Paszport wejścia
-
Klasa wejścia — technicznie trudna
-
Region wejścia — Pamiro-Ałaj
-
Trasa wejścia na pik Tamdykuł (5450 m n.p.m.) — wierzchołek wschodni od wschodniego grzbietu.
-
Charakterystyka wejścia: — różnica wysokości — 2250 m; — średnie nachylenie — 44°; — długość trudnego odcinka lodowego — 45°, 1050 m; — długość trudnego odcinka skalnego — 80°, 100 m;
-
Liczba wbitych haków: — skalnych — 25 — lodowych — 27
-
Czas marszu do wierzchołka — 23,5 godz.
-
Liczba noclegów na trasie — 2;
-
Grupa wspierająca ekspedycji klubu alpinistycznego miasta Taganrog przy miejskim komitecie kultury fizycznej i sportu.
-
Skład grupy:
Naumow Władimir Konstantinowicz — 1. sp. kat. Kierownik: Fiodorow Anatolij Iwanowicz — MS. Makarenko Borys Fiodorowicz — 1. sp. kat. Trofimow Siergiej Siemionowicz — 1. sp. kat.
-
Trener grupy — Niepomniaszczij Anatolij Władimirowicz — MS.
-
Data rozpoczęcia trasy — 16 sierpnia 1976 r., data zakończenia — 19 sierpnia 1976 r.

Trasa grupy Naumowa: widoczna ścieżka podejścia; niewidoczna ścieżka; po ścieżce podejścia; miejsca noclegów.

Ścieżka podejścia do piku Tamdykuł (mapa-schemat regionu).
Od obozu bazowego do początku grzbietu różnica wysokości wynosi około 300 m, nachylenie 40° z niewielkim przyrostem wysokości od początku grzbietu do pierwszego stromego wzniesienia wynosi około 300 m (1 godz.). Następnie następuje wzniesienie 35–40° na 100 m i wyjście na płaski odcinek pierwszego wiszącego lodowca (około 30 min). Ruch po lodowcu odbywał się w rajtuzach, ubezpieczenie na firnie — za pomocą czekana, na lodzie — za pomocą haków. Z powodu dobrej pogody można było dobrze obejrzeć planowaną trasę podejścia. Dalej na początku lodowca widoczny był skalny grzbiet, ale po przejściu po nim 600 m, przed nami ukazał się ogromny lodowiec. Dalej dobrze widoczna jest trasa podejścia przez środek lodowca, w kierunku którego grupa kontynuowała ruch. Tutaj na trasie znajduje się wiele skomplikowanych seraków i szczelin. Charakterystyczną cechą tego lodowca jest ogromna lodowa kopuła znajdująca się w jego górnej części i przylegająca do grzbietu prowadzącego bezpośrednio do piku Tamdykuł. Ścieżka podejścia w górnej części prowadzi przez lewą część lodowej kopuły w kierunku obniżenia w skalnym grzbiecie. Długość tego śnieżno-lodowego odcinka wynosi około 1650 m. Średnie nachylenie — 55°. Na tym odcinku wbito 15 rurowych haków lodowych. Od początku lodowca do obniżenia w grzbiecie — 5,5 godz. Według wysokościomierza różnica wysokości wyniosła 1500 m. To dobre miejsce na nocleg. Wysokość — 4700 m.
17 sierpnia
Grupa wyruszyła z noclegu na 4700 m o 8:00. Zaraz za noclegiem znajduje się „żandarm”, który trzeba pokonać „w лоб” z hakowym ubezpieczeniem. Wbito 4 haki. Dalej ruch odbywa się po nieskomplikowanym grzbiecie z przyrostem wysokości, który przeplata się zagłębieniami wypełnionymi lodem. W lewo odchodzą nieskomplikowane żleby, a w prawo w dół odchodzi lodowa kopuła wcześniej opisanego lodowca. Ruch po grzbiecie odbywa się głównie równocześnie, a w miejscach zagłębień — na zmianę. Na końcu tego grzbietu stoi kolejny „żandarm”, złożony jakby z płyt ułożonych jedna na drugiej. Po wstępnej rekonesansie pary stało się jasne, że trzeba zejść w lewo po żlebie do lodowca i trawersem wyjść na przełęcz za „żandarmem”. Wysokość przełęczy — ponownie 4700 m. Pokonanie „żandarma” „w лоб” jest w zasadzie możliwe, ale potem nie ma gdzie zorganizować niezawodnego ubezpieczenia dla zjazdu dülferem (2 liny).
