Przejdź do treści

Bez tytułu

Paszport wspinaczki

  1. Klasa wspinaczki — wysokościowa

  2. Rejon wspinaczki — Centralny Tienszan, pasmo Kokszal-Tau

  3. Trasa wspinaczki — szczyt Pobiedy Zachodnia (6918 m) według 3 kat. (trasa Medzmariaszwili, 1961 r.)

  4. Kat. trudności — 5B, kombinowana

  5. Charakterystyka trasy:

    różnica wysokości — 2720 m; w tym część ścienna — 980 m; całkowita długość trasy — 4580 m; długość części ściennej — 1450 m; w tym 5 kat. trudności — 1060 m; w tym 6 kat. trudności — 70 m.

  6. Użyto haków: skalnych — 6, lodowych — 6, kostek — brak, śnieżnych — brak

  7. Ilość godzin marszu — 26,5 godz., dni — 5

  8. Ilość i charakterystyka noclegów:

    w sumie 4 noclegi:

    • 1-szy w namiocie (4200 m)
    • 2-gi i 3-ci w jaskini (5850 m)
    • 4-ty w namiocie (6500 m)
  9. Kierownik grupy: Odochowski Wiaczesław W., 1. sp. kategoria

    Członkowie grupy: Ławrow Siergiej S., KMS

    Obserwatorzy grupy:

    • Jegorow Dmitrij A., KMS
    • Szczerbakow Wiktor G., KMS
  10. Trener grupy: Chochłow Jurij W., MS

  11. Wyjście na trasę — 4 sierpnia 1995 r.

    Szczyt — 8 sierpnia 1995 r. Powrót — 8 sierpnia 1995 r.

  12. Organizacja — FAiS m. Moskwy

Fotografia techniczna

img-0.jpeg

NazwaIlośćUwagi
14.Garnek na biwaku2na biwaku
15.Śpiwór na biwaku2na biwaku
16.Karemata na biwaku2na biwaku
17.Apteczka1

Plan taktyczny wspinaczki

Działania grupy na trasie były zdeterminowane planem taktycznym wspinaczki. Przy jego układaniu wzięto pod uwagę złe warunki pogodowe w rejonie, stan trasy w bieżącym sezonie i miejsca noclegów, stan lodospadu powyżej noclegów na wysokości 4200 m, stan fizyczny i aklimatyzację uczestników wspinaczki, a także krótki przedział czasowy pozostały do zakończenia ekspedycji i przelotu do os. Karkara.

Plan taktyczny w ogólności był następujący:

    1. dzień: podejście na noclegi na wysokości 4200 m na lodowcu Zwiezdoczka;
    1. dzień: przejście lodospadu, wejście na przełęcz Dzikij (5200 m), następnie wejście do noclegów na wysokości ~5850 m (pod początek skalnej części Grzbietu Zachodniego);
    1. dzień: wejście do miejsca na wysokości ~6500 m (nocleg w namiocie);
    1. dzień: wejście na wierzchołek szczytu Pobiedy Zachodniej (6918 m) i zejście w dół do noclegów na wysokości 4200 m (przy dobrym stanie zdrowia — do bazy);
    1. dzień: rezerwowy na wypadek złej pogody lub złego stanu zdrowia grupy. Zdjęcie szczytu Pobiedy Zachodniej z trasą wspinaczki i miejscami pośrednich obozów (noclegów) zostało przedstawione na rys. 2.

