Trasa na Wudjawrczorr (1B) lewą częścią prawego bastionu w ścianie, 4A („uczciwa dziewczyna”)

Widok z dołu: linią przejścia zespołu, długościami i miejscami stanowisk.
Pomysł, by iść w ramach zimowego programu, dojrzewał już dawno. Opis leży u mnie w plecaku od zeszłego roku. Wtedy szło się źle. I całkiem naturalnie, nie poszliśmy.
W tym roku wszystko było inaczej. Zaraz zdecydowałem, że pójdziemy spokojnie, z przygotowaniem, przez 2 dni. Teraz trasa była do tego odpowiednia:
- do R9 praktycznie wszystko po śniegu;
- potem jaskinia;
- dalej 6,5 lin — część skalna.
Ponadto, bardzo motywujące było to, że zapowiadano wyjazd jeszcze w Petersburgu: nie trzeba było łamać głowy nad tym, kogo wziąć, z kim i na jakich trasach się spotkać itd. — można było spokojnie pracować. Już w trakcie przygotowań zostały wprowadzone zmiany: zmienił się i skrócił skład uczestników, ale w sumie nic nie stało na przeszkodzie, by ruszyć na trasę.
5 kwietnia poszliśmy Lawinowym Kuluarem. Przejrzeliśmy trasę z dołu i z góry.
Sfotografowaliśmy. Pierwsze wrażenie: bardzo dużo śniegu. Ale wyraźnie zaznaczone
nadmuchiwanie nad tą częścią bastionu
nie występuje.
6 kwietnia. Wyszliśmy wcześnie. Pogoda cieszyła, pomimo prognozy. Zabrałem 10 lin, sprzęt do obróbki części śnieżnej. Pierwsza radość pojawiła się od razu: śnieg trzymał. Było go dużo, i to nie puch, jak w zeszłym roku, i nie firn: normalny taki śnieg, lepki, roboczy.
- R1 — na lewej stronie „gardzieli” (patrząc na zdjęcie, od razu zrozumiecie, gdzie to jest).
- Dalej około 45 m wzdłuż skał, stanowisko na wyraźnym grzebieniu, obok zaśnieżonego kamienia po prawej.
- Dalej skośny podjazd w prawo na wyraźny skalny kontrofons. Do niego jest około
58

Jaskinia na R5 (R9 według opisu O. Szumiłowa)
- 15 m — przedłużono liny.
- Znajduje się pół liny wyżej wejścia do kuluara, ale to prawidłowa droga: tam jest rzeźba terenu dla organizacji dobrego stanowiska.
- Znalazłem tam pętlę zjazdową — oznacza to, że to już R5 naszej trasy według opisu O. Szumiłowa.
Żeby wejść do kuluara, trzeba było zjechać 15 m i iść wahadłowo przez zaśnieżony skalny grzbiet. Tu zniknęła słyszalność, ale Kostia wyraźnie czytał działania — żadnych przestojów nie było, choć linę znowu przedłużono.
Przejdziemy gardziel kuluara, długo odgrzebywałem baranie łby w poszukiwaniu czegokolwiek podobnego do rzeźby terenu. W końcu szczęśliwie natrafiłem na „klepsydrę” w szerokiej poziomej szczelinie na lewej ściance.
Dalej było dobrze widać występ skalny z prawej, pod który trzeba było się dostać: R9 według opisu Szumiłowa — nasz dzisiejszy cel. Doskonała jaskinia z przepięknym widokiem. Latem pewnie będzie przyjemnie tu przenocować.
Łącznie, pierwszego dnia od R1 zawiesiliśmy 5 lin. Wyszedłem jeszcze na pół liny dalej: w prawo po półce i w górę w zatkany śniegiem wewnętrzny kąt. Instrumentów nie wzięliśmy, więc zabezpieczyłem liny na dobrej pozycji, wróciłem. Zaczęliśmy zjazd.
**7.04.*Całą noc padał śnieg. W cyrku mgła. Pod trasę idziemy prawie na oślep, ale półkę z zostawionym plecakiem znajdujemy od razu. Podnosimy się po linach: liny zasypane na 20 cm, a nawet więcej.
