
W drugiej części dotyczącej wypadków będziemy analizować różne grupy według charakteru przebiegu trasy, zasobów i, ostatecznie, według tego, jak generują ryzyko.
W poprzednim rozdziale ustaliliśmy, że największe znaczenie w zdarzeniach, które mają miejsce w grupie, mają generowane ryzyka. Jednak różne grupy generują ryzyka w różny sposób, przy czym ci sami uczestnicy w różnych zespołach są w stanie tworzyć ryzyka zupełnie odmiennie.
Ponieważ rozważamy grupy jako całość, jako jednolitą całość – tylko dlatego, że grupa zmaga się ze zdarzeniami również jako jednolity organizm – to zasoby i generowanie ryzyka będziemy rozważać przede wszystkim w odniesieniu do grup. Niemniej jednak, na pewnych etapach, które na pewno rozważymy na przykładzie ambitnych uczestników i uczestników lubiących ryzyko, zobaczymy, że indywidualna generacja ma istotny czynnik, zwłaszcza jeśli jest to: a) klienci grup komercyjnych; b) liderzy grup.
Na początku zdefiniujmy podział grup według wyniku przebiegu trasy.
Grupy według wyniku przebiegu trasy
W odniesieniu do wyników trasy, niezależnie od jej złożoności, grupy dzielą się na: a) te, które przebyły trasę; b) te, które opuściły trasę bez incydentów; c) te, które opuściły trasę z incydentami. Szczególne wyjątki potwierdzające regułę nie będą brane pod uwagę.
Jest to bardzo logiczny, ale "dziecinny" podział, który jednak jest nam potrzebny do pośredniego połączenia grup z ryzykiem, zarówno nieodłącznym, jak i generowanym.
Zatem, dlaczego pierwsza grupa przebyła trasę?
Ponieważ:
a) generacja ryzyka była minimalna;
b) grupa poradziła sobie z konsekwencjami zdarzeń wywołanych nieodłącznym ryzykiem.
To znaczy, że żadne ze zdarzeń, które miały miejsce w grupie, nie stało się krytyczne.
W tym kontekście warto rozważyć, co to znaczy "mieć szczęście" i "nie mieć szczęścia", pojęciami, które tak lubią operować zarówno zazdrośni obserwatorzy (jeśli grupa przebyła trasę), jak i same grupy (jeśli nie przebły trasy).
Według naszej logiki ryzyka – "mieć szczęście" oznacza, że ryzyko wygenerowane przez uczestników nie doprowadziło do zdarzeń krytycznych (na przykład alpiniści zasnęli podczas pracy z palnikiem gazowym w szturmowym namiocie, ale jeden z uczestników zdążył się obudzić i zorientować, że nie ma czym oddychać); a także, gdy nieodłączne ryzyko nie wywołało zdarzeń o dużej sile (na przykład sztorm trwał dwa dni z siłą 8-9 stopni, a nie trzy dni z siłą 11 stopni).
W podróży tą samą trasą grupy spotykają się z zupełnie różnymi zdarzeniami, zarówno tymi wywołanymi przez wygenerowane ryzyko, jak i nieodłącznymi. System dynamiczny, w którym składają się nieodłączne i generowane ryzyka, jest zbyt złożony. Dlatego pojęcie szczęścia powinno być używane z ostrożnością lub w ogóle nie powinno być używane, ponieważ można dojść do tego, że każda udana wyprawa będzie mieścić się w kategoriach "szczęścia".
Na przykład jedna grupa "przeskoczyła" przez przełęcz, a druga wpadła na niej w złą pogodę. Szczęście? Ale pierwsza grupa miała plecaki lżejsze średnio o pięć kilogramów każdy, co pozwoliło im poruszać się z większą prędkością. Zasługa właściwej taktyki? Nie, ponieważ na następnej przełęczy pierwsza grupa napotkała śnieg, stok okazał się mokry, a nie mieli lin, aby zorganizować asekurację, i musieli zmienić trasę. Okazuje się, że różnica w pięciu kilogramach była spowodowana, między innymi, brakiem sprzętu alpinistycznego. Czy to oznacza złą taktykę? Nie, ponieważ druga grupa, z linami, po przejściu przez zaśnieżoną przełęcz (czego nie odnotowano w opisach), następnie doświadczyła incydentu u jednego z uczestników w postaci obrzęku mózgu na wysokości – spowodowanego, między innymi, dużymi obciążeniami w postaci trzydziestokilogramowego plecaka.