Zgodnie z planem taktycznym największe obciążenie fizyczne przypadło na 2. dzień wspinaczki (trzeba było pokonać różnicę wysokości ~1650 m, a co do długości ~1900 m). Grupa kierowała się następującymi przesłankami:

  1. Dobra aklimatyzacja (trzy noclegi na wysokości ~6000 m) i stan fizyczny uczestników wspinaczki;
  2. Dobra znajomość tej części trasy, jej stanu w tym sezonie, wstępne przetarcie lodospadu;
  3. Normalny stan (nie lawiniasty) odcinka trasy od 5200 m do noclegów na wysokości ~5850 m (część śnieżna Grzbietu Zachodniego od przełęczy Dzikij);
  4. Obecność jaskiń na noclegach ~5850 m (wg informacji innych grup, które dokonały aklimatyzacyjnych wyjść na tę wysokość). img-1.jpeg

Rys. 2. Zdjęcie wierzchołka z pokazaniem trasy wspinaczki i miejsc noclegów. 3. dzień według planu taktycznego miał być kluczowy, ponieważ planowano w tym dniu urządzić ostatni szturmowy obóz (namiot). Postanowiono wybrać dla niego miejsce na wysokości ~6500 m. W przypadku dobrego stanu zdrowia możliwe było wejście na wysokość ~6700 m, a w przeciwnym wypadku lub przy złej pogodzie — do wysokości ~6300 m (tradycyjne miejsce noclegów na tej trasie).

W 4. dniu wspinaczki planowano wyjść na szczyt Pobiedy Zachodniej i dalej zejść według stanu zdrowia grupy i warunków pogodowych.

Według informacji uczestników wiosennej wspinaczki na szczyt Pobiedy cały Grzbiet Zachodni, w tym kopuła wierzchołka, został starannie oznakowany. Oprócz tego duża część Grzbietu Zachodniego jest " zaśmiecona" starymi linami poprzednich wspinaczy (swego rodzaju znaczniki). Wszystko to razem pozwalało wyciągnąć wniosek, że zejście Grzbietem Zachodnim jest możliwe nawet w warunkach złej pogody. Biorąc pod uwagę wszystko wyżej powiedziane, planowano zejść:

  • (w najlepszym przypadku) do bazy
  • lub do noclegów w jaskini (5200 m) na przełęczy Dzikij (w najgorszym przypadku).

Opis wspinaczki

I dzień. 4 sierpnia 1995 r.

Wyjście z bazy zostało wyznaczone na 14:00. Na początku grupa poruszała się po prawej (orfograficznie) stronie moreny lodowca Zwiezdoczka tak długo, aż ścieżka nie przeszła w jeden z języków lodowca. Dalej ruch szedł po lodowcu, na początku po jego centralnej części, a następnie stopniowo z przejściem na jego lewą część pod zbocza grzbietu szczytu Dzikij.

Stan lodowca Zwiezdoczka był dobry (niemal całkowicie odsłonięty), niemie mniej szło się w ubezpieczonych dwójkach z powodu ogromnej ilości szczelin. W górnej części l. Zwiezdoczka jest on bardzo porozrywany i droga nim potencjalnie niebezpieczna.

O 17:00 grupa doszła do noclegów na wysokości 4200 m i rozbiła biwak.

Po drodze spotkaliśmy zstępującą grupę hiszpańskich alpinistów, którzy:

  • zdołali wejść jedynie do wysokości ~6400 m;
  • z powodu podartego namiotu w nocy nie mogli kontynuować wspinaczki;
  • przekazali, że wyżej tej wysokości w tym sezonie jak dotąd nikt nie wszedł;
  • ostrzegli, że w lodospadzie powyżej noclegów na wysokości 4200 m oderwał się serak i kilka lin zostało przysypanych lodem.

Dla nas oznaczało to, że trzeba ponownie przetrzeć lodospad i zawiesić brakujące liny.

Na wieczornej rozmowie radiowej przekazaliśmy do bazy tę informację, a także to, że możliwe, iż będziemy musieli zmienić plan taktyczny.

II dzień. 5 sierpnia 1995 r.

Wyszliśmy na trasę zaraz po porannej, 9-godzinnej rozmowie radiowej. Odcinek R0–R1 od noclegów do początku lodospadu został przejściowy w ubezpieczonej dwójce ruchem symultanicznym. Po mniej więcej 20 minutach podeszliśmy do początku lodospadu.

