
Mistrzostwa ZSRR w alpinizmie
Klasa skalna
Pamiro-Ałaj
Pasmo Gissar
D-3 wierzchołek Zamin Karor
Pierwsze przejście Zachodniej ściany najkrótszą drogą
Zespół Komitetu ds. Kultury Fizycznej i Sportu przy Radzie Ministrów Tadżyckiej SRR
| Galicyn J. N. | KMS | „Hosiłot” |
|---|---|---|
| Ławruchin W. I. | MS | „Hosiłot” |
| Pletmincew W. W. | MS | „Hosiłot” |
| Skrigitił A. M. | KMS | „Hosiłot” |
Trener Sogrin S. N., MS
Tadżycka SRR, m. Duszanbe, 1977 r.
Paszport wejścia
I. Klasa wejścia — Skalna 2. Rejon wejścia — Pamiro-Ałaj, pasmo Gissar 3. Trasa wejścia — Pierwsze przejście po najkrótszej drodze Zachodniej ściany D-3 wierzchołka Zamin Karor — 3709 m. 4. Charakterystyka wejścia różnica wysokości — 1150 m. (różnica całego marszrutu 1400 m, wliczając dolny pas skalny.) średnie nachylenie — 85° długość trudnych odcinków — 1060 m. 5. Zakotwiczono haków: skalnych — 277 lodowych brak kołkowych — 13 6. Liczba godzin marszu — 76,5 7. Liczba noclegów na trasie — 4, z czego 3 w hamakach i jeden leżąc 8. Zespół Komitetu ds. Kultury Fizycznej i Sportu przy Radzie Ministrów Tadżyckiej SRR. 9. Uczestnicy zespołu: Galicyn Jurij Nikołajewicz — KMS — kierownik Ławruchin Wiaczesław Iwanowicz — MS — uczestnik Pletmincew Władimir Wasiljewicz — MS — uczestnik Skrigitił Anatolij Michajłowicz — KMS — uczestnik 10. Trener zespołu Sogrin Siergiej Nikołajewicz, MS, st. instruktor 11. Daty wyjścia na trasę i powrotu 30 czerwca i 1 lipca 1977 r. — przygotowanie trasy 2 lipca 1977 r. — wyjście na trasę 5 lipca 1977 r. — wyjście na wierzchołek 6 lipca 1977 r. — zejście do bazy.
Krótki opis geograficzny rejonu i charakterystyka sportowa trasy
Masyw Zamin Karor znajduje się w północnym odgałęzieniu pasma Gissar na wschód od przełęczy Anzob.
W ostatnich latach ten rejon stał się szeroko znany wśród alpinistów. Atrakcyjność tego unikalnego tworu natury dla alpinistów o profilu techniczno-skalnym nie jest przypadkowa. Praktycznie pionowe ściany o wysokości kilometra z najbardziej zróżnicowanym reliefem stawiają przed sportowcami wysokie wymagania co do przygotowania technicznego i psychologicznego, dostarczając wiele satysfakcji z ich przejścia.
Wystarczy powiedzieć, że tutaj znajdują się trzy trasy 6B kategorii trudności, oznaczone złotym i srebrnymi medalami mistrzostw ZSRR, a także brązowy marszruta. Po ścianach masywu poprowadzono 7 tras 5B kategorii trudności, każda z nich może być wzorem technicznej złożoności tras tej klasy.
Zamin Karor, lub jak częściej nazywają ten rejon — Ściana Yagnob, rozciąga się w kierunku równoleżnikowym na 8 km z najwyższym punktem we wschodniej części — 4767 m. Na zachodzie masyw gwałtownie obniża się i osiąga wysokość 3709 m na D-3 wierzchołku. Na całej długości masywu północne ściany mają nachylenie od 70° i więcej oraz różnicę wysokości w granicach 1–1,5 km.
