Przejdź do treści

Bez tytułu

Paszport wejścia

  1. Rejon wejścia — Centralny Tienszan, pasmo Tengri-Tag, lodowiec Ju. Inyłczek, numer według klasyfikacji z 1999 roku —.
  2. Nazwa szczytu: pik Khan-Tengri (6995 m), nazwa drogi: NW granią z ramienia piku Czapajewa (I. Grebenszczikow).
  3. Kategoria trudności: 5A kat. trudn.
  4. Charakter marszrutu — kombinowany
  5. Różnica wysokości marszrutu: 2800 m (wg wysokościomierza); długość marszrutu — 8260 m; długość odcinków 5 — 1500 m; 6 —. Średnie nachylenie: głównej części marszrutu 43° całego marszrutu 20°
  6. Użyto haków na marszrucie: skalnych — nie, lodowych — nie, закладki — nie, śnieżnych — nie
  7. Czas marszu — 30,5 godz, dni — 4
  8. Liczba noclegów i ich charakterystyka: w sumie 3 noclegi, wszystkie w jaskini na wysokości 5800 m
  9. Kierownik grupy: Pietrow Andriej Jewgienjewicz, KMS. Uczestnik grupy: Odochowski Wiaczesław Wieniaminowicz, 1-sza kat. trudn. Obserwatorzy grupy: Zujewa T.A. — KMS, MS. Komarow S.A. — 1-sza kat. trudn.
  10. Trener grupy: Chochłow Jurij Władimirowicz, MS Wyruszyliśmy na marszrutę o 3:30, 13 sierpnia 2000 r. Na szczycie 16:00, 15 sierpnia 2000 r. Powrót do bazy 11:30, 16 sierpnia 2000 r.
  11. Organizacja — Federacja Alpinizmu i Wspinaczki Moskwaimg-0.jpegimg-1.jpeg

Arkusz 3, s. 5

Fotopanoрама rejonu wejścia. Zdjęcie W. Odochowskiego z grani piku Pobieda, 6200 m, 16 sierpnia 1999 r.

SCHEMAT UIAA MARSZRUTU WEJŚCIA

img-2.jpeg

Khan-Tengri, 6995 m

img-3.jpeg

Fotografia techniczna marszrutu. Zdjęcie A. Pietrowa z obozu 3 (jaskinia na 5800 m), 7 sierpnia 2000 r.

Przygotowania do wejścia

Uczestnicy grupy w tym samym składzie w 1999 roku dokonali wejścia na pik Pobieda i, jako jeden z wariantów na 2000 rok, rozważali trawers tego masywu. Uczestnicy wchodzili w skład drużyny rezerwowej FWS Moskwy na wyprawę na Mount Everest wiosną 2000 roku, jednak podstawowa praca nie pozwoliła na wzięcie udziału w tak długiej ekspedycji. Tym niemniej przeprowadzono odpowiedni trening; obaj uczestniczyli w maratonach narciarskich „Łyżnia Rossii”, „Moskovskaja łyżnia”, dwa etapy wyścigu Erochina; ponadto A. Pietrow ukończył maratony: Marcellonga (70 km, Włochy), Bitcewskij, Engadin (Szwajcaria) i Prazdnik Sieviera (Murmańsk). Przestudiowano materiały i uzyskano konsultacje dotyczące tras w regionie od uczestników pierwszego wejścia. W. Odochowski otrzymał od W. Zasieckiego konsultacje i zdjęcia dotyczące trawersu pik SAWO — Pobieda Zachodnia (Waża Pszawela) — to jest trasa W. Głuchowa (1972 r.), która nie została powtórzona. Grupa przybyła do bazy na lodowcu Południowy Inylczek — Międzynarodowe Centrum Alpinistyczne (MCA) „Tienszan”, kierownik N.N. Szczetnikow, 2 sierpnia 2000 r. Grupa przeprowadziła dwa rekonesanse:

  • do obozu na wysokości 4200 m;
  • w kierunku lodowców Dikij i Proletarskij turista.