Oprócz nas tego samego dnia wchodziły na górę jeszcze dwie grupy — instruktorzy MALu Hajbulina i łotewscy alpiniści. Postanowiliśmy połączyć siły przy przetarciu dolnej części lodospadu (właśnie ona była przysypana lodem oderwanego seraka). W rezultacie po 2 godz. zostały na nowo zawieszone dwie liny poręczowe. Górna część lodospadu pozostała nietknięta przez serak. Po mniej więcej 1 godz. dwójka całkowicie przeszła lodospad.

Odcinek R1–R2 (lodospad) został przejściowy ruchem na zmianę z użyciem poręczówek i ubezpieczenia na śrubach lodowych.

Dalej rozpoczął się stopniowy podjazd-trawers wzdłuż zboczy grzbietu szczytu Dzikij z wyjściem na specyficzne " płaskowzgórze" przed przełęczą Dzikij. To miejsce trochę przypomina " patelnię" na szczycie Lenina. Odcinek R2–R3 został przejściowy w ubezpieczonej dwójce ruchem symultanicznym.

Podjazd na przełęcz Dzikij nie przedstawiał szczególnej trudności i zagrożenia lawinowego. Dlatego na odcinku R3–R4 ruch ubezpieczonej dwójki był całkowicie autonomiczny. Grupie zajęło mniej więcej 1 godz., by wejść na przełęcz i podejść do jaskiń na wysokości 5200 m. Tu odpoczęliśmy 30–40 minut, połączyliśmy się z bazą, przygotowaliśmy ciepły napój na gazie i podjadłyśmy.

Podczas odpoczynku:

  • pogoda zaczęła się psuć,
  • zerwał się wiatr,
  • pojawiły się chmury.

Stan zdrowia dwójki był doskonały, dlatego postanowiliśmy ruszyć w górę do noclegów (jaskinie) na wysokości ~5850 m.

Podczas ruchu w górę ku jaskiniom (odcinek R4–R5) pogoda pogarszała się bardzo szybko, wiatr wzmagał się z każdą minutą, zaczął padać śnieg. Ostatnie 200 m zostały przejściowe przy zerowej widoczności. Z powodu silnego wiatru cały Grzbiet Zachodni był przesłonięty chmurami. Przydały się konsultacje w MAL i dobra znajomość trasy (zwłaszcza ze strony Ławrowa S.S.). Podjazd na tym odcinku idzie po śniegu, miejscami po gęstym firnie, czasem trafiają się szczeliny. Ruch był symultaniczny w ubezpieczonej dwójce, ubezpieczenie przez czekan. O 18:00 byliśmy już przy jaskiniach. Był to najcięższy dzień wspinaczki. Pomimo problemów z lodospadem, udało nam się utrzymać plan taktyczny.

Tymczasem pogoda zupełnie się popsuła, śnieg przybrał na sile, wiatr zaczął się zbliżać do sztormowego, gwałtownie ochłodziło się. Nikt nie miał ochoty wychodzić z jaskini. Wejście do jaskini zaczęło się szybko zasypywać śniegiem. Jeśli tak będzie dalej, to jutrzejszy wyjazd przyjdzie się odłożyć z powodu niepogody.

III dzień. 6 sierpnia 1995 r.

Poranek potwierdził nasze słuszne obawy co do pogody. Odgrzebawszy wyjście, wyłoniliśmy się z jaskini i niemal natychmiast podjęliśmy decyzję — odłożenie wyjścia, przeczekanie niepogody. Śniegu nie było, zachmurzenie było niezbyt duże, ale wiał bardzo silny wiatr, niemal sztormowy. Ryzyko oblodzenia było zbyt duże.