Jednak ogólne obniżenie absolutnej wysokości masywu na zachód nie zmienia różnicy wysokości ściany, ponieważ wraz z obniżeniem wysokości części grzbietowej jednocześnie obniża się podstawa ściany.
Od D-3 wierzchołka masyw gwałtownie opada na zachód w kierunku rzeki Pindor stromą, wklęsłą ścianą. Trasa zespołu Sportkomitetu Tadżyckiej SRR prowadzi najkrótszą drogą na D-3 wierzchołek po wspomnianej ścianie. Jej wysokość w pionie nieco przekracza kilometr. Nachylenie części ściennej trasy przekracza 80°. Relief ściany jest technicznie niezwykle trudny. Skały składają się głównie z marmurizowanych wapieni, mocno wygładzonych.
Klimat rejonu charakteryzuje się kontynentalnością i znaczną suchością w okresie letnim, co powoduje dodatkowe trudności z powodu braku wody na trasie.
Rejon wejścia znajduje się blisko dróg dojazdowych. Część piesza wynosi 3–3,5 godziny od mostu przez rzekę Yagnob na trasie Duszanbe — Leninabad.
Schemat

Plany organizacyjne i taktyczne przygotowania zespołu i wejścia
I. Wybór obiektu wejścia
Zachodnia ściana Zamin Karor od pierwszych dni odkrycia tego rejonu przyciągała alpinistów i wywoływała powszechne podziw swoją stromizną i niedostępnością.
Myśli o tym, by zgłosić trasę po Zachodniej ścianie na Mistrzostwa ZSRR wielokrotnie nawiedzały tadżyckich alpinistów. Jednak w klasie technicznej, gdzie pułap był ustalony na 5500 m, D-3 wierzchołkowi Zamin Karor z jego absolutną wysokością 3709 m, przy innych znakomitych wskaźnikach technicznych, trudno było konkurować z kombinowanymi trasami i wyższymi wierzchołkami.
Pojawienie się klasy wejść skalnych nie wywołało żadnych wątpliwości, że to właśnie tadżyccy alpiniści — odkrywcy tego rejonu — powinni rozwiązać ostatni problem Yagnobu.
Przejście Zachodniej ściany było logicznym zakończeniem podboju masywu Zamin Karor.
II. Plan taktyczny wejścia
Zgodnie z wymaganiami współczesnego etapu podboju tras ściennych, zespół wybrał prostoliniową, najkrótszą drogę na wierzchołek; jednocześnie okazała się ona najbardziej logiczną i celową na tej ścianie.
Z drugiej strony, taka trasa stawia najwyższe wymagania co do przygotowania technicznego i psychologicznego sportowców. Decydującym czynnikiem w udanym wejściu staje się styl przejścia ściany, wyposażenie techniczne zespołu, fizyczna i techniczna przygotowanie, współdziałanie i, w rezultacie, wysokie tempo przejścia trasy. Postawiając przed sobą taki cel, zespół zrezygnował z ogólnie przyjętego schematu współdziałania po linach z wyciągiem plecaków.
Zespół przyjął za podstawę następujący schemat ruchu: samodzielna praca par na podwójnej linie.
- Pierwszy przechodzi trasę bez plecaka.
- Drugi wchodzi po jednej z lin, druga służy jako górna asekuracja.
- Analogicznie pracuje samodzielnie druga para, gdzie pierwszy idzie po wbitych hakach, mając jedynie lekki plecak — tylko rzeczy osobiste.
Do interakcji

przekazania haków, karabinków od pierwszego w parze spuszczany jest sznur rep.
Główny ciężar zespołu niosą drudzy uczestnicy par. W celu ułatwienia ich pracy z liną i wbijania haków, plecak jest zawieszany na pasie na krótkim sznurze rep — tak zwany „amerykański” sposób. Ponieważ ściana praktycznie stanowi pion, „amerykański” sposób był stosowany na całej trasie. Ten styl całkowicie wykluczył wszystkie „nieproduktywne” operacje na trasie i znacznie skrócił czas przejścia ściany. Ale jednocześnie taka taktyka jest możliwa przy bardzo starannej selekcji sprzętu i żywności, przy ściśle limitowanym ciężarze plecaków i ściśle określonym harmonogramie ruchu. Planowanie dużej liczby dni na trasie nieuchronnie prowadzi do zwiększenia ciężaru plecaków i, w rezultacie, do rezygnacji z tej taktyki.
