Paszport wejścia

1. Klasa wejścia — wysokogórska

  1. Rejon wejścia — Centralny Tienszan, pasmo Kokszal-Tau
  2. Trasa wejścia — p. Pobieda Główna (7439 m) przez p. Pobieda Zachodnia, z l. Zwjezdoczka
  3. Kategoria trudności — 5B–6A, kombinowana
  4. Charakterystyka trasy:

różnica wysokości — 3240 m; w tym część ścienna — 980 m; całkowita długość trasy — 8650 m; długość części ściennej — 1450 m; w tym 5 kat. trudn. — 1250 m; w tym 6 kat. trudn. — 70 m. Średnie nachylenie głównej (ściennej) części trasy 35°, całej trasy 22°

  1. Wbite haki: skalne — 6, lodowe — 8, закладки — brak, śnieżne — brak
  2. Czas przejścia — 54,5 godz., dni — 7
  3. Liczba i charakterystyka biwaków:

w sumie 6 biwaków:

  • 1-szy w namiocie (4200 m)
  • 2-gi w jaskini (5250 m)
  • 3-ci w namiocie (6200 m)
  • 4-ty w namiocie (6700 m)
  • 5-ty w namiocie (7300 m)
  • 6-ty w namiocie (6700 m)
  1. Kierownik grupy: Pietrow Andriej Jewgienjewicz, KMS.

Członek grupy: Odochowski Wiaczesław Wieniaminowicz, 1-szy sp. razrjad

Obserwatorzy grupy:

  • Totmianin N.A., MS
  • Nikiforow A.M., KMS
  1. Trener grupy: Chochłow Jurij Władimirowicz, MS
  2. Wyjście na trasę — 14 sierpnia 1999 r.

Na wierzchołek — 18 sierpnia 1999 r.

Powrót — 20 sierpnia 1999 r.

  1. Organizacja — Federacja Alpinizmu i Wspinaczki Moskwa img-0.jpeg img-1.jpeg

Rys. 2. Zdjęcie wierzchołka z pokazaniem trasy wejścia i miejsc biwaków.

4 dzień według planu taktycznego miał być kluczowy, ponieważ zakładano, że w tym dniu zostanie założony obóz szturmowy (namiot). Postanowiono wybrać dla tego celu płaskowyż na wysokości 6700–6900 m. W razie dobrego samopoczucia możliwy był podjazd na wysokość 6900 m, a w przeciwnym wypadku lub przy złej pogodzie — do wysokości 6700 m (jedno z miejsc biwakowych na tej trasie). Na 5 dzień wejścia planowano wyjść na wierzchołek Pik Pobieda Główna i dalej zejść w zależności od samopoczucia grupy i warunków pogodowych. Możliwość zejścia od razu Granią Zachodnią była utrudniona tym, że według naszych obserwacji w drugiej połowie dnia cała grań Pobiedy od wierzchołka Wschodniego do Zachodniego, z reguły, była skryta warstwą chmur, co utrudnia orientację na wysokości powyżej 7000 m. Oprócz tego, według relacji uczestników grupy z Ałma-Aty, w tym okresie na grani codziennie padał śnieg, zasypując ślady. W ten sposób, trzeba było robić nowe ślady. Na 6 dzień wejścia planowano zejść Granią Zachodnią. Większa (skalna) część Grani Zachodniej jest "zasmiecona" starymi linami poprzednich uczestników wspinaczki (swego rodzaju markery). My już schodziliśmy po zrzucie z wysokości 5800 m po śnieżnych stokach w warunkach braku widoczności i przy zasypanych śladach, które, choć z trudem, ale całkiem realnie można było znaleźć pod świeżym śniegiem. W kluczowych miejscach przez nas (i przez inne grupy) zostały wcześniej ustawione flagi. Wszystko to pozwalało przypuszczać, że zejście Granią Zachodnią jest możliwe nawet w warunkach złej pogody. Biorąc pod uwagę wszystko wyżej powiedziane, planowano zejść do biwaków w jaskiniach (5250 m) na przełęczy Dzikiego (w najlepszym przypadku) lub do biwaków w jaskini na 5800 m (w najgorszym przypadku). Na 7 dzień wejścia planowano zejść do obozu bazowego (w najlepszym przypadku) lub (w najgorszym przypadku) do biwaków w rozbitym namiocie na lodowcu Zwjezdoczka na wysokości 4200 m.