Na porannej rozmowie radiowej przekazaliśmy, że nie wyjdziemy wyżej z powodu bardzo silnego wiatru. Po 14:00 wiatr stopniowo zaczął słabnąć, od dołu zaczęły się wznosić inne grupy wspinaczy. My jednak postanowiliśmy trzymać się planu taktycznego i następny obóz (szturmowy) rozbić na wysokości ~6500 m. Jeśli jutro będzie taka sama niepogoda, to nasze plany nie będą miały szansy się ziścić — będziemy schodzić w dół. Zapasu czasu już nie mamy. Pozostaje tylko mieć nadzieję i czekać na ranek.

IV dzień. 7 sierpnia 1995 r.

Szczęście nam dopisało w tym dniu. I chociaż wiał wiatr, to nie był on tak silny jak wczoraj. Na Grzbiecie Zachodnim wiatr wieje praktycznie stale wzdłuż całego masywu Pobiedy od szczytu Nieru do szczytu Pobiedy Wschodniej. Na porannej, 9-godzinnej rozmowie radiowej przekazaliśmy informację, że będziemy się wznosić. Wątpliwe, by dzień siedzenia w jaskini dodał nam sił po ciężkim 2. dniu, niemie mniej stan zdrowia dwójki był dobry. Wyszliśmy z jaskini o 10:00, wiatr nadal nie ustawał. Do początku skalnej części Grzbietu Zachodniego podjazd idzie po sztywnym firnie, stopniowo przechodzącym w lód. Dwójka poruszała się w ubezpieczeniu najpierw symultanicznie, a następnie na zmianę, używając ubezpieczenia na śrubach lodowych. Sam grzbiet jest bardzo poszarpany, duża ilość występów i resztek lin poprzednich wspinaczy. Ubezpieczenie odbywało się poprzez liczne występy grzbietu. Stopniowo skalny grzbiet przechodzi w śnieżny, który wyprowadza na dużą śnieżną półkę (wysokość ~6300 m) — doskonałe miejsce na noclegi.

Ten odcinek R5–R6 dwójka przeszła w ciągu 2 godz. (niezły tempo). Po krótkim odpoczynku postanowiliśmy iść dalej.

Dalej idzie stosunkowo prosty technicznie odcinek R6–R7 przejścia od śnieżnej półki znów do skał grzbietu. Ruch tutaj jest symultaniczny.

Odcinek R7–R8 przypomina skalną część, przebyty dwie godziny wcześniej. Również dużo występów, poprzez które odbywa się ubezpieczenie. Ruch w większości symultaniczny i jedynie w niektórych miejscach ( grożących kamiennym spadem) na zmianę. Nadal wiszą stare liny (markery drogi).

Po wąskiej części grzbietu:

  • następuje jego rozszerzenie,
  • grzbiet robi się bardziej zaśnieżony (skutek wiatrów).

Docieramy do miejsca, gdzie stała kiedyś hiszpańska dwójka. Miejsce bardzo złe: mocno wystawione na wiatr i w ogóle niewygodne na biwak. Postanawiamy iść dalej i poszukać lepszego miejsca na rozbicie namiotu.

Mniej więcej po 100 m:

  • wyszliśmy do dużego kamienia,
  • obok którego — znakomite miejsce, osłonięte z jednej strony od wiatru.

Według naszych ocen:

  • to ~6500 m,
  • od śnieżnej półki na wysokości 6300 m szliśmy jeszcze 2 godz.

Urządzamy miejsce, rozbijamy namiot i urządzamy się na nocleg. Mniej więcej po 1 godz. jesteśmy w cieple namiotu, zaczynamy gotować jedzenie. Tymczasem wiatr nawet nie myśli słabnąć, a wręcz — przybiera na sile.

Po jedzeniu omawiamy plany na jutro:

  • jeśli wiatr z rana będzie umiarkowany, to decydujemy się iść "na lekko" na szczyt Pobiedy Zachodniej, po uprzednim zwinięciu obozu,
  • jeśli będzie bardzo silny wiatr, to tylko jedna droga — w dół.

Stan zdrowia dwójki jest dobry, nie ma oznak choroby.

V dzień. 8 sierpnia 1995 r.