Pojęcia "szczęścia" i "pecha" można ciągnąć w nieskończoność. Są to puste słowa i puste pojęcia, zawsze subiektywne i oparte wyłącznie na stopniu uprzedzeń obserwatora i uczestników. Istnieją tylko ryzyka i zdarzenia przez nie wywołane, stanowiące fakt zaistniały. "Szczęście" jest zbyt często konsekwencją obranej taktyki przebiegu, która okazała się (często niespodziewanie dla samego użytkownika) dobrą dla danego momentu i warunków. A zatem, liczy się tylko to, jak grupa poradziła sobie ze zdarzeniami. Lub nie poradziła sobie.
U bardziej doświadczonej grupy zakres warunków, w których przebiega ona daną trasę, jest szerszy niż u mniej doświadczonej. Właściwie, szerokość zakresu siły zdarzeń, z którymi grupa jest w stanie sobie poradzić, jest jedynym kryterium przygotowania i kompetencji, które odróżnia grupy na tej samej trasie. Ale czy dla zewnętrznego obserwatora, czy dla uczestnika, ta ocena zawsze będzie subiektywna, dopóki dwie grupy w tym samym miejscu i czasie nie znajdą się w tych samych warunkach początkowych (na przykład sztorm na zboczu szczytu). To znaczy, nie znajdą się w absolutnie identycznych warunkach. Dopiero po rezultacie zdarzenia lub zdarzeń będzie jasne, która grupa jest silniejsza.
I kiedy porównujemy dwóch liderów, z których jeden ma 35 lat doświadczenia jako lider, a drugi tylko 5 lat, to pierwszy prawdopodobnie jest już zbyt stary, aby bezpiecznie prowadzić trudne (i nawet nie bardzo) wyprawy; a drugi jest jeszcze zbyt młody. Jednak nie jest faktem, że na trasie tej samej kategorii trudności grupa prowadzona przez pięcioletniego lidera, pomimo znacznie mniejszej listy przebytych wypraw, okaże się słabsza niż u pokrytego siwizną weterana – który swoje pierwsze i najważniejsze dla doświadczenia 10 wypraw po prostu zapomniał.
Dlaczego grupa opuszcza trasę, nawet bez incydentów?
a) wysoka własna generacja ryzyka
b) nie potrafili poradzić sobie z konsekwencjami zdarzeń wywołanych nieodłącznym ryzykiem
Dlaczego grupa opuściła trasę z incydentami?
a) wysoka własna generacja ryzyka
b) nieodłączne ryzyko wywołało zdarzenia krytyczne
W tym przypadku najbardziej interesuje nas pierwsza kategoria: dlaczego grupa przebyła trasę. Z grupami, które nie przebły trasy, wszystko jest jasne, istotę ich tragedii i niepowodzenia w postaci ryzyka omówiliśmy w poprzednim rozdziale.
Ale jak generowane są ryzyka u "szczęśliwców" i jak radzą sobie oni z konsekwencjami zdarzeń?
Co to jest sport w turystyce i alpinizmie?
Dyskusja na temat, czy turystyka lub alpinizm są sportem, jest wieczna. U tych, którzy zgadzają się, że są sportem, równie wieczny jest spór o to, kogo dokładnie zaliczyć do sportowców.
U turystów wszystko próbuje się rozwiązać prosto – zgłosiłeś się do MKK, więc jesteś sportowcem, czyli prawdziwym turystą. U alpinistów jest to nieco bardziej skomplikowane. Sama idea jest kusząca – członek FАР? Otrzymujesz oficjalne komórki? Bez wątpienia sportowiec. Wydaje się to pięknym podziałem, nieprawdaż?
Dobrze. A Dmitrij Pawlenko – sportowiec? A Denis Urubko?
Wróćmy mocno w przeszłość, tylko krótko. Turystyka amatorska i, tym bardziej, alpinizm amatorski (początkowo jako całość) w ZSRR powstały same. Odwoływanie się do początków turystyki i alpinizmu w Imperium Rosyjskim jest, delikatnie mówiąc, nie na miejscu – organizacje ZSRR mogą być ich prawnymi następcami chyba tylko u osób bardzo odległych od historii z dobrze rozwiniętą fantazją. Odpowiednio, w ZSRR były to grupy amatorskie, które stopniowo przekształcały się w kluby. W latach 30. XX wieku z powodów zrozumiałych te stowarzyszenia nie mogły pozostać bez uwagi ze strony państwa.
Turystyka amatorska została wtedy oddana pod nadzór Komitetu ds. Kultury Fizycznej i Sportu (Sportkomitetu), który nazwał ten kierunek aktywnego wypoczynku sportem, a także ustanowił w nim tytuł "Mistrza Sportu". Z inicjatywy Sportkomitetu zaczęto organizować sekcje turystyki.