Opis wejścia

Dzień I. 14 sierpnia 1999 r.

Wyjście z obozu bazowego na morenie pod Pikiem Górkiego o 11:00. Lodowiec J. Inylczek przebyty został w górnej, bardziej płaskiej części bez większych problemów, ponieważ rzeki były przysypane opadami śniegu z poprzednich dni. Przy podejściu do tymczasowego obozu (MŁ) zaczął padać gęsty śnieg, który padał do końca dnia. Od MŁ ruch grupy odbywał się po prawej (orfograficznie) morenowej części l. Zwjezdoczka tak długo, aż ścieżka nie przeszła w jeden z jęzorów lodowca. Dalej ruch szedł po lodowcu, na początku po jego centralnej części, a następnie stopniowo z przejściem na jego lewą część pod stoki grzbietu Dzikiego. Stan lodowca Zwjezdoczka dobry (prawie całkowicie otwarty), niemiędzy tym, ruch był w ubezpieczonych dwójkach z powodu ogromnej ilości szczelin. W górnej części l. Zwjezdoczka lodospad jest bardzo porozrywany, otwarte szczeliny i droga przez niego jest potencjalnie niebezpieczna, trzeba szukać mostów, robić obejścia. O 18:00 grupa podeszła na biwak 4200 m i rozbiła obóz w namiocie, rozstawionym podczas zrzutu. Namiot podczas zrzutu ustawiliśmy z dala od lodospadu ze względów bezpieczeństwa — przy obróbce lodospadu jednej grupie (kazachskiej) namiot został porwany lawiną. Namiot trzeba było odkopywać, ponieważ był przysypany opadami śniegu z poprzednich dni. Pod wieczór opad śniegu ustał.

Dzień II. 15 sierpnia 1999 r.

Poranek wspaniały. Wstaliśmy o świcie i ruszyli do marszu — trzeba zdążyć przebyć lodospad, zanim słońce rozgrzeje stoki, zanim zaczną się kamieniste lawiny. Po opadach mogą schodzić lawiny. Droga na przełęcz przez dolinę wśród stoków — to po prostu patelnia, gdzie w dzień panuje upał. Namiot zwinęliśmy w worek, zabezpieczyliśmy i oznaczyliśmy kijkami (dalej będziemy używać tylko czekanów) i zostawiliśmy na śniegu. Za 20 minut schodzimy do obozu Irańczyków — tutaj kilka namiotów. Ścieżka jest przysypana puszystym śniegiem, ale iść jest łatwiej niż przy zrzucie, kiedy trzeba było robić nowe ślady. odcinek R0–R1 od biwaków do początku lodospadu został przebyty w ubezpieczonej dwójce równoczesnym ruchem. Około 20 minut później podeszliśmy do początku lodospadu. Założyliśmy raki pod osłoną skał. Słońce już oświetla lodospad. Wspięliśmy się po śnieżnym stoku i wytopiliśmy stopnie w śniegu do początku lin. Wcześniej był tutaj lód. Wyżej wiszącymi ścianami lodowymi z ogromnymi, z wielopiętrowy dom, blokami lodu. Trzeba było na nowo zawiesić jedną linę poręczową w dolnej części lodospadu (została zasypana śniegiem i lodem po obaleniu). Górna część lodospadu została nietknięta. W rezultacie po 2 godz. dwójka całkowicie przebyła odcinek R1–R2 (lodospad) — naprzemiennym ruchem z użyciem poręczówek i ubezpieczenia na lodoburach. Dalej rozpoczął się stopniowy podjazd-trawers wzdłuż stoków grzbietu Dzikiego z wyjściem na coś w rodzaju "płaskowyżu" przed przełęczą Dzikiego. To miejsce przypomina "patelnię" na Pik Lenina. odcinek R2–R3 został przebyty w dwójce równoczesnym ruchem. Podjazd na przełęcz Dzikiego nie przedstawiał specjalnej trudności i lawinowej groźby. Dlatego na odcinku R3–R4 ruch dwójki był całkowicie autonomiczny. Grupie wystarczyło około 1 godz., aby wspiąć się na przełęcz i podejść do jaskiń na wysokości 5200 m. Tutaj odpoczęliśmy, zrobiliśmy na gazie obiad. Podczas odpoczynku pogoda zaczęła się psuć, powiał wiatr, pojawiły się chmury, zaczął padać śnieg. To potwierdziło nasze obserwacje, że w drugiej połowie dnia pogoda się psuje, pada śnieg. Dlatego postanowiliśmy, zgodnie z planem, biwakować tutaj w jaskini, wykopanej podczas zrzutu, a następnego dnia wspiąć się wyżej po grani do wysokości 6200–6400 m. Na przełęczy biwakowała grupa Hiszpanów i Francuzów z przewodnikami z Petersburga — instruktor prowadził w dół chorego Francuza i oni czekali na jego powrót. W ten sposób, naszej dwójce wypadło, jak i podczas zrzutu, robić nowe ślady. Z góry zeszli czterej artylerzyści z Ałma-Aty. Oni przeszli 5 lin w górę od Obelisku i zeszli w niepogodę. To znaczy, zawrócili prawie od samego wierzchołka. Kiedy wracali, swoich śladów nie widzieli. Wszystko jest zamiecone i zasypane. Opad śniegu tam w górze jest codzienny. Napoiliśmy artylerzystów herbatą i oni ruszyli w dół, związani liną po dwójce.