Po przełęczy dalej ścieżka prowadzi po wąskim lodowym grzebieniu (50 m) z bardzo skomplikowaną liną na końcu przy wyjściu na skały. W prawo od grzebienia lodowiec urywa się ścianą w dół, a w lewo odchodzi w dół stok o nachyleniu 60–70° z ogromnym serakiem u dołu, który jest dobrze widoczny przy podejściu do przełęczy. Ubezpieczenie — hakowe (4 haki). Po lodowym grzebieniu wychodzimy na skały. Dalej ruch jest nieskomplikowany: najpierw po stoku, potem po granicy skał i śniegu wychodzimy na śnieżny grzbiet z występami, kończący się ponownie lodowym grzebieniem (40 m) z wyjściem na skały. Dalej ścieżka prowadzi między skalnymi, zniszczonymi wieżami, przecinając żleby, dość strome i zagrożone kamieniami w lewo i w górę z gwałtownym przyrostem wysokości. Ruch musi być prowadzony ściśle przez dwie pary. Często spod nóg schodzą w dół całe „płaty” tego skalnego konglomeratu. Długość tego dość stromego stoku wynosi około pięciu lin.
Dalej stok staje się łagodniejszy, i wychodzimy do początku ogromnej lodowej kopuły. Ona jest jakby węzłem dwóch grzbietów: jeden — wschodni, po którym porusza się nasza grupa, i drugi, podchodzący do tego węzła z południowego zachodu. Ta kopuła wygląda jak niewyraźna trójkątna piramida, jednym bokiem której jest grzbiet biegnący ze wschodu, drugim bokiem — grzbiet podchodzący z południowego zachodu, i w końcu trzecim — grzbiet odchodzący dalej w kierunku wierzchołka Tamdykuł. — Z prawej strony urywa się on lodowymi ścianami — W lewo odchodzi 70-stopniowym stokiem.
Dalej ścieżka prowadzi po „wschodnim” żebrze tej lodowej piramidy o nachyleniu 40–45°. Ruch na zmianę z dokładnym hakowym ubezpieczeniem, większość drogi — na przednich zębach. Długość tego lodowego grzbietu — pięć lin. Dalej grzbiet staje się łagodniejszy, i wychodzimy do niewielkiej lodowej kotliny. To dobre miejsce na nocleg.
Po kotlinie schodzimy do zagłębienia w grzbiecie, już biegnącym do wierzchołka. Od noclegów na 4700 m do kotliny — 6 godz. Do zagłębienia schodzimy po lodowej ściance (1,5 liny). Zaraz przed nami wyrasta blokowy duży „żandarm”. — Z prawej strony jego ściany stromo urywają się w dół do lodowców. — W lewo, obniżając się, wzdłuż „żandarma”, odchodzi niewąska, urywająca się potem, półka. — Na końcu półki zaczyna się gardziel stromego żlebu.
Pośrodku „żandarma” ścieżka jest dość skomplikowana, ponieważ „wierzchołek” „żandarma” składa się jakby z „narzuconych na kupę” kamieni, co jest dobrze widać przy schodzeniu do zagłębienia przed „żandarmem”. Obchodząc „żandarma” w lewo po wyżej wspomnianej półce i pokonując gardziel żlebu (kamienie!, hakowe ubezpieczenie, ruch po zamocowanych poręczach!) — dwie liny — wychodzimy na niewielkie ramię, które jest jakby początkiem skalnego kontrforsu odchodzącego od „żandarma” i schodzącego w dół na zachód.
Jeszcze dwie liny skomplikowanego wspinania w górę — i wychodzimy do niewielkiej przełęczy skalnego „noża”, odchodzącego dalej do wierzchołka od wspomnianego wcześniej „żandarma”. To kluczowy odcinek trasy według ogólnej opinii obu grup.
Ten skalny „nóż” — to krótkie skalne ścianki, zagłębienia i oddzielnie stojące, zniszczone niewielkie wieże. Ominięcie tych wież jest bardzo niebezpieczne z powodu tego, że po prawej stronie, gdzie i prowadzi dalsza trasa grupy, u „noża” znajduje się wiele przymarzniętych dużych śnieżno-lodowych czopów z dziurami, pozostałych po lodowcu, który, jak widać, wcześniej zaczynał się zaraz od „noża”, a teraz „osiadł” daleko w dół, i dlatego zaraz od „noża” w dół odchodzą ściany. — Z lewej strony po drodze na zachód też bardzo strome ściany.