W 1949 roku Sportkomitet włączył turystykę do Jednolitej Wszechzwiązkowej Klasyfikacji Sportowej, co automatycznie i całkowicie oficjalnie zaliczyło ją do kategorii sportu, i na tej podstawie zaczęto przyznawać rangi i tytuły. To włączenie wyraźnie ukształtowało zasady przebiegu tras, pracę MKK, porządek przeprowadzania zawodów itd. Wraz ze wzrostem stowarzyszeń, w latach 50. pojawiły się federacje – już osobno dla turystyki i alpinizmu.
Jeśli pozostawić poza ramkami fakt, że turystykę amatorską jako sport rozwijano jako jedno ze środków poprawy jakości zasobów mobilizacyjnych na wypadek wojny z NATO, to dokumentalnie w naszym kraju, jako następcy Związku Radzieckiego, turystyka i alpinizm są rzeczywiście sportem.
Po rozpadzie ZSRR federacje z organu kontrolnego stały się raczej pomocniczymi i długo takimi pozostawały, ale obecnie stopniowo zmierzają do historycznych korzeni.
Zatem, turystyka i alpinizm, na papierze, w naszym kraju są rzeczywiście sportem. Nawet jeśli wygląda to na alogiczne.
Jedziemy dalej. MKK w turystyce – to zewnętrzny sędzia, który decyduje, czy grupa mieści się w ramach sportu. Odpowiednio, po przejściu trasy i na podstawie raportu sędzia wydaje zaświadczenie – wynik swojego orzekania.
Raport (obrona wyprawy) w tym przypadku jest podstawą do wydania zaświadczenia i, dalej, do przyznania rangi.
To znaczy, że z pełnym, papierowym uzasadnieniem i dowodem, nie możemy uznać swojej wyprawy za sportową, jeśli nie zgłosiliśmy się do MKK, jeśli nam nie zatwierdzili naszej wyprawy i jeśli jej potem nie broniliśmy. To dziedzictwo stworzonej jeszcze w ZSRR systemu.
Z kolei, jeśli oddzielić pragnienia, ZSRR i rzeczywistość, to turystyka lub alpinizm w wąskich, rzeczywistych znaczeniach nie są sportem – ponieważ ocena wyników jest zawsze zbyt subiektywna dla sportu, a warunki dla grup są zbyt różne dla warunków sportowych, jak zawody.
W szerszym, współczesnym znaczeniu, jeśli wykluczyć współzawodnictwo i obiektywność ocen – to, bez wątpienia, jest sport. Trudne pytanie, dlaczego i co z tego wynika, ale załóżmy, że tak jest. Nam z kolei definicja pewnej części tras jako "sportowych" jest potrzebna po prostu dlatego, że praca grupy z ryzykiem jest zupełnie inna niż u tych, którzy idą "niesportowe" trasy. Ponieważ ten podział istnieje i jest obiektywnie widoczny, będziemy dalej dzielić "sport" i "niesport" dla prostoty analizy.
To znaczy, jeśli rozważamy wypadki jako konsekwencję ryzyka; uznajemy, że grupy idą tymi samymi trasami, zarówno te, które się zgłosiły (rzeczywiście na papierze sportowe), jak i te, które się nie zgłosiły (na papierze nie należące do sportu), to musimy wypracować swoją definicję "sportu", która w pełni odzwierciedla pracę grupy z ryzykiem i konsekwencjami zdarzeń wywołanych tym ryzykiem.
Definicja będzie następująca:
Sport oznacza obowiązkową obecność twardego celu. Twardy cel to zbiór strategii, taktyki, techniki i reguł podporządkowany przebiegowi trasy o określonej, skategoryzowanej złożoności z zestawem określonych, skategoryzowanych i prestiżowych przeszkód.
Zatem, w naszym modelu, szczyt o złożoności 5А, będący w katalogu skategoryzowanych tras, ma złożoność 5А dla każdego alpinisty, który na niego wchodzi. Niezależnie od tego, czy otrzymuje za to rangę i fanfary, czy naganę w RiSKe i FАР.
I wtedy trasa narciarska, uregulowana według punktów za przeszkody, o kategorii 5 kс pozostaje trasą narciarską 5 kс dla każdej grupy, która ją przebiega. Niezależnie od tego, czy grupa zgłosiła się do MKK.
Kategoryzacja wypraw i szczytów nie jest tak kategoryczna, jak długość skoku w odpowiedniej dyscyplinie sportowej, ale jednak jest kategoryczna. I wtedy, jeśli ktoś oświadcza, że przebył pieszą "piątkę" w Krymie, wygląda to jak powiedzenie, że podczas skoku w dal z rozbiegu na dwa metry skoczył na pięć.