Dla aklimatyzacji dokonano wejścia na Khan-Tengri, jako najdogodniejszy w regionie obiekt pod względem przewyższenia, choć niebezpieczny z powodu lodowca Siemionowskiego. Po noclegach w obozie 4200, obozie 5200, wyszliśmy na przełęcz 5800 m, urządziliśmy jaskinię. Po noclegu samopoczucie było normalne, pogoda dobra, więc dokonano wejścia w górę granią Khan-Tengri. Podczas wyjścia uczestniczyliśmy w poszukiwaniach uczestnika grupy z Mińska, który spadł poprzedniego dnia podczas schodzenia. Robiliśmy to na prośbę uczestników tej grupy, jednak nie byli w stanie wskazać, po której stronie grani spadł. Później okazało się, że był to kierownik grupy mińskiej Nikołaj Konopielko i jego ciało zostało znalezione poprzedniego dnia przez uczestników innych zbiorów na stoku, na wysokości około 6100 m. Do 12:00 udało się wspiąć do wysokości 6500 m, powyżej platformy z tablicami pamiątkowymi na 6400. Na tej platformie leżały:

  • kurtka maskująca
  • zielona czapka narciarska które najwyraźniej należały do zmarłego. Grupa zeszła i przenocowała w jaskini. Wczesnym rankiem 9 sierpnia grupa zeszła do bazy. W nocy, przy braku wiatru, zaczął się opad śniegu, który trwał dobę. Wydało się około jednego metra śniegu. Grupy z obozu 4200 m szły do bazy ponad dziesięć godzin (zamiast 2 godz.). W odróżnieniu od poprzednich lat, ten śnieg nie topniał do końca ekspedycji, a opady śniegu utrzymywały się. Wzrosło zagrożenie lawinowe w regionie. W tych warunkach wyjście na trawers Pobiedy wytyczoną trasą stało się obiektywnie niebezpieczne zarówno na etapie podejścia (stanowi 23–25 km od MCA „Tienszan”), jak i na samym wejściu. Postanowiono:
  • spróbować wejść na pik Khan-Tengri, którego stan uczestnikom był znany.
  • poprawić przygotowanie wysokościowe przed trawersem (jeśli za to время zmieni się sytuacja śniegowa).
  • wykonać zapasowy wariant przejścia marszrutu w ramach zgłoszenia na mistrzostwa Rosji.

Uczestnicy mieli doświadczenie wejścia na pik Khan-Tengri w 1995 roku (Odochowski — na wierzchołek, Pietrow — do 6400 m). Otrzymano konsultacje u:

  • N.N. Szczetnikowa,
  • S.F. Kłowanicza,
  • A.A. Gierasimowa.

Oczywiście piękna piramida piku Khan-Tengri sama zawsze jest najlepszym bodźcem do wejścia.

Plan taktyczny wejścia

Działania grupy na marszrucie były zdeterminowane planem taktycznym wejścia. Przy opracowaniu planu uwzględniono:

  • złe warunki pogodowe w regionie,
  • stan marszrutu w bieżącym sezonie,
  • zmianę jego stanu bezpośrednio przed wejściem,
  • stan ścian nad lodowcem Siemionowskiego w korytarzu pod nazwą „pułapka”,
  • stan fizyczny i aklimatyzację uczestników wejścia.

W ogólności plan taktyczny polegał na następującym:

Pierwszy dzień — z bazy wspiąć się na przełęcz między p. Czapajewa i p. Khan-Tengri na wysokości 5800 m. Według planu taktycznego w tym dniu następuje największy przyrost wysokości, który wynosi około 1800 m. Zakładano podział na dwie części:

  • nocne wyjście i o świcie podejście do obozu na 4200 m.
  • wejście do 10:30 do obozu na 5200 m, gdzie obiad i odpoczynek, a następnie w drugiej połowie dnia wejście na przełęcz 5800 w celu noclegu w przygotowanej podczas aklimatyzacji jaskini.

Przygotowanie fizyczne uczestników, równomierne rozłożenie obciążenia przyrośnięciem wysokości w ciągu dnia oraz przeprowadzona aklimatyzacja zapewniały możliwość wykonania takiej pracy bez przeciążenia.

Drugi dzień według planu taktycznego — wejście na pik Khan-Tengri północno-zachodnią granią i zejście do jaskini na przełęczy. Według planu taktycznego ten dzień powinien być najbardziej intensywny pod względem fizycznym. Długotrwała praca wymagała wykorzystania pełnego dnia i dobrej pogody. Przy pogorszeniu się pogody koniecznym było przewidzenie możliwości noclegu na jednej z platform na grani, które widzieliśmy podczas wyjścia na aklimatyzację. Postanowiono w tym celu:

  • dostarczyć namiot na platformę na wysokości 6400 m.