Dzień III. 16 sierpnia 1999 r.

Wyszliśmy wcześnie, śladów na stoku nie ma — wszystko zasypało. Podczas ruchu w górę ku jaskiniom (odcinek R4–R5) pogoda jest doskonała. Grań powyżej wierzchołka Zachodniego do południa jest skryta chmurami. Podjazd na tym odcinku idzie po głębokim śniegu, czasem trafiają się zasypane szczeliny. Ruch odbywał się w ubezpieczonych dwójkach równocześnie, ubezpieczenie za pomocą czekanów. Częsta zmiana lidera — robić nowe ślady nie jest łatwo. Ostatnie 200 m — ciężki podjazd w połączeniu z wydeptywaniem śladu. O 13:00 byliśmy u jaskiń, wczołgaliśmy się do "swojej" jaskini, wyciągnęliśmy zrzut, przygotowaliśmy obiad. Sufit na półce, gdzie spaliśmy, mocno prósł. Trzeba korzystać z pogody, zbierać wysokość. Niżej pod przełęczą jeszcze widać ludzi. Wydaje się, że nie będziemy samotni. Śnieg za jaskiniami znów się zapada. Skały wydają się blisko, ale iść długo. Pokazały się stare cienkie liny, które wychodzą ze śniegu, ale służą za drogowskaz. Zaczyna się podjazd w prawo na niewielki płaskowyż, następnie w obejście ścianki. Podjazd z naprzemiennym ubezpieczeniem. I oto półka. Jaskinie już pod nami. W górę, przez skalne gardło, wychodzą podarte liny. Sam grzbiet jest bardzo porozcinany, duża ilość występów i resztek lin poprzednich uczestników wspinaczki. Wspinaczka mocno utrudniona tym, że skały są zasypane śniegiem i miejscami oblodzone. Ubezpieczenie odbywało się przez liczne występy grani. Stopniowo skalny grzbiet przechodzi w śnieżny, który wyprowadza na dużą śnieżną półkę (wysokość 6200 m) — doskonałe miejsce na biwak. Ten odcinek R5–R6 dwójka przeszła za 2 godz. (niezły tempo). Postanowiliśmy biwakować. Za dzień zebraliśmy kilometr po wysokości, jak i za poprzedni dzień. Długo i z przyjemnością fotografowali zachód słońca. Chmurki z Chin zawisły nad horyzontem, ale nie sięgały słońca. Pogoda na jutro powinna być dobra. W ciemności wiatr zaczął wyć gdzieś na ścianie Nieru. W ogóle na Grani Zachodniej wiatr wieje stale wzdłuż całego masywu Pobiedy od Piku Nieru do Piku Pobiedy Wschodniej.

Dzień IV. 17 sierpnia 1999 r.