Odpowiednio, jeśli w trasie jest twardy cel – przebyć skategoryzowany szczyt ściśle według ustalonych reguł lub przebyć trasę z określonym zestawem przeszkód ściśle według ustalonych reguł – to jest to sport. Jeśli takiego twardego celu nie ma, lub ustalone przez społeczność reguły nas nie zadowalają, to poszliśmy się tylko przejść i zaczerpnąć świeżego powietrza, a także popodróżować dla własnej przyjemności – bez należnych, niebem przeznaczonych prawdziwemu sportowemu turyście, cierpień.
Liczba przygód, które spotkały grupę na trasie, nie ma bezpośredniego związku ze sportem. Przygody – to ryzyka. Całkiem można przebyć jednostkę, dwójkę itd. z minimalnymi przygodami, w tym za sprawą doskonałego planowania i przygotowania fizycznego. I odwrotnie, pójść od domu na bezkategorijny pagórek i tam zmarznąć na śmierć.
Jako wniosek: grupy bywają sportowe i niesportowe. W naszym przypadku, dla analizy wypadków, ten podział oparty jest na ich celach i zadaniach.
Teraz przeanalizujmy grupy bardziej szczegółowo.
Sportowo-komercyjne i komercyjne grupy.
Grupy sportowe stawiają sobie twarde cele, aby zgodnie z określonymi regułami przebyć określoną trasę.
Grupy niesportowe takiego celu nie stawiają.
Większość grup w turystyce jest niesportowa, ponieważ taka partycypacja jest bardziej dostępna. Są to wyprawy weekendowe i różne niezbyt trudne, choć wielodniowe wyprawy z kategorii "przejść się i popatrzeć na przyrodę".
W grupach niesportowych strategia i taktyka są słabe, lub ich w ogóle nie ma – po prostu dlatego, że nie są potrzebne.
Jednak grupy bywają różne.
Poza klasyczną wyprawą sportową, którą odbywa na przykład klub "Vestra" lub jakikolwiek inny, istnieją sportowo-komercyjne przedsięwzięcia.
Sportowo-komercyjna wyprawa oznacza twarde cele i przebieg trasy o określonej złożoności. Ale również oznacza włączenie do składu początkowo sportowej grupy uczestników-"donorów", za których środki realizowane jest przebycie trasy.
Nie jest to rzadka obecnie system, zresztą nie nowy i dawno wynaleziony. Jeśli poczytać o epoce wielkich ekspedycji polarnych z przeszłości, to można się zdziwić, ilu uczestników tam opłaciło swoje uczestnictwo. Na przykład bardzo szanowany podróżnik Apsley Cherry-Garrard, znany ze swoich cennych (i prawdopodobnie najcenniejszych w ogóle) pamiętników o ekspedycji Roberta Scotta, kupił sobie w ekspedycji Scotta miejsce biologa za bardzo niemałą jak na tamte czasy sumę – 1000 funtów szterlingów.
Ponieważ MKK nie idzie za grupą i nie liczy nóg wystających z namiotu, to "donorzy" nie zawsze są wymieniani na listach uczestników. Schematów wykorzystania "donorów" zarówno w alpinizmie, jak i w turystyce, jest wiele, ale łączy te grupy to, że jeden lub dwóch uczestników grupy opłaca pozostałym swoje pobyt na trasie.
To znaczy, że podstawowa część grupy generuje ryzyka jak grupa amatorska, a druga jak "klient". I ta generacja w szeregu przypadków jest na tyle różna, że bardzo lubi dodawać. Szczegółowo o różnicy w tym, jak generują ryzyka "klienci" i "nie klienci", omówimy nieco niżej.
Następna kategoria – to czysto komercyjne grupy.
Komercyjne grupy to takie, w których jest jeden lub kilku przewodników, a rdzeń grupy stanowią "klienci" – ci, którzy zapłacili za trasę.
Komercyjne grupy również dzielą się na sportowe i niesportowe.
Sportowe komercyjne grupy mają twarde cele. Jednak ich podstawowym zadaniem, również odzwierciedlonym w strategii i taktyce, jest zarobienie pieniędzy dla organizatorów. Właśnie zarobienie, a nie zwrot kosztów. Przebycie trasy o określonej kategorii złożoności (lub wejście na szczyt o określonej złożoności albo prestiżowy, jak Elbrus czy Everest) jest ich drugorzędnym zadaniem.
W tym przypadku między uczestnikami a organizatorami często powstaje nierozwiązywalne sprzeczność. Jeśli organizator jako priorytetowe zadanie postrzega zarobek, a jako drugorzędne – cel; to u uczestnika w ogóle cel (wejść na szczyt) jest priorytetowy.