Z podobnymi trudnościami zespół zetknął się podczas przygotowań do wejścia, ale z innego powodu.
Cała trasa była planowana do przejścia w 4 dni bez obróbki, czyli 250–300 m dziennie. Badanie trasy pozwoliło stwierdzić, że na całej długości nie będzie wody. A niezwykle gorące lato 1977 r. uczyniło wejście jeszcze trudniejszym. W związku z tym, przy najstaranniejszym doborze sprzętu i minimalnym racjonie żywności, główny ciężar stanowi woda. Nawet przy normie 1 l dziennie na osobę (co jest wyraźnie niewystarczające na tak „gorącej” ścianie) potrzeba już 16 kg wody plus opakowanie. Dyskutowano kilka wariantów taktycznych rozwiązania problemu wodnego. Jednak decydującym czynnikiem była chęć zachowania pierwotnie przyjętej taktyki samodzielnej pracy par.
Brak wody na całej trasie zadecydował o taktyce wstępnego przygotowania trasy w celu dostarczenia wody.
To pozwoliło:
- Zmniejszyć „głód wodny” na trasie,
- Racjonalnie rozłożyć ciężar plecaków na dni,
- Zachować przy tym podstawową zasadę taktyczną przejścia trasy.
III. Cykl treningowy
Zespół 1977 r. został skompletowany z alpinistów, członków reprezentacji Tadżyckiej SRR, wielokrotnie zajmujących miejsca na podium w mistrzostwach ZSRR. Podstawowe zasady taktyczne, przyjęte do nadchodzącej trasy, i jej ekstremalna złożoność, stromizna wymagały od uczestników zespołu podwyższonego specjalnego przygotowania.
Zimowa ogólna przygotowanie fizyczna na bazie sekcji DSSS „Hosiłot”

poprzedzały specjalne treningi na skałach, które rozpoczęły się już w lutym w dolinie Warzob. Pierwsze treningowe, aklimatyzacyjne wejścia zostały wykonane w maju na Święcie Alpinistycznym.
Końcowym etapem przygotowania zespołu do mistrzostw było drugie przejście „złotej” trasy 1974 roku po Północnej ścianie Zindonu — 6B kategoria trudności.
Trasa na Zindon została pokonana przez grupę 6 osób dwukrotnie szybciej niż przez pierwszych zdobywców, co potwierdziło słuszność obranej taktyki i pokazało dobre przygotowanie zespołu.
IV. Sprzęt i produkty żywnościowe
Zespół dysponował następującym sprzętem:
- Lina główna — 2 × 80 m i 200 m do obróbki
- Lina pomocnicza — 80 m
- Karabinki tytanowe — 60 szt.
- Młotki — 3 szt.
- Haki skalne różne — 60 szt.
- Świder — 2 szt.
- Haki kołkowe — 10 szt.
- Platforma — 2 szt.
- Drabinki — 4 szt.
- Obejmy linowe — 10 szt.
- Zacisk — 4 szt.
- Radioodbiornik „Witakka” — 1 szt.
- Galosze — 3 pary
- Buty „Vibram” eksperymentalne WCSPS — 2 pary
- Buty „Vibram” turystyczne — 2 pary
- Komplet puchowy („noga”, kurtka) — 4 komplety
- Pas typu spadochronowego — 4 szt.
- Pętle samoasekuracyjne — 12 szt.
- Kaski — 4 szt.
- Rękawice — 8 par
- Hamaki — 3 szt.
- Kaptur perkalowy — 4 szt.