Noc przeszła spokojnie. Wydawało się nawet, że wiatr ucichł. Niemniej pod ranem (około 5:00) wiatr przybrał na sile, co wyczuliśmy po tym, jak polot namiotu zaczął nam uderzać w twarz. Na ratunek przyszedł nam namiot "sumitom" — najlepszy wariant dla dwójki na wysokości. Sen jak ręką odjął, zaczęły nam chodzić po głowie myśli. Postanowiliśmy poczekać na poranną rozmowę radiową i wtedy dopiero ostatecznie zdecydować, co robić. Wyboru specjalnie nie było — albo na szczyt, albo w dół. O 8:30 wiatr trochę zelżał i to było decydujące w wyborze kierunku ruchu. Szybko zwinęliśmy obóz i na 9-godzinnej rozmowie radiowej przekazaliśmy, że będziemy próbować wejść na szczyt, jeśli wszystko się dobrze ułoży.

Odcinek R8–R9 od noclegu do początku skalnego trójkąta na wysokości 6700 m (kluczowe miejsce trasy) został przejściowy w ubezpieczonej dwójce symultanicznie w ciągu 1 godz. Ubezpieczenie odbywało się poprzez występy grzbietu. Wiatr zaczął stopniowo słabnąć i to dodawało pewności, że uda nam się wejść na szczyt. Oprócz tego myśl o tym, że idziemy jako pierwsi w tym letnim sezonie na Pobiedę Zachodnią, działała jak adrenalina we krwi.

Odcinek R9–R10 (skalny trójkąt) dwójka pokonywała na zmianę z użyciem hakerów. To najbardziej stromy odcinek trasy na grzbiecie i zarazem najtrudniejszy. Dalej następowało stopniowe wypłaszczanie się grzbietu.

Odcinek R10–R11 dwójka przeszła symultanicznie, ale przy podejściu do miejsca noclegowego mniej więcej na wysokości 6800 m u Ławrowa S.S. złamała się jedna raca — nie wytrzymała przednia dźwignia. Przez kilka minut nie wiedzieliśmy, co robić. Schodzić w dół było szkoda, kiedy do szczytu było już tak blisko. Iść dalej z jedną raką jest po prostu niemożliwe, ponieważ dalej jest wyjście na śnieżno-lodowy kopułę szczytu.

Po krótkiej naradzie podjęto decyzję:

  • Odochowski W.W. idzie na szczyt sam,
  • Ławrow S.S. zostaje na tym miejscu i czeka na powrót pierwszego dla wspólnego schodzenia w dół.

Odcinek R11–R12 został przejściowy przez Odochowskiego W.W. w pojedynkę, mniej więcej o 12:00 doszedł on na szczyt Pobiedy Zachodniej. W tym letnim sezonie jest to pierwsze wejście na ten szczyt.

Cechy szczególne trasy:

  • dolna część kopuły (początek podjazdu) — lodowa,
  • miejscami o charakterze zimowego "butelkowego" lodu,
  • bez rak tu nie ma co robić.

Zapiski nie znaleźliśmy, były jedynie resztki namiotów i stojaków poprzednich wspinaczy. Pozostawiliśmy kartkę o wejściu na Pobiedę Zachodnią (Waża Pszawela) Odochowskiego W.W. 8 sierpnia 1995 r. o 12:00 (zrzeszenie komitetu sportowego m. Moskwy).

Dalej nastąpiło trudne schodzenie. Przy tym Ławrow S.S. zawsze schodził jako pierwszy z górną poręczówką. Przy przechodzeniu kluczowych miejsc trasy, a także odcinków lodowych, ruch był na zmianę, a na skalnej części grzbietu i na odcinku od 5850 m do przełęczy Dzikij — symultaniczny.

O 13:00 byliśmy już z powrotem przy miejscu ostatniego noclegu i nadaliśmy przez radio informację o tym, że u Ławrowa S.S. złamała się raca. Nam doradzono nie spieszyć się i być szczególnie czujnym przy schodzeniu po grzbiecie. Stan zdrowia dwójki był dobry, pogoda się poprawiła, wiatr praktycznie ucichł, cel wspinaczki został osiągnięty. Wszystko to dodało pewności, że zejście minie normalnie.