W niesportowych komercyjnych grupach twarde cele nie istnieją, ale również jest priorytetowe zadanie organizatora – zarobienie pieniędzy. Jednak w takich niesportowych turach, które są z góry pozycjonowane jako niesportowe, klienci płacą za sam proces aktywnego wypoczynku (a nie za cel – wejść na prestiżowy szczyt lub przebyć ściśle według regulaminu trasę o określonej złożoności), i sprzeczności między organizatorami a klientami powstają znacznie rzadziej niż w grupach komercyjnych sportowych.
Zatem, kluczowe różnice między komercyjnymi a sportowo-komercyjnymi grupami polegają na obecności zysku. Jeśli jest on zakładany (ale niekoniecznie realizowany – to przecież widać dopiero po zakończeniu wyprawy), to jest to grupa komercyjna.
Komercyjne grupy zawsze i w każdym przypadku budowane są na merkantylności i egoizmie. Człowiek chce odzyskać swoje wydatki. Nieważne, co mówi, ważne, co myśli i robi. Lider komercyjnej wyprawy – to kupiony, nieraz za niemałe pieniądze, specjalista. Jego postrzeganie jako szefa – to tylko pozory, gra według pewnych reguł. Ale ponieważ kary za naruszenie reguł nie ma, to w trudnej sytuacji ludzie zaczynają kierować się własnymi pragnieniami, a nie żądaniami kupionego specjalisty.
Uwaga - niemniej jednak, możliwa jest i inna sytuacja – przewodnik manipuluje klientem, wykorzystując go jako "donora" dla rozwiązania własnych ambicji. Taka sytuacja, subiektywnie, zdarza się częściej w alpinizmie, w turystyce rzadziej.
Z punktu widzenia generacji ryzyka i walki z konsekwencjami nieodłącznego ryzyka, niestraszne to komercyjne niesportowe wyprawy. Na nich zarabia się maksymalną ilość pieniędzy, operatorzy są doskonale zorganizowani (wyjątki nie są brane pod uwagę, bo są one wyjątkami) i mają wystarczający dla warunków swojej wyprawy sprzęt. W nich nie stawia się twardych, a więc wymagających wysokiej wydolności, celów; uczestnicy płacą za sam proces aktywnego wypoczynku i całkowicie zdają sobie z tego sprawę; organizator prawie nie manipuluje pasją klientów do ryzyka w celu zarobku – i tak im płacą.
Z kolei, w sportowo-komercyjnych grupach zawsze jest wysoka generacja ryzyka. Klienci, którzy kupili sobie miejsce, nie są zgrani z rdzeniem grupy, technicznie i fizycznie słabsi. W większości przypadków oni postrzegają wyprawę jako nabytą usługę. Jako wynik – oni albo sami stają się źródłem zdarzenia, albo ciągną grupę w dół, kiedy ta zaczyna pracować nad konsekwencjami zdarzeń wywołanych ryzykiem. To znaczy, że oni bezpośrednio wpływają na bezpieczeństwo.
Najbardziej "zaawansowane" sportowo-komercyjne grupy (lub indywidualni organizatorzy takich przedsięwzięć) pozbywają się "słabych" (generujących zbędne ryzyka – to znaczy słabych niekoniecznie fizycznie, a słabych właśnie z punktu widzenia generacji ryzyka, "niewiarygodnych") "donorów" lub w ogóle wszystkich "donorów" – przed naprawdę trudnym, kluczowym dla złożoności, odcinkiem. Oni albo ich "usuwają" z trasy po aklimatyzacji (w alpinizmie), albo wysyłają do najbliższej miejscowości (w turystyce). W istocie, to jest rodzaj oszustwa, nawet jeśli warunki są uzgodnione z góry – ponieważ obiektywna ocena nieprzydatności "donora" do trasy jest nieobecna, a pieniądze z "donora" zostały wzięte.
Istota sprzeczności między "donorem" a grupą polega na tym, że rdzeń grupy jest nastawiony przede wszystkim na wynik przebiegu, a "donor" na próbę przebiegu. Dla tego on się w to wciąga (opłaca swoje uczestnictwo) w sportową grupę. Granica między próbą a celowym wynikiem jest wyobrażalna bardzo cienka, ale w praktyce bardzo widoczna. Żeby uzyskać wynik, trzeba się wysilić do końca. Żeby spróbować, wysilać się nie trzeba.
Z kolei czysto komercyjne grupy sportowe są nastawione na wynik. Z punktu widzenia ich uczestników, wynik tak czy inaczej jest opłacony. Oni są gotowi generować ryzyka dla tego wyniku - często nie rozumiejąc ich konsekwencji, jednak ich kategorycznie nie są gotowi generować organizator i przewodnicy – ale im się to zdarza.