- Buteleczki na wodę (łączna pojemność — 13 l) — 4 szt.
- Worek polietylenowy na wodę — 1 szt.
- Palnik — 1 szt.
- Benzyna — 4 l.
- Apteczka — 1 komplet
- Rondle — 2 szt.
- Plecaki — 3 szt.
Żywienie było planowane jako dwukrotne. Racja była dobierana z obliczenia 500 g dziennie na osobę. Łączna waga produktów wyniosła (wliczając jeden dzień rezerwowy) — 14 kg.
Zespół zabrał na trasę następujące produkty:
- Mięso naturalne podsmażone w oleju — 3 kg
- Ikra łososiowa — 1,5 kg
- Cukier — 2 kg
- Herbata — 0,2 kg
- Orzechy z miodem — 1 kg
- Suchary — 1 kg
- Ciasteczka — 0,5 kg
- Czekolada — 1 kg
- Cebula, czosnek — 0,5 kg
- Kasza gryczana — 1 kg
- Kasza manna — 0,5 kg
- Sól — 0,2 kg
- Konserwy rybne w sosie własnym — 1,2 kg
- Wyciąg z cytrynika — 0,5 kg Razem — 14 kg
- Woda — 20 l w zaopatrzeniu.
Zespół miał przy wyjściu na trasę po obróbce, nie licząc sprzętu będącego w użyciu: 21 kg sprzętu i 10 kg produktów, w sumie — 31 kg.
Ponad zaopatrzeniem zespół wyszedł z ładunkiem: 20 kg sprzętu, 8 kg produktów i 13 l wody, w sumie — 41 kg.
Ładunek był rozdzielony na 3 plecaki o wadze 6 kg, 17,5 kg i 17,5 kg.
V. Grupa obserwacyjna
Grupa obserwatorów składała się z 4 osób i znajdowała się bezpośrednio pod ścianą u rzeki Pindor. Starszym w grupie obserwacyjnej był W. Krajnow — 1. sp. kat.
Obserwatorzy regularnie śledzili przebieg trasy przez zespół, prowadzili dziennik, utrzymywali łączność radiową.
VI. Zapewnienie bezpieczeństwa
Bezpieczeństwo wejścia było zapewnione przez:
- staranną przygotowanie zespołu,
- wybór bezpiecznej trasy,
- wybór miejsc noclegowych,
- przemyślany plan taktyczny,
- dostępność łączności radiowej,
- doskonałe przygotowanie techniczne i psychologiczne członków zespołu.
Sukcesowi wejścia sprzyjało przejście w cyklu treningowym trasy 6B k. tr. na wierzchołek Zindon, gdzie zostały wypróbowane techniczne i taktyczne metody.
W czasie trwania wejścia w rejonie pracowały wysokokwalifikowane zbirowiska LOS „Burewiestnik”, Ukraińskiego „Spartaka”, mogące w krótkim czasie udzielić pomocy.
Kronika wejścia
Ostatni zakręt ścieżki. Wzrok skierowany jest ku zachodniej ścianie Zamin Karor. Przez soczewki lornetki przeszukujemy szare, płonące żarem, pionowe ściany, próbując dostrzec choć małe półki. Ale nadzieja jest daremna. Ściana kilometrowym pionem wznosi się nad doliną, całym swoim wyglądem dając do zrozumienia, że walka będzie trudna i bezkompromisowa.
Miliony lat natura obrabiała ścianę, przygotowywała ją do walki z człowiekiem: szlifowała ściany, wygładzała najmniejsze występy, stawiała na drodze w najbardziej niekorzystnych miejscach półki.
Jeszcze 1,5 godziny marszu przez kyszłak Margib, i pod ścianą u rzeki Pindor w zaroślach berberysu i dzikiej róży rozłożył się obóz obserwatorów.