Wiatr szarpał namiotem całą noc. Bardzo zimno, namiot oblał szron od wewnątrz. Pod ranem ucichło. Słońce, niebo czyste, bez chmur. Dopóki przygotowywaliśmy śniadanie, z Nieru zeszła zakurzona lawina — gdzie jest kamera? Cały ten dzień stale wiał wiatr, ale nie tak silny jak w nocy. Wyszliśmy z namiotu o 9:00. Dwójka poruszała się w ubezpieczonych dwójkach najpierw równocześnie, a następnie naprzemiennie, stosując ubezpieczenie za pomocą czekanów. Dalej idzie stosunkowo prosty w sensie technicznym odcinek R6–R7 przejścia od śnieżnej półki znów do skał grani. Ruch tutaj jest równoczesny, ale ze zmianą lidera, ponieważ trzeba robić nowe ślady. odcinek R7–R8 przypomina skalną część, przebyty dzień wcześniej. Skały są zasypane śniegiem. Również dużo występów, przez które odbywa się ubezpieczenie. Ruch w większości równoczesny i tylko w niektórych miejscach (niebezpiecznych pod względem kamieni) naprzemienny. Wciąż widać stare liny (markery drogi). Po stromym podjeździe — poziomy trawers. Tutaj kilka lin, stare z obdartą oplotką. Na końcu pętla obwiązana wokół skały, koniec jej w śniegu. W górę idzie długi komin na grań. Tutaj trzeba będzie się wspiąć. U góry cienka lina prowadzi do śnieżnego żebra — nóż między dwoma przepaściami. W lewo — ku lodospadowi, w prawo — na lodowiec Dzikiego. Po wąskiej części grani idzie rozszerzenie, tutaj więcej śniegu (skutek wiatrów). Miejsce jest silnie wystawione na wiatr i niewygodne dla biwaku. Około 100 m po dość stromym lodzie pod śniegiem i dalej po stoku wyszliśmy do dużego kamienia, obok którego jest doskonała platforma, zabezpieczona z jednej strony od wiatru. Według naszych ocen to 6500 m. Od biwaku na wysokości 6200 m szliśmy 2,5 godz. Tutaj urządziliśmy przekąskę. odcinek R8–R9 od kamienia do początku skalnego trójkąta na wysokości 6700 m (kluczowe miejsce trasy) został przebyty w ubezpieczonych dwójkach równocześnie za 1 godz.. Ubezpieczenie odbywało się przez występy grani. Wiatr osłabł. odcinek R9–R10 (skalny trójkąt) dwójka pokonywała naprzemiennie z użyciem haka. To najstromszy odcinek trasy na grani i najtrudniejszy. Skały zasypane śniegiem i oblodzone. Dalej grań robi się łagodniejsza. Tymczasem wiatr nawet się wzmaga. Jak zwykle, powstają chmury na grani, tym razem prosto nad naszymi głowami. Łazić tam pod koniec dnia niecelowe, tym bardziej, że wszystkie kluczowe odcinki mamy za sobą i droga na wierzchołek jest otwarta. Wyżej po grani jest dobra platforma, łopatą ją rozszerzamy, urządzamy ściankę z śnieżnych cegieł i rozstawiamy namiot. Około godziny jesteśmy w ciepłym namiocie, zaczynamy przygotowywać jedzenie. Po jedzeniu omawiamy plany na jutro:

  • Jeśli wiatr z rana będzie umiarkowany, decydujemy się iść na wierzchołek Pik Pobieda Główna.

Samopoczucie dwójki dobre.

Dzień V. 18 sierpnia 1999 r.