Zaawansowani operatorzy stawiają swoim pierwszym zadaniem (co znacznie potem ułatwia im zarabianie pieniędzy) wpojenie klientom zrozumienia konsekwencji ryzyka. To znaczy, oni nie ciągną ich od razu na szczyt, a najpierw przygotowują na prostych trasach.
Kluczowa różnica między komercyjnymi grupami sportowymi a samowolnymi grupami sportowymi polega na odwróconym schemacie generacji ryzyka – o tym będzie powiedziane niżej.
Uwaga: oczywiście, w komercyjnych grupach też są tacy, którzy uważają, że próba jest opłacona, a nie wynik. Co więcej, klienci w zasadzie w różny sposób są gotowi generować ryzyka z różnych pobudek. Jednak: forma usługi dyktuje zachowanie klienta. To psychologia sprzedaży i zakupów. W komercyjnych i sportowo-komercyjnych grupach forma usługi jest różna, i nawet ten sam klient zachowuje się w nich inaczej.
Solo
Ponownie powtórzmy fakt z rozdziału o sporcie i nie sporcie: z pełnym, papierowym uzasadnieniem i dowodem, nie możemy uznać swojej wyprawy za sportową, jeśli nie zgłosiliśmy się do MKK, jeśli nam nie zatwierdzili naszej wyprawy i jeśli jej potem nie broniliśmy.
To znaczy, że solo według tej logiki nie może być sportowcem i odnosić się do sportu.
To dziedzictwo stworzonego jeszcze w ZSRR systemu. Przyczyn jego zaistnienia było dwie. Pierwsza – ideologiczna. Druga – związana z mobilizacją i elementem przygotowania wojskowego. O bezpieczeństwie nie myśleli – to iluzja.
Dziś w naszym mentalności jest zakorzenione prześladowanie indywidualizmu nie tylko na poziomie konkurencji (jak w większości krajów zachodnich), ale i na poziomie mentalności w ogóle. To sprawia, że jesteśmy niesamowicie nieelastycznymi i kruchymi systemami.
Sport sam w sobie rodzi indywidualizm. Sport – to wyścig z samym sobą i walka z takim samym, jak ty. Są dyscypliny sportowe zespołowe, są indywidualne. Turystyka i alpinizm zostały wprowadzone w ZSRR do kategorii "sport" sztucznie, i ich reguły, jako sportu, początkowo były dostosowane do zespołu, choć te same trasy przewidywały przejście siłami i mniejszych zespołów.
Co mamy teraz w suchym pozostałości?
Po pierwsze - u nas od czasów sowieckich pozostała dobra szkoła turystyki i alpinizmu w wersji zespołowej. Szkoła solo nie została ukształtowana. To znaczy solo nie umiemy naprawdę chodzić – mało doświadczenia.
Po drugie – solo u nas jest mocno ganione. Wyraźnie widać to ganienie w alpinizmie, ponieważ wpływ federacji jest silniejszy niż w turystyce. W turystyce sytuacja jest prostsza, szczególnie obecnie. Jeśli wcześniej otrzymywałem val listów z oburzeniem na temat "propagandy" solo, to teraz przychodzą one rzadziej, i na stronach internetowych wobec turystów solo również izostają nienawiści, subiektywnie, też mniej. Czego, znowu, nie można powiedzieć o alpinizmie.
Standardowy cytat z Sieci na temat turystów solo (dosłownie): "Soliści zawsze kryją się za wysokimi ideałami - nikomu nie przeszkadzają, wolność, jeden z otaczającą przyrodą i tak dalej) I, NIGDY nie przyznają się, że mają (P)rzęsny charakter".
Jeśli postawić znak równości między "wolnością" w wyprawie a "odpoczynkiem" w wyprawie, zakładając w nich brak twardych celów, to nie ma różnicy między niesportową grupą a niesportowym solo. I jedni, i drudzy, idą w wyprawę, żeby odpocząć. W tym od ludzi, co się zdarza. Przy obecności twardych celów różnica między sportową grupą a sportowym solo również nie istnieje. Sportowe solo – to asceta, minimalistyczny i uparty człowiek (czasem - lampart, jak autor artykułu). Solo w tym przypadku – to nakreślone i wymyślone dla siebie ramy przebiegu trasy lub wejścia, czyli sztuczne i świadne ograniczenia.