W górę odchodzi osypisko pod ścianę. Dolna część ściany jest przecięta niemal poziomą terasą, gdzie przy wodospadzie, bijącym ze ściany, przylepiła się mała brzozowa gajka. Tutaj postanowiliśmy:
- Rozbić obóz szturmowy
- Uznać początek trasy
Chociaż do tej gajki różnica wysokości wynosi około 250 metrów pierwszego pasa skalnego.
30 czerwca 1977 r.
To, co uznaliśmy za podejście pod trasę — pas skalny z wodospadem — od pierwszych metrów zmusił do wyciągnięcia liny i haków. Osypisko doprowadziło do 20-metrowej ścianki pasa skalnego. Naprzód wyszedł W. Ławruchin. Wspinaczka niezbyt trudna, nie wyższa niż 3 kategoria. Dalej po płytach wapienia z żywymi kamieniami około 200 metrów do drugiej 50-metrowej ścianki, wyprowadzającej do lasu.
Jasnozielone korony brzózek pochyliły się nad przejrzystymi źródłami głębokiej wody, bijącej z osypiskowego stoku. Przez gęstą zieleń trawy i gigantycznych paproci prześwitują białe, fantastycznie wygięte pnie brzózek.
Szybko zorganizowany obóz szturmowy. Wszyscy nie mogą się doczekać, by jak najszybciej dotknąć ściany, dotknąć niedostępnych skał. Z góry ściana wygląda jeszcze straszniej. Nad pionową dolną częścią ściany dominuje wielometrowy występ, wieńczący ścianę. Ale nastrój w zespole jest dobry.
Gotowość do wejścia jest zapewniona dzięki:
- przygotowaniu moralnemu i technicznemu
- specjalnie dobranemu sprzętowi
- wcześniejszym treningom
- przejściu złożonej trasy 6B k. tr.
Pierwsi na rekonesans wyszli Sławka Ławruchin i Tola Skrigitił. Trasa od gaju zaczyna się w górę przez fort zachodniej ściany — czarny bastion. 250-metrowym skalnym „brzuchem” wyniośle wystaje on przed ścianę. Czarne, zlane skały niedostępnym lustrem błyszczą w promieniach żarzącego tadżyckiego słońca.
- 70 metrów bardzo stromych skał typu „baranich łbów” podprowadza do pionowej ściany bastionu. W prawej części, u styku czarnych i szarych zacieków, widać pęknięcie, które, urywając się, ciągnie się aż na sam szczyt bastionu. Na prawo od dolnej części pęknięcia — mały występ i skalny odłamek w kształcie płyty stojącej na długim brzegu.
Wspinaczka skrajnie złożona, wchodzi się po drabinkach. Do obozu szturmowego dolatuje ze ściany stuk młotka, brzęk haków, wyraźne komendy: „Wydaj czerwoną”, „Przymocuj białą”. Powoli cofa się czarny bastion. Poduszki palców zaczerwieniały od napięcia, nawet dla galoszy trudno znaleźć oparcie. Żeby zapewnić niezawodną asekurację, trzeba użyć kołków. Miękkie skały wapienia pozwalają szybko robić otwory. Powoli idą metry, ale szybko mija czas. Niepostrzeżenie robi się ciemno, trzeba schodzić.
Przeszło 180 metrów bardzo trudnej wspinaczki, wbito 57 skalnych haków i 2 kołki.
Po kolacji szybko zasypiamy, dało się we znaki napięcie pierwszego dnia. Jutro wczesne wstawanie i bardziej napięty dzień. Trzeba wyjść na bastion i dostarczyć 20 l wody.
1 lipca 1977 r.
O świcie para Jurij Galicyn i Władimir Pletmincew wychodzą do dalszego przygotowania. Łatwo pracować w porannym chłodzie, skały przyjemnie chłodzą.