Za kolejne 1 godz. 30 min. zeszliśmy do jaskini na wysokości ~5850 m, a o 17:00 byliśmy już na noclegach na wysokości 4200 m. Nogi dosłownie niosły nas do bazy i my, postanowiwszy nie nocować tutaj, kontynuowaliśmy schodzenie do końca razem z obserwatorami. Dzień był długi i mogliśmy przed zmrokiem przejść lodowiec Zwiezdoczka, tym bardziej, że nasi obserwatorzy Kowalew A.W. i Stecenko W.D. "rozładowali" nas maksymalnie. O 20:00 grupa w komplecie była w bazie.

Następnego dnia o 12:00 odlecieliśmy helikopterem do os. Karkara.

Poniżej w załączniku przytoczone są następujące dane:

  • tabela charakterystyk trasy wspinaczki;
  • schemat UIAA trasy wspinaczki;
  • profil trasy wspinaczki (rys. 3);
  • wykres wspinaczki i stanu pogody (rys. 4);
  • arkusz marszrutowy wspinaczki;
  • protokół rozpatrzenia wspinaczki.

Tabela podstawowych charakterystyk trasy wspinaczki na Pobiedę Zachodnią Grzbietem Zachodnim

Różnica wysokości 2720 m, średnie nachylenie ~35°

Data№ odcinkaŚred. nachyl.Dług. odcinkaReliefUbezpiecz.TrudnościGodz. marszuUżyto hakówUwagi
skalnychlodowychkostekśnieżnych
12345678910111213
4 sierpnia 1995 r.Obóz bazy — R020°7,5 kmmorena, lodowiecsymultanicznie23 godz.l. Zwiezdoczka porozrywany.
5 sierpnia 1995 r.R0–R120°320 mfirn, lódsymultanicznie220 min
R1–R245°560 mlódhaki53 godz.4
R2–R320°530 mśnieg, firnsymultanicznie21,5 godz.
R3–R445°420 mśnieg, firnsymultanicznie31 godz.Odpoczynek 30 min
R4–R540°1050 mśnieżny grzbietsymultanicznie43 godz.Noclegi w jaskini.
6 sierpnia 1995 r.-Dzień oczekiwania w jaskini na ~5850 m z powodu niepogody (bardzo silny wiatr)
7 sierpnia 1995 r.R5–R650°550 mskalny grzbiethaki, występy52 godz.3
R6–R720°160 mśnieżna półkasymultanicznie220 minOdpoczynek 10 min
R7–R850°230 mśnieżny grzbiethaki, występy52 godz.1Noclegi na 6500 m
8 sierpnia 1995 r.R8–R950°280 mskalny grzbietsymultanicznie51 godz.
R9–R1070°70 mskalna ścianahaki, występy640 min22klucz trasy.
R10–R1120°160 mskalno-śnieżny grzbietsymultanicznie440 min
R11–R1220°250 mśnieżno-lodowy kopuław pojedynkę440 minwierzchołek.
W sumie:przy wejściu na wierzchołek (z obozu bazy)19,5 godz.66
Zejście z wierzchołka tą samą drogą7 godz.
W sumie:na trasie wspinaczki26,5 godz.66

Schemat UIAA trasy wspinaczki

img-2.jpeg

Protokół rozpatrzenia wspinaczki

na Pobiedę Zachodnią Grzbietem Zachodnim 5B kat. trudności

Obecni:
kierownik grupyOdochowski W.W.
uczestnik wspinaczkiŁawrow S.S.
obserwatorzy grupy:Jegorow D.A.
Szczerbakow W.G.
starszy trenerChochłow Ju.W.
naczelnik zbiórkiChljustikow I.N.
uczestnicy zbiórki w liczbie 10 osób.