Większość tras u solo – to trasy nie kategoryzowane, nawet jeśli abstrahować od zgłoszenia do MKK. Nawet długotrwałe i w trudnych warunkach, one najczęściej odnoszą się do nie kategoryzowanych podróży, ponieważ nie mieszczą się w ramy zestawu przeszkód i punktów dla kategoryzowanych tras. Podstawowe przyczyny tej nie kategoryzacji: a) nieciekawe iść właśnie sport; b) brak technik i przygotowania fizycznego dla przebiegu czysto sportowych tras.
Jednak obecnie do analizy ryzyka wychodzimy z definicji sportu jako zajęcia, które oznacza obowiązkową obecność twardego celu. Twardy cel to zbiór strategii, taktyki, techniki i reguł podporządkowany przebiegowi trasy o określonej, skategoryzowanej złożoności z zestawem określonych, skategoryzowanych i prestiżowych przeszkód.
Według tej definicji solo może być zarówno sportowym, jak i niesportowym.
Oczywiście, część regionów w zasadzie może być nieprzechodna dla solo – zbyt wysokie są nieodłączne ryzyka. Na przykład niebezpieczeństwo lawinowe i przejście przez szczeliny na lodowcach dla solo są krytyczne, choć takie trasy próbują się pokonywać.
Jeśli solo odnosi swoje wyprawy do kategorii sportu, to idzie w nie albo z powodu ambicji, albo z miłości do ryzyka (w ramach podnoszenia każdej kolejnej stawki), albo i jednego, i drugiego razem. Co się tyczy charakteru, to obawiam się, że autor wyżej wspomnianego cytatu ma rację – im wyższy poziom trasy u solo, tym, prawdopodobnie, jest on bardziej socjopatą (w szerokim, a nie ściśle "medycznym" sensie tego słowa).
Ekspedycje
Ekspedycje można podzielić na sportowe, sportowo-komercyjne i naukowo-badawcze (prawdziwe).
Ekspedycja sportowa ma twarde cele. Można je scharakteryzować jako rozwiązanie skomplikowanego i nietrywialnego kompleksowego zadania sportowego, unikalnego w swoim rodzaju w danym momencie.
W istocie, ekspedycja sportowa reprezentuje skomplikowane w organizacji i drogie cenowo przedsięwzięcie, z wykorzystaniem zewnętrznego finansowania. I, co sensowne, reprezentuje pewien rodzaj zarobku (pieniężnego lub reputacyjnego), którego rozmiar bezpośrednio zależy od ilości wytworzonego szumu informacyjnego.
Po zakończeniu epoki odkryć polarnych i pierwszych wejść wysokościowych ekspedycje sportowe można nazywać właściwie ekspedycjami tylko z punktu widzenia marketingu i niczego więcej.
Takie ekspedycje nie są naprawdę istotne dla społeczeństwa, a ich PR reprezentuje sobą szum informacyjny. A dla organizatora teши jego samolubstwo.
Ekspedycje sportowo-komercyjne również reprezentują sobą skomplikowane w organizacji i drogie cenowo przedsięwzięcia, z wykorzystaniem zewnętrznego finansowania.
Różnice między nimi a ekspedycjami sportowymi polegają na następującym:
· Finansowanie zewnętrzne reprezentuje sobą, w tym, włączenie do składu ekspedycji komercyjnych uczestników (klientów).
· Zakłada się domyślnie pewien zarobek (na przykład przewyższenie dochodów nad wydatkami) organizatorów.
· Jest perspektywa w dalszym wykorzystaniu wyników dla zarobku pieniędzy z klientów na tej samej trasie.
Ekspedycje sportowe i sportowo-komercyjne reprezentują sobą te same wyprawy i wejścia, po prostu z bardziej rozmachowym mianem. Generacja ryzyka u nich następuje na tych samych zasadach, co i w odniesieniu do zwykłych wypraw. Jednak takie ekspedycje podkreślają ambicje organizatorów i uczestników, co znajduje odzwierciedlenie w prawidłowościach generacji ryzyka (o nich będzie powiedziane niżej).
Naukowo-badawcze amatorskie ekspedycje również mają twarde cele. Do nich odnosi się wykonanie określonego zakresu prac z celem uzyskania maksymalnej ilości informacji, a także sporządzenie opisów tras i przeszkód, różnych obiektów terenowych.
Prawdziwa, to znaczy naukowo-badawcza ekspedycja różni się od marketingowej skutkami przedsięwzięcia:
· Wynik dla społeczeństwa rozpowszechniany jest na zasadzie nieodpłatnej lub prawie nieodpłatnej (książki, na przykład).
· Wynik jest cenny – mapy, schematy, szczegółowe opisy, dzienniki rejestracyjne, analiza źródeł na podstawie odkrytych obiektów, wartość historyczna i tym podobne.