20 metrów wzdłuż pęknięcia podprowadza do przewisu. Tutaj ściana na długości 7 metrów ma ujemne nachylenie. Wchodzą drabinki i platforma. Bardzo trudna wspinaczka, pot zalewa oczy, przeszkadza w pracy. Dalej nie jest łatwiej — idealny pion z mikroskopijnymi uchwytami. Najwyraźniej ściana zdecydowała się sprawdzić wszystkie możliwości zespołu już na samym początku trasy, zanim wpuści go na wierzchołek. Bardzo trudno iść jako pierwszy. Od napięcia palce drewnieją. Z ulgą wypoczywa się przy wbitym haku. Asekurującemu często zdarza się pracować, wisząc na haku w pasie. Doskonałe przygotowanie skalne, a przede wszystkim — wiara we wbijany przez towarzysza hak — dają pewność.
W końcu pierwszy wychodzi na małą półkę, wieńczącą czarny bastion. Z dołu Ławruchin i Skrigitił podnoszą po linie 21 l wody w manierkach i dużym worku polietylenowym. Przymocowawszy linę, wszyscy schodzą w dół. Na wieczornym seansie łączności komunikujemy obserwatorom, że jutro wychodzimy na trasę.
Za dzień obrobiliśmy jeszcze 160 metrów bardzo trudnych skał, prawie pionowych. Wbiliśmy 42 haki i jeden kołek.
2 lipca 1977 r.
Rano pakujemy plecaki, starając się maksymalnie je odciążyć. Znacznie zmniejszają wagę plecaka uszyte specjalnie dla ściany „słoniowate nogi” i lekkie kurtki. Z sobą zabieramy płaszcze zamiast namiotu. Ściana jest absolutnie sucha, a słońce praży od 13:00 do 21:00. Pletmincew z milczącej zgody kapitana wkłada do plecaka jeszcze jedną manierkę z wodą.
Z अंतरालem w jedną godzinę członkowie zespołu opuszczają obóz szturmowy, gdzie można było się wyprostować i napić herbaty wволю. Przy podnoszeniu używamy „amerykańskiego” sposobu transportu plecaka: wisi on na poziomie stopy, zawieszony za pas, wyciągają się tylko nogi z ładunkiem, ręce są wolne, przy przechodzeniu przez występ nie odrzuca do tyłu. Galicyn próbuje nieść plecak na plecach, ale szybko rezygnuje. Podnoszenie po pionowych linach zabiera dużo sił, na przestawieniach z trudem łapiemy oddech.
Ławruchin i Skrigitił wyszli do końca liny i zaczęli pracować powyżej. Nad bastionem skały są niezbyt strome z dobrymi uchwytami. Po 60 metrach dochodzą do pionowego wewnętrznego kąta z szeroką szczeliną pośrodku. U podstawy kąta — dogodne miejsce na nocleg.
Ławruchin kontynuuje ruch naprzód, dwaj organizują biwak:
- wbijają haki,
- wieszają hamaki.
Dwóch będzie spało w hamakach, dwóch — na małych półkach. Na platformie zawieszonej na haku przytulnie, domowym szumem huczy palnik, z rondla unosi się para. W dole w szarugach znika kyszłak Margib.
Za dzień przeszliśmy 340 m liny i 60 m skał średniej trudności.
Ponad liną jest jeszcze 30 m. Wypełniamy manierki wodą — 13 l. Pozostałą wodę trzeba wypić na kolację i śniadanie.
3 lipca 1977 r.
Wychodzimy z biwaku o 8:00. System linowy — konieczność dni przygotowawczych. Od dzisiaj taktyka ruchu — samodzielne pary. Wspinaczka trudna, ale zespół przygotował się do niej. W zespole są tylko 3 plecaki, jeden lekki dla pierwszego w drugiej parze. Będzie musiał iść z dolną asekuracją, używając haków wbitych przez pierwszą parę. To znacznie skróci czas przejścia trasy, co w warunkach zachodniej ściany ma pierwszorzędne znaczenie, ponieważ każdy dodatkowy dzień to litry wody, której nie ma.
