo wprowadza do równania skrajną wartość ryzyka. Stajemy się zupełnie równi, i nasza umiejętność prognozowania lawin rozsądzi teraz tylko rzeźba terenu.

To ciekawy moment: my w grupie za sprawą dosłownie niewielkiego ulepszenia taktyki i jednego elementu wyposażenia jesteśmy w stanie od razu wykreślić skrajną wartość z równania ryzyka. Przy tym jeśli nie umiemy posługiwać się detektorem przy poszukiwaniu lub ignorujemy badanie stoków na lawinową niebezpieczeństwo (detektor, jak dziwnie to brzmi, sam przez się nie trzyma śniegu na stoku), to możemy zginąć przez sumę ryzyk już w średnich wartościach.

Przy przygotowaniu do trasy i w jej przebiegu pożądane jest dla nas ustalenie skrajnych wartości ryzyk i, jeśli to możliwe, usunięcie ich, a pozostając tylko ze średnimi wartościami - obniżenie ich tak, by suma była mniejsza. To jest zrozumiałe z punktu widzenia matematyki, ale dalekie nie zawsze jasne, jak i co robić w praktyce. Niestety.

Jak zauważyliśmy powyżej: dodawanie i/lub zwiększanie generowanych ryzyk następuje w szeregu przypadków nieświadomie, i nie zawsze możemy je kontrolować. Innymi słowy: bezpośrednio na trasie bywamy ograniczeni. Z tego wynika wniosek: niezwykle ważna staje się wstępna proработка podróży: ona wkłada w nas szablony, instrukcje i algorytmy. Gdzieś to jest bardzo prosta przygotówka, gdzieś skomplikowana - wszystko zależy od konkretnej trasy. Jakość przygotowania do trasy ma bezpośredni związek z sumą ryzyk na trasie. Jakość przygotowania nie ma bezpośredniej zależności od czasu tej przygotówki - czas nie zapewnia jakości sam przez się.

Trzeba rozumieć, że skrajnymi wartościami posiadają i ryzyka nieodłączne. Jeśli z urwiska na nas z góry spadł nieoczekiwany i przez nikogo nie spuszczony walizka, to rezultat jego upadku jest oczywisty. Walizce jest zupełnie wszystko jedno, na kogo padać, na początkującego czy mistrza. Stają się nieważne asekuracja, stan liny i tym podobne - dla tego, na kogo spadł walizka, pozostałe składniki przestają mieć znaczenie. Nawet obecność lub brak na głowie kasku.

Na skomplikowanych szczytach w alpinizmie, typu Pobiedy, ilość skrajnych wartości nieodłącznych ryzyk jest zaporowa, i wyklucza w zasadzie możliwość od nich się uwolnić. To znaczy, szereg tras daje możliwość umrzeć w dowolnym ich punkcie niezależnie od stopnia doświadczenia i przygotowania. Inna sprawa, że tamże i dowolna generacja ryzyka jest bliska skrajnym wartościom.

Z kolei, jeśli wysoka generacja ryzyk jest nieunikniona, a skrajne wartości nieodłącznych ryzyk nie można wyrzucić, to jesteśmy zmuszeni świadomie generować dodatkowe ryzyka, by obniżyć prawdopodobieństwo wpływu na nasur na skrajne nieodłączne ryzyka. Klasyczny przykład tutaj - zwiększenie prędkości przejścia trasy. Prędkość = bezpieczeństwo. W szczególności, jeśli upadek walizki jest nieunikniony, to im mniej będziemy znajdować się na drodze jego prawdopodobnego lotu, tym bezpieczniej w ogóle. Prędkość, jako jeden z przykładów walki ze skrajnymi wartościami, zawsze wpływa na generację ryzyk, a zatem jest oddzielnym narzędziem, z którym trzeba umieć pracować - by generować ryzyka mniejszych wartości.

Komentarze

Zaloguj się, aby zostawić komentarz