Te ekspedycje nie mają nic wspólnego z geologicznymi badaniami terenu, inwentaryzacją bogactw naturalnych i tym podobne – ponieważ zasoby na wszystkie wymienione są nieograniczone. Właśnie to odróżnia je od amatorskich wypraw i ekspedycji, a także od ekspedycji epoki odkryć polarnych, gdzie zasoby były i są ściśle ograniczone.
Bezwzględna większość współczesnych ekspedycji sportowych i sportowo-komercyjnych nie niesie w sobie wartości dla społeczeństwa i ekspedycjami są w силу marketingu, lub podejścia z przeszłości, kiedy skomplikowane wejście nazywało się ekspedycją.
Osobno stoją speleologiczne ekspedycje, które reprezentują sobą krok po kroku badanie i kartowanie jaskiń, często na przestrzeni dziesiątków lat. To są sportowe ekspedycje w pełnym sensie tego słowa. I, bez wątpienia, to są prawdziwe ekspedycje.
Zasoby grupy
Zasoby bywają: ludzkie (im więcej ludzi w zespole, tym więcej zasobów – one pozwalają wykonać więcej pracy w jednostce czasu); materialne (produkty; paliwo; sprzęt do pokonywania przeszkód; inny sprzęt) i psychologiczne. Psychologiczne - to obszerna kategoria, do której wchodzi zarówno klimat psychologiczny grupy, jej łączna energia nerwowa, jak i zewnętrzna podpora, jeśli takowa jest zorganizowana – więcej można zobaczyć u Naomi Uemury w książce "Jeden na jeden z Północą".
Zasoby są potrzebne: a) do utrzymania zdolności do pracy; b) do pokonywania przeszkód; w) do walki ze zdarzeniami wywołanymi ryzykiem. "Komfort" można wpisać w każdy z wymienionych punktów.
Zasoby są skutkiem planowania i przygotowania. W walce ze zdarzeniami zasoby odgrywają niezwykle ważną rolę. Kończą się zasoby – kończy się uczestnik lub cała grupa.
Kiedy grupa wpada w zdarzenie długotrwałe, lub w pętlę zdarzeń, to jej życie i reakcje można porównać do reakcji chemicznej Biełousowa-Żabotynskiego. Mamy pewną kolbę (namiot lub grupę) z załadowanymi do niej odczynnikami (zasobami) i otrzymujemy na wyjściu samopodtrzymującą się reakcję na zdarzenia. Ale im więcej czasu mija i im silniejsza jest reakcja, tym szybciej kończą się zasoby. Gdy tylko zasoby się kończą, stają się niewystarczające do podtrzymania reakcji, system przestaje działać. W grupie giną wszyscy, lub jej część.
Materialne zasoby grupy – to ciężar, który trzeba nieść. Żeby go nieść, trzeba mieć więcej uczestników. Ale wtedy znowu rośnie ciężar. Dlatego zawsze w stosunku do ciężaru istnieje optymalne liczba uczestników. Zresztą materialne zasoby zawsze można próbować rozdzielić po trasie przed jej przebiegiem.
W zasadzie wyprawy sportowe i w ogóle chodzone wyprawy budowane są na liniowo-autonomicznej schemacie. Co z sobą wzięliśmy, z tym idziemy, uzupełnienie zasobów nie następuje.
Trudne wyprawy, niemniej jednak, mogą charakteryzować się organizacją "zrzut". "Zrzuta" albo zrzuca się z transportu z góry, albo grupa organizuje pierścień na trasie. Definicja sportowej wyprawy określa reguły, według których budowane są odcinki pierścieniowe trasy – żeby grupa nie ułatwiała sobie zbyt mocno życia, i nie zmieniała sportu w nie-sport.
Ponieważ turystyka, jako sport, budowała się z ideologicznych i wojskowych względów, to i stosunek do zasobów u niej jest bolesny. Innymi słowy, jeśli sport – to starannie planuj, co brać, a nie twórz zestaw magazynów.
"Zrzuty" znacznie ułatwiają życie na trasie, ponieważ pozwalają wziąć dużo więcej zasobów, i mniej ich przy tym nieść na sobie kochanych.
W tym względzie bazy i pośrednie obozy w alpinizmie są uważane za normę. Za to w turystyce wyjście do osiedli ludzkich za uzupełnieniem zasobów uważa się za nietykalne, i za to wprowadza się współczynnik obniżający do punktów złożoności. Ponieważ z osiedlami pod bokiem można iść warunkowo bez końca, tak jak materialne i psychologiczne zasoby znacznie się uzupełniają.
I, na koniec, są grupy z pełnym zewnętrznym zaopatrzeniem – o nich nieco niżej.
Komentarze
Zaloguj się, aby zostawić komentarz