Możliwe scenariusze rozwoju wydarzeń:

  • Przy dobrym samopoczuciu i dobrej pogodzie — wejście na wierzchołek i zejście do jaskini.
  • Przy złym samopoczuciu lub pogorszeniu się pogody (pogoda często pogarsza się w danym regionie w drugiej połowie dnia) — zejście do wysokości 6400 m w celu noclegu na marszrucie.

Cechy marszrutu:

  • Skalna część NW grani jest „ zaśmiecona” starymi linami poprzednich alpinistów (swego rodzaju markery).
  • Wszystko to pozwalało na wniosek, że zejście granią jest możliwe nawet w warunkach złej pogody.

Trzeci dzień według planu taktycznego — zejście z przełęczy do bazy odpowiednio do samopoczucia grupy i warunków pogodowych. Uwzględniono konieczność zejścia wczesnym rankiem, aby przejść lodowiec Siemionowskiego w bezpiecznym czasie. W ten sposób plan taktyczny zakładał możliwie szybkie przejście marszrutu przy normalnych warunkach pogodowych, co było całkiem zapewnione przygotowaniem uczestników. Biorąc pod uwagę złe warunki pogodowe w regionie w ogóle, a w bieżącym roku w szczególności, zaplanowano dwa zapasowe dni. W tym celu przewidziano zapas produktów i gazu. Przepędzać złą pogodę można było w miejscu obozów na wysokości 4200 m, 5200 m, w jaskini na 5800 m, a także na grani na platformach na wysokości:

  • 6000 m
  • 6200 m (Pietrow już przepędzał tutaj niepogodę 2 dni w 1995 r.)
  • 6400 m
  • 6550 m.

Opis wejścia

Dzień 1. 13 sierpnia 2000 r.

Wyjście z bazy na morenie pod pikiem Gor'kij o 3:20. Lodowiec Ju. Inylczek przeszliśmy w ciemności ścieżką w głębokim śniegu, wydeptaną po opadach śniegu z poprzednich dni. W środkowej części, gdzie na załamaniu lodowca trzeba było przekraczać ponad 20 szczelin, ścieżka silnie się rozwidlała między mostami śnieżnymi. W górnej części, przy wyjściu do moreny, rzeki również były zasypane opadami śniegu. Ponieważ lodowiec Ju. Inylczek był zamknięty, poruszaliśmy się w ubezpieczonych grupach po środku, ale bliżej prawej (orograficznie) części, gdzie charakter ścieżki był już dostatecznie znany. O 5:50, gdy się rozwidniło, grupa wyszła do obozu 1 na wysokości 4200 m w górnej części moreny lodowca l. Ju. Inylczek, która zaczyna się pod stokami p. Czapajewa i kończy pod jęzorem lodowca Siemionowskiego. Po przekąsce z gorącą herbatą Karcade z manierki u pasa, grupa o 6:00 rozpoczęła wejście po stoku lodowca Siemionowskiego. Po opadach śniegu wiele szczelin zostało zamkniętych, jednak mosty zostały zachowane. Przed nami szli grupa turystów z Moskwy, a także grupa mińszczan, którzy szli na poszukiwania ciała zmarłego. Górna część ściany p. Czapajewa z wiszącym lodowcem była w chmurach i nie była ogrzewana przez wschodzące słońce. Dogoniliśmy obie grupy na końcu wejścia i razem weszliśmy do wąskiej części przejścia między ścianami Czapajewa z lewej i stokami Khan-Tengri z prawej — gardziel lodowca Siemionowskiego, początek „pułapki”. O 8:45, kiedy wychodziliśmy z gardzieli, nastąpiło obsunięcie lodu z wiszącego lodowca p. Czapajewa. O takiej porze obsunięcia się wcześniej nie notowano ani przez uczestników, ani przez konsultantów. Dopóki głazy leciały wzdłuż ściany, uczestnicy przyspieszyli i odsunęli się od domniemanego upadku. Następnie odwrócili się twarzą od strumienia, zrzucili rzemienie kijków i plecaków i zrobili krąg z rąk przed twarzą, aby stworzyć „worek” do oddychania, na wypadek zasypania śniegiem. Według ocen, ruch głównego strumienia lodu powinien był przejść poniżej miejsca znalezienia się grupy. Tak się stało, jednak fala uderzeniowa i wir śnieżny nakryły górną część łańcucha ludzi, a strumień lodu — dolną część. Śniegiem został zasypany jeden z turystów. Pomogliśmy go odkopać i udzielić pierwszej pomocy. U niego była mocno starta skóra na głowie. Krwawienie zatrzymaliśmy. Uczestnik mógł się poruszać samodzielnie i turyści postanowili iść w dół. Nasza pomoc nie była potrzebna. Oceniliśmy sytuację i postanowiliśmy iść w górę. Więcej obsunięć lodu nie było, pogoda się pogarszała i o 10:00, kiedy wyszliśmy na stok pod obóz 2, zaczął padać śnieg, zerwała się zamieć. Od 10:30 do 13:00 przeczekaliśmy niepogodę w namiocie w obozie 2. O 13:00 zamieć nieco ucichła, pogoda się poprawiła i ruszyliśmy w górę. Po stoku śnieżnej doliny weszliśmy pod przełęcz i o 16:30 rozłożyliśmy się w „swojej” jaskini. Wejście było bezpieczne, jednak zamieć trwała, widoczność była ograniczona, ścieżka była praktycznie całkowicie zasypana, więc musieliśmy robić ścieżkę, dlatego weszliśmy 3 godz. 30 min, choć podczas aklimatyzacji zmieściliśmy się w trzy godziny.