Ten odcinek wymaga dokładnego pętlowego ubezpieczenia (konieczne są długie hak szynowe). Ruch — tylko autonomicznymi parami. Długość tego „noża” — około pięciu lin, z 20-metrowym zjazdem sportowym do zagłębienia przed ogromnym skalnym masywem, z ogromnymi wieżami i żlebami, odchodzącymi w lewo na zachód i do przełęczy.
Skalny masyw, jak jest przesunięty większą swoją częścią w lewo po drodze, przylega do kontynuacji grzbietu i właściwie jest jego przedłużeniem. — Z prawej strony po drodze widoczna jest wierzchołek stromego śnieżno-lodowego stoku, urywającego się w dół lodową ścianą.
Dalej od przełęczy ruch odbywa się po granicy niewielkiej wielkoblokowej osypiska i niewielkiej śnieżnej kotliny z odchyleniem w lewo do początku żlebu, odchodzącego od ramienia wyżej wspomnianego skalnego masywu. Nachylenie na początku — 30–35°.
Dalej wychodzimy z żlebu na jego prawą stronę i, pokonując krótkie skalne ścianki o nachyleniu 75–80°, wychodzimy na ramię tego masywu, które i jest jakby przedłużeniem grzbietu (tutaj jest w sumie pięć lin).
Tutaj grzbiet po ramieniu stromo skręca na zachód, odchodząc kontrforsem w lewo — w dół.
Dalej, od skrętu grzbietu, trzeba zjechać dülferem (3,5 liny) na śnieżny grzbiet, przechodzący w szerokie śnieżne ramię, odchodzące do wierzchołka Tamdykuł — Wschodni (2. wierzchołek).
Tutaj przy podejściu do wierzchołka śnieżny obniżający się grzbiet rozszerza się, przechodząc w szerokie śnieżne ramię. Na tym ramieniu została napotkana nasza ekipa, która w tym dniu (o 14:00) już weszła na wierzchołek od północy po ścianie i zeszła na to śnieżne ramię.
Do rozbitej na nocleg poprzedniej grupy nasza grupa podeszła o 19:00. Wysokość według wysokościomierza — 5300 m. Tutaj nasza grupa i rozbiła się na nocleg.
Za dzień wbito skalnych haków — 21, a lodowych — 12. Czysty czas pracy — 10,5 godz.
18 sierpnia
Poranek przywitał nas niepogodą. Było bardzo zimno, silny wiatr i mgła. O 7:30 grupa wyruszyła na szturm wierzchołka.
Po śladach poprzedniej grupy podchodzimy po stromych, ale krótkich lodowo-firnowych wzniesieniach na przednich zębach do początku żlebu, idącego prosto do wierzchołka. Przejdziemy ten żleb w dolnej części i wychodząc na jego lewą po drodze w górę część — skalny niewielki grzbiet, ułożony z bloków.
Idąc po bokowych stronach bloków lub między nimi, czasem schodząc do coraz bardziej pogłębiającego się i zwężającego żlebu, wyszliśmy do jego początku — niewielkiego ramienia. Na tym odcinku wbito 4 skalne haki.
Z płaszczy jeszcze jedna lina w lewo — i na WIERZCHOŁKU!!! Czas — 9:00. Wysokość — 5450 m.
Dalej do noclegów zeszliśmy po trasie podejścia. Zjazd odbywał się sposobem sportowym. Od noclegów dalej zjazd odbywał się po trasie podejścia przez dwie grupy wspólnie. O 18:00 byliśmy na noclegach na 4700 m.
19 sierpnia 1976 r. o 16:00 byliśmy w obozie bazowym.
Uwaga: Co do uwagi kolegium sędziowskiego „po śladach poprzedniej grupy” wnosimy wyjaśnienie: 17 sierpnia 1976 r. wieczorem, kiedy nasza grupa, kończąc przejście trasy, podeszła do przedwierzchołkowego 200-metrowego grzbietu, spotkaliśmy się z grupą Niepomniaszczego, która godzinę wcześniej skończyła przejście innej trasy w zaчет mistrzostw ZSRR na ten sam wierzchołek i zeszła na nocleg, urządzony w 200 m poniżej wierzchołka. Te 200 m ich zjazdu zbiegły się z końcowym odcinkiem naszej trasy i stanowią tylko około 6 % z 3740 m po raz pierwszy przejściowej trasy. Uwzględniając także, że ten odcinek nie jest kluczowym odcinkiem naszej trasy, jego przejście po śladach poprzedniej grupy nie może, naszym zdaniem, obniżyć priorytetu pierwszego przejścia.
Kierownik grupy B. Naumow.

Komentarze
Zaloguj się, aby zostawić komentarz