Oczywiście, chcieliśmy słońca — tym bardziej, że trasa jest wertykalna, widokowa. Z drugiej strony, nic nie odwracało uwagi od pracy.
Długo kombinowałem z hakami, w końcu
wyszedłem.
Po linach doszedłem do wczorajszego punktu. Dalej trzeba było dużo
kopać.
Wewnętrzny kąt niezbyt wygodny do czystego wspinania, za to ze страховкой wszystko komfortowo: z lewej w głębi odgrzebywałem szczelinę pod średnie zaklinowane elementy. Wyszedłem na półkę.
Tu pojawia się iluzja wariantów, ale trzeba było iść:
- prosto i w górę przez ściankę
- dalej, obchodząc ściankę z prawej
- pod następną jasną ściankę
Na niej jeszcze jedna „klepsydra” — stanowisko. Liny wyszło
Pogoda była około 52. Stamtąd w lewo po półce w komin, po nim w górę. Dalej — nie najprzyjemniejsze miejsce: obejście występu skalnego po ramieniu z lewej (dla pewności dobrze postawić pierwszy kamlot w szczelinie pod występem), wyjście na stromy śnieżny grzbiet.
Po grzbiecie ostrożnie — w następny komin. Tu już zaczyna się lód, na półkach mech: z czakrami niezawodnie, przechodzę szybko. Na wyjściu miejsce dla stanowiska z lewej. Znowu poszedłem na całą linę.
Dalej po grzbiecie podnoszę się w górę, trzymam się lewej: tam widać drogę — pod ściankę i dalej wzdłuż niej w duży komin. Nie najpewniejszy odcinek: skrobiesz się po skałach, ale rzeźba terenu cała pod śniegiem — zatrzymywać się i kopać szczeliny pod asekurację nie chce się. Robię niezbędny minimum.
Podchodzę do wąskiego komina z monolityczną ścianą z lewej — tej, na którą się opierałem: z ulgą wbijam kotwę. Dalej pojawia się rzeźba terenu, znowu robi się komfortowo.
Przechodzę:
- mały komin,
- wchodzę w duży — wygodnie iść z prawej po rumowisku.
Lina cała za 3 m do wyjścia na ogromną śnieżną półkę. Z powrotem do komina wchodzić nie chce się: rzucam pętlę na ogromny kamień przy wyjściu z komina. Stanowisko. Chłopaki wspomną dobrym słowem, ale dalej pod ściankę pieszo — można będzie przenieść się tam.
Przechodzę półkę. Skały pod grubym lodem. Niezbyt wiadomo, gdzie iść: wybrałem kuluarek z lewej. Robię punkt, wyciągam opis.
Przeszliśmy trzy liny klucza, czyli dalej jeszcze około:
- cztery odcinki III kategorii,
- przedwierzchołkowy grzbiet.
Wchodzę do kuluara: jest cały w lodzie — iść z czakrami — jedno przyjemność. Na wyjściu śnieżna czopucha — nie mogę dokopać się do skały. Topczę półkę i planowo zaczynam kopać rów na siebie. Doprowadzam do dodatniego nachylenia i zaczynam pełznąć w górę...
A teraz wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy, wbiwszy czakry w śnieg i podciągnąwszy się, zobaczyłem płaskowyż!
Łącznie wyszło nam 3,5 liny części skalnej. A w ogóle 8,5. Trasa bardzo mi się podobała: iść — jedno przyjemność, ze страховкой wszystko w porządku, wygodne miejsca dla stanowisk. Oprócz tego, trasa:
- piękna
- wertykalna
- widokowa
Polecam.
Dalej zdjęcia trasy po odcinkach z różnych
perspektyw.
Dolna część trasy:
R0–R4
Górna część trasy:
R3–R9
R0–R1: odgrzebujemy
liny
„Klepsydra” na
R4
Odcinek
R5–R6
Odcinek
R5
Odcinek R6–R7.
Komentarze
Zaloguj się, aby zostawić komentarz