Noc minęła spokojnie. Wiatr ucichł. Spało się ciepło i wygodnie, dobrze odpoczęliśmy. Pomógł namiot "sumitomа" — najlepszy wariant dla dwójki na wysokości. Obudziliśmy się przed świtem. O szóstej zaczęliśmy się ruszać. Pogoda pogodna — trzeba próbować iść na wierzchołek, chociaż to i daleko. Zbiórki, śniadanie. Wyszliśmy o 8:00, za godzinę przeszliśmy pas skał i wyszliśmy na skłon bez skał, który prowadzi do śnieżnej kopuły. Długi podjazd ciężki nawet po śladach. Krok — dwa-trzy oddechy. odcinek R10–R11 dwójka przeszła równocześnie. odcinek R11–R12 został przebyty do 10:00 — wspięliśmy się na wierzchołek Pik Pobieda Zachodnia. Kopuła śnieżna, żadnych śladów. Za kopułą po grani wyszliśmy w muldę, tutaj jest stara jaskinia — wygodne miejsce na biwak. Tutaj odpoczęliśmy, spotkaliśmy się z grupą starego znajomego S. Penzowa z sąsiedniego z naszym obozu bazowego Komisiarowa. To oni podchodzili za nami. Hiszpanie i Francuzi daleko w dole. odcinek R12–R13. Po grani długości ponad 3 kilometrów. Po podejściu w obejście ogromnego karnisa — długi zjazd. Śladu nie ma, śnieg twardy. W prawo w dół schodzi skłon. Ruch miejscami z naprzemiennym ubezpieczeniem. Na końcu zjazdu skłon przechodzi w szerokie siodło. Podeszliśmy do Obelisku około godziny pierwszej. Tutaj hula przenikliwy wiatr. odcinek R13–R14. Podjazd po stoku na prawo od Obelisku. Ta stumetrowa skalna baszta z dołu wydaje się czarnym zębem na grani, dlatego nazwali ją Czarny obelisk. Tutaj ona jest raczej brązowa i pokryta żebrami wietrzenia. Ich fantazyjny wypukły ornament przypomina magiczne pisma. odcinek R14–R15. Śnieżny stok kończy się skałami. Wysokość 7200 m. Resztki starych lin pokazują drogę między skałami, dalej w prawo. Trawers w prawo po śnieżnym stoku i przed skałą — prosto w górę, na grań. Na grani w prawo, następnie w górę, pod skałę. Za śnieżnym żebrem — platforma pod nawisającą skałą. Urocze miejsce, zabezpieczone od wiatru. odcinek R15–R16. Z pod skały na stromy śnieg i w górę na grań. Przed nami — ostra grań i wiatr. Pod nami wszystko wypełniły chmury. Przechodzimy przez śnieżną ściankę na grani — na prawo, z Chin, na lewo — do Kirgizji. Idziemy dokładnie po granicy. W dole stromy stok, schodzący w chmury, w przepaść, ku lodowcowi Zwjezdoczka. odcinek R16–R17. Grań zwęża się w ostry nóż, stromo opadając w strony. Po wierzchu — jak po ostrzu. Trzeba iść z boku. Nogi w prawą ścianę, a czekan, przechyla się przez grań — w lewą. Za plecami Chiny, przed twarzą, za granią — Kirgizja. Tak, tańcząc krokami w bok, 150 metrów. One wydają się wiecznością. Następnie grań rozszerza się w łagodny stok. Wyżej widać skały na stoku. odcinek R17–R18. Wierzch kopuły i jest wierzchołkiem. Z prawej podchodzi skalny grzbiet z Chin, z lewej widać wierzch stromego śnieżnego grzbietu z północy. Jesteśmy na wierzchołku. Krok — trzy-cztery oddechy. Obchodzimy skały. I oto zupełnie łagodna część, na niej wystaje czarna skała. Podjazd skończony. Filmujemy na kamerze wideo. Widać, jak wirują w dole chmury, gdzieś u Obelisku. Zaraz one tu dotrą. Już szósta godzina, do zmroku mniej niż trzy godziny. Za czarną skałą podnoszę biały kamień z czarnymi żyłkami, na pamiątkę. Żadnych emocji. Tak, to jest wierzchołek. Znajdujemy turn z notatką poprzedniej grupy. Schodzimy do platformy pod skałą na wysokości 7300 m i rozbijamy biwak. Bezpośrednio pod nami — chmury. Wokół nas — wiatr.

Dzień VI. 19 sierpnia 1999 r.

Podjazd przed świtem. Lekki śniadanie i w dół. Pod Obeliskiem stoją namioty grupy Hiszpanów i Francuzów. Przed nami długi-długi podjazd — trzeba znów iść w górę, a wierzchołek już za nami. Z dołu podnoszą się chmury i kiedy idziemy do następnego podjazdu wszystko zasnuło, posypał śnieg. Długo szliśmy granią w warunkach braku widoczności i zasypanych śladów. Zeszliśmy do muldy. Wczołgaliśmy się do jaskini, zrobiliśmy herbaty. Tymczasem na zewnątrz rozszalał się wiatr. Obeszliśmy kopułę. Pod nami stok i w dole lodowiec. Zeszliśmy do naszej platformy i rozbiliśmy biwak.