Pletmincew i Galicyn zaczynają podnoszenie po wewnętrznym kącie. Lewa strona składa się z żywych kamieni i skalnych piór. Prawa — monolityczna. Wspinaczka skrajnie trudna, 50 metrów po prawej ścianie kąta, potem w lewo do celu wewnętrznego kąta, po którym 20 metrów w górę z użyciem klinów i drabinek. Wewnętrzny kąt wyprowadza na czoło jasnoszarego wapienia. Pęknięć jest bardzo mało, większość z nich jest ślepa, hak wchodzi na 1–1,5 cm i zgina się pod uderzeniami młotka. Czela wystają jedna nad drugą, tworząc ścianę. Wspinaczka bardzo trudna i emocjonalna, uchwyty mikroskopijne. Pierwszy pracuje na podwójnej linie, wyszukując pęknięcia dla haków i wbija dla bardziej niezawodnej asekuracji kołek. 30 metrów najtrudniejszej wspinaczki. Pomagają galosze i tarcie. Na 30 metrów zużyto 7 godzin 30 minut, wbito 10 skalnych i jeden kołek.
Wyżej znowu wewnętrzny kąt, ale szerszy niż w dolnej części. Ściany są pionowe, złożone z bloków jasnoszarego wapienia. Wspinaczka trudna, palce ślizgają się po gładkiej powierzchni. Z trudem wisi się na mikroskopijnych uchwytach, dopiero po wbiciu haka można odpocząć. Słońce praży na całego — plecy i hełm są gorące, nogi płoną, w ustach sucho od gorąca i pracy, trudno rozmawiać.
W dole pewnie pracuje druga para. Pierwszy idzie Sławka Ławruchin. On jest doskonałym skałолазem, w przeszłości laureatem ogólnokrajowych mistrzostw w skałolazaniu. Naprzód przepuszczamy drugą parę.
Podnoszenie kontynuuje się po prawej stronie kąta. 80 metrów trudnej wspinaczki zabiera 3 godziny. Potem 30 m gładkich, stromych skał wyprowadza pod występ, wieńczący wewnętrzny kąt. Pod występem mała półka, gdzie można się zmieścić we dwóch. Wieszamy hamaki, rozciągając je we wewnętrznym kącie pod osłoną występu. Za dzień przeszliśmy 210 m stromych skał z najtrudniejszą wspinaczką.
Noc minęła dobrze, dwóch leżało w hamakach, dwóch — na półce.
4 lipca 1977 r.
Galicyn na podwójnej linie idzie w lewo w górę z wewnętrznego kąta przez trzymetrowy przewies. Wspinaczka swobodna, ale bardzo trudna. Drugiej parze proponujemy liny. Ławruchin przechodzi występ i zmienia Galicyna. Nad występem 30 m jasnoszarych skał typu „baranich łbów”. Wspinaczka bardzo trudna, uchwyty znowu mikroskopijne. Galosze już stępiły się. 1,5 godziny Ławruchin poświęcił na przejście tego odcinka. Potem trawers w lewo po półce na 5 metrów. Przez 2-metrowy występek z pomocą drabinek wychodzimy do wewnętrznego kąta. Ściany kąta są gładkie, ale jest dobra szczelina — 10 m bardzo trudnych. Dalej strome „baranice łby” przez 40 m prowadzą na półkę. Nad półką pionowa ściana ze szczeliną, uchodzącą w lewo w górę. Wspinaczka trudna po jasnoszarych, wygładzonych wapieniach o nachyleniu do 85°. 60 metrów wspinaczki po szczelinie prowadzi do pionowego wewnętrznego kąta. Ale wejście do kąta jest zamknięte przez przewieszony „baran łeb”. Innych wariantów nie ma. Używając drabinek, kołków, wychodzimy do kąta. Po kącie swobodna wspinaczka.
Druga para idzie ciężko. Bardzo trudna wspinaczka, dużo trzeba wybijać haków. Na sznurze rep przekazuje się stale żelazo w górę.