Dzień 2. 14 sierpnia 2000 r.

Cały dzień niepogoda. Dzień spędziliśmy w jaskini na wysokości 5800 m — zupełnie komfortowo. Śnieg i wiatr zasypują wejście, więc musieliśmy rozkopywać. Pod wieczór pogoda się poprawiła, opad śniegu ustał. Postanowiono rano wychodzić na wejście.

Dzień 3. 15 sierpnia 2000 r.

Wejście było wczesne, przed świtem. Wyruszyliśmy o 5:30. Podczas ruchu w górę na odcinkach R2–R5 pogoda była dobra, choć wiatr i mróz. Na 6400 m grupa ze Słowenii postan ła przejść w dół z powodu niebezpieczeństwa odmrożenia stóp. Skały były silnie zaśnieżone, co utrudniało poruszanie się. W południe byliśmy na 6500 m, poniżej było zachmurzone, chmury szły od strony Pobiedy. W żlebie zaświeciło słońce, tutaj nie było wiatru, ale zaczęło się gorąco, więc trzeba było się rozebrać. Na grani powyżej żlebu wiatr był silny. Wejście na kopułę szło przez głęboki śnieg. Poruszaliśmy się ubezpieczeni jednocześnie, ubezpieczenie za pomocą lodoruba. Na wierzchołku o 16:00. Wicher, karnetów w statywie i wokół niego nie ma. Pod nami chmury. Zejście ze ubezpieczeniem przez występy i za pomocą lodoruba. Używamy własnej liny jako ubezpieczenia i miejscami używamy poręczówki do schodzenia. Na końcu schodzenia po skałach, przy wyjściu na przełęcz, nakryły nas chmury, zamieć. Śladów nie ma, ściemniało się, wyjęliśmy latarki. Jednak tutaj ruch był już po horyzontalie, który nie przedstawiał technicznych trudności. O 20:00 byliśmy w jaskini.

Dzień 4. 16 sierpnia 2000 r.

Całą noc wiał wiatr, zamieć. Pod ranem opad śniegu ustał, jednak wiatr targał śniegiem po stoku. Zejście rozpoczęliśmy o 6:00. Zamieć była taka, że zdążyła zatrzeć ślady idącego przodem. Do obozu 2 zamieć ustała, wiatr tutaj ucichł. Do 9 byliśmy już poniżej gardzieli. Ściany milczą. O 9:30 na lodowcu, tutaj słońce, rozbieramy się. Grupa turystów z Moskwy ciągle tutaj. Poszkodowany porusza się, choć i z trudem. Za 2 godz. byliśmy w bazie. Wieczorem znowu opad śniegu. Następnie pogoda się poprawiła i 18–19 sierpnia zrobiliśmy wyjścia w kierunku p. Pobieda i w dół lodowcem Ju. Inylczek. Stan skłonów i pokrywy śnieżnej na lodowcu pokazał, że wyjście na główną trasę jest praktycznie niewykonalne. Podejścia (23–25 km) wymagają wydeptywania ścieżki, a stoki są lawiniaste. 20 sierpnia o 10:00 helikopterem wylecieliśmy do os. Inylczek.

img-4.jpeg

Przedwierzchołkowa turnia Khan-Tengri. Odcinki R4–R6. Zdjęcie A. Pietrowa, 15 sierpnia 2000 r., z wysokości 6500 m

Załączone pliki

Źródła

Komentarze

Zaloguj się, aby zostawić komentarz