Dzień VII. 20 sierpnia 1999 r.

Wczesny podjazd. Ranny poranek, ale bardzo zimno, wiatr. Zejście nie przedstawiło technicznych trudności. Na płaskich odcinkach trzeba było robić nowe ślady. Przy przejściu kluczowych miejsc trasy, a także odcinków lodowych ruch był naprzemienny, a na skalnej części grani i na odcinku od 5850 m do przełęczy Dzikiego — równoczesny. Na przełęczy Dzikiego zrobiliśmy przekąskę. Tutaj już ciepło, a w dolinie po drodze ku poręczom — duszący upał. Zeszliśmy na lodowiec Zwjezdoczka bez przygód, pracując w równym ciągłym rytmie. W czasie dziennym zdążyliśmy przebyć lodowiec Zwjezdoczka. O 20:00 wróciliśmy do obozu bazowego. Za dwa dni polecieliśmy helikopterem do osiedla Inylczek.

TABELA PODSTAWOWYCH CHARAKTERYSTYK trasy wejścia na Pik Pobieda Główna Granią Zachodnią:

  • Różnica wysokości: 3240 m
  • Średnie nachylenie części ściennej: ~35°
  • Średnie nachylenie całej trasy: 22°
Data№ odcinkaŚred. nachyl.Długość odcinkaRzeźba terenuUbezpiecz.TrudnośćChod. godz.Wbite haki skalnelodoweзакладkiśnieżneUwagi
14 sierpnia 1999 r.Obóz baz.10°12,5 kmmorena, lodowiecrównoczesne27 godz.lodowiec Zwjezdoczka porozrywany
15 sierpnia 1999 r.R0–R120°320 mśniegrównoczesne220 min
R1–R245°560 mlódhaki52 godz.4
R2–R320°530 mśniegrównoczesne21,5 godz.
R3–R445°420 mśniegrównoczesne31 godz.Biwak w jaskini
16 sierpnia 1999 r.R4–R540°1050 mśnieżna grańrównoczesne43 godz.odpoczynek 30 min
R5–R650°550 mskalna grań, zaśnieżonahaki, występy53 godz.3Biwak w namiocie na 6200 m
17 sierpnia 1999 r.R6–R720°160 mśnieżna półkarównoczesne230 min
R7–R850°230 mśnieżny grzbiethaki, występy52 godz.1odpoczynek 30 min.
R8–R950°280 mskalny grzbietrównoczesne52 godz.
R9–R1070°70 mskalna ściana, oblodzonahaki, występy61 godz.22klucz trasy
R10–R1120°160 mskalno-śnieżna grańrównoczesne41 godz.Biwak w namiocie na 6700 m
18 sierpnia 1999 r.R11–R1220°250 mśnieżna kopułarównoczesne41 godz.wierzchołek Zachodni
R12–R1310°3100 mśnieżna grańrównoczesne33 godz.Obelisk
R13–R1440°180 mśnieżny stokrównoczesne41 godz.
R14–R1535°60 mśnieżny stokrównoczesne41 godz.
R15–R1630°180 mśnieżna grańnaprzemiennie51 godz.
R16–R1715°250 mśnieżny nóżnaprzemiennie52 godz.2
R17–R1810°300 mśnieżny stokrównoczesne31 godz.wierzchołek Główna
W sumie:Po podjeździe na wierzchołek (z obozu bazowego)35 godz.68
18 sierpnia 1999 r.Zejście z wierzchołka tą samą trasą2,5 godz.
19 sierpnia 1999 r.5 godz.
20 sierpnia 1999 r.12 godz.
W sumie:Po trasie wejścia54,5 godz.68

Schemat UIAA trasy wejścia

img-2.jpeg img-3.jpeg img-4.jpeg img-5.jpeg

Źródła

Komentarze

Zaloguj się, aby zostawić komentarz