W boczne ściany kąta haki idą słabo, wszystkie pęknięcia są zacementowane kalcytem — bardzo miękką i kruchą skałą, od uderzeń wszystko kruszy się. Dla organizacji niezawodnej asekuracji trzeba wbić kołek w monolityczną ścianę kąta.
40 metrów wspinaczki po kącie prowadzi do skalnych piór. Uchwyty są, ale bardzo dużo niebezpiecznych — pod obciążeniem łamią się, a pod nami — pion. Ławruchin idzie skrajnie ostrożnie, przy każdej okazji wbija hak. Wspinaczka trudna i emocjonalna. 10 m przewieszonych piór wymaga oddania wszystkich sił, z ulgą wychodzi na małą półkę nad piórami, wbija hak. Wszystko! Teraz można odpocząć.
Proponujemy drugiej parze na tym niebezpiecznym odcinku liny. Oni, używając liny, szybko podnoszą się na półkę.
Cały czas wydaje się, że kolejna ściana nad tobą dominuje. Rzeczywiście, każdy wyżej położony odcinek jest skrajnie stromy. Wybieramy drogę w lewo, gdzie widać dużą liczbę pęknięć dla wbicia haków. Drabinka, druga, ciało odchyla od ściany, trzeba się przyczepić karabinkiem dolnego pasa do haka, palce szperają po gładkiej powierzchni ściany — uchwytów nie ma. Pęknięcia są płytkie i ślepe. Nadzieja tylko na kołki. Otwór robi się szybko — skały są bardzo miękkie. Drabinka. Można odpocząć! Dalej widać dobre uchwyty. Swobodną wspinaczką — do szerokiej szczeliny i w prawo — do małej półki.
Od półki w górę odchodzi pionowy szeroki komin z przewieszonym czopem u góry. Idziemy swobodną wspinaczką. To przyjemność! Wchodzą w grę grube haki poziome. Pod czopem schodzimy na lewą ścianę komina i po szczelinie podnosimy się na jasnoszare skały — strome i gładkie. Po 50 metrach trafiamy na małą półkę, powyżej której wznoszą się ogromne bloki wapienia. Pod tym przewieszonym występem zatrzymujemy się na nocleg. Dzień był bardzo ciężki. Przeszliśmy około 300 metrów. W gardle wszystko wyschło, mówić nie ma siły, chce się pić. Pozostawiamy wodę tylko na rano, ponieważ na następny dzień powinniśmy być na wierzchołku, gdzie można znaleźć wodę. Całą pozostałą wodę wypijamy wieczorem.
5 lipca 1977 r.
Wstaliśmy wcześnie rano, noc była niepokojąca. Było bardzo ciasno na platformie. Ci, którzy spali w hamakach, odpoczęli lepiej. Dziś decydujący dzień. Powinniśmy wyjść na wierzchołek, a ściana przygotowała u góry ostatni występ. Pierwszy będzie pracował Ławruchin.
Na porannym seansie łączności usłyszeliśmy głos trenera. I pierwsze pytanie: „Jak sprawy z wodą?” Dowiedzieliśmy się, że Sogrin S. N. wraz z sędzią Aleksaszinem L. W. weszli w nocy do obozu obserwatorów.
20 metrów swobodnej wspinaczki doprowadziło pod dużą półkę. Wyjście na półkę — po 10-metrowej pionowej gładkiej ścianie.
Z półki widać dalszą drogę. Około 200 metrów gładkiej ściany z dwoma występami w środkowej części.
Ławruchin idzie po płycie na małą półkę pod występem. Tutaj trzeba przyjąć drugiego. Na lewo — krzywa gładka monolityczna ściana, na prawo — przewieszona płaszczyzna wewnętrznego kąta. Droga w górę — tylko przez występ. Pęknięć jest wystarczająco. Do pracy weszły drabinki, platforma. Ponad występem — pion
Komentarze
Zaloguj się, aby zostawić komentarz