Słuchali:

Kierownik grupy Odochowski W.W.:

Grupa w składzie Odochowski W.W. i Ławrow S.S., a także dwóch obserwatorów Jegorow D.A. i Szczerbakow W.G. zgodnie z planem taktycznym wyszła z bazy 4 sierpnia 1995 r. o 14:00 do pierwszego tymczasowego obozu na wysokości 4200 m (noclegi na l. Zwiezdoczka pod lodospadem). Stan l. Zwiezdoczka był dobry (niemal całkowicie odsłonięty), niemie mniej szli w ubezpieczonych dwójkach. Po drodze spotkali grupę Hiszpanów, którzy przekazali, że w lodospadzie oderwał się serak i przysypał kilka lin. Mniej więcej o 17:00 grupa przyszła na noclegi.

5 sierpnia 1995 r. Dwójka Odochowski W.W. i Ławrow S.S. wyszła na trasę po 9-godzinnej rozmowie radiowej. Obserwatorzy pozostali w 1. obozie. Przy przetarciu dolnej części lodospadu dwójka połączyła swoje siły i sprzęt z grupą instruktorów MALu Hajbulina i łotewskimi alpinistami. Zostały na nowo zawieszone dwie liny poręczowe. O 14:00 dwójka weszła na przełęcz Dzikij i podeszła do jaskiń na wysokości 5200 m.

Stan zdrowia uczestników był dobry i po 30-minutowym odpoczynku kontynuowaliśmy wejście w górę do jaskiń na wysokości ~5850 m pod początek skalnej części Grzbietu Zachodniego (zgodnie z planem taktycznym). Podczas wejścia pogoda psuła się w oczach, wiatr wzmagał się, zaczął padać śnieg. Ostatnie 200 m przy podejściu do jaskiń zostały przejściowe przy zerowej widoczności. Mniej więcej o 18:00 weszliśmy do jaskiń i urządziliśmy się na nocleg.

6 sierpnia 1995 r. Z powodu bardzo silnego wiatru (prawie sztormowego) postanowiliśmy nie wychodzić — baliśmy się oblodzenia. W drugiej połowie dnia pogoda zaczęła się poprawiać, a wiatr stopniowo słabł.

7 sierpnia 1995 r.

Wyszliśmy z jaskini o 10:00. Stan zdrowia grupy był dobry. Nadal wiał silny wiatr, ale nie taki jak wczoraj. Po 2 godz. wejścia po skalnym Grzbiecie Zachodnim wyszliśmy na ogromną śnieżną półkę na wysokości ~6300 m — miejsce noclegów. Stan grzbietu był dobry, dużo starych lin poprzednich wspinaczy (markery drogi). Po krótkim odpoczynku na śnieżnej półce idziemy wyżej. Znowu skalny grzbiet, trochę przypominający już przebyty i pod względem struktury, i pod względem obecności starych lin. Mniej więcej po 2 godz. wejścia wyszliśmy do dużego kamienia, obok którego było miejsce na rozbicie namiotu. Według naszych ocen była to wysokość ~6500 m. Jeśli wiatr będzie umiarkowany, to postanowiliśmy jutro iść "na lekko" na szczyt. Przez cały dzień wiatr nie ustawał ani na minutę, a pod wieczór nawet przybrał na sile.

8 sierpnia 1995 r.

Wczesnym rankiem (około 5:00) zerwał się silny wiatr, który o 8:30 zaczął stopniowo słabnąć. Na 9-godzinnej rozmowie radiowej zwinęliśmy obóz i zaraz po rozmowie wyszliśmy "na lekko" w górę. Po mniej więcej 1 godz. wejścia podeszliśmy do dużego skalnego trójkąta na grzbiecie — kluczowego miejsca trasy. Trójkąt szliśmy po jego lewej części na zmianę z użyciem hakerów. Dalej grzbiet zaczął się wypłaszczać i stopniowo przechodzić w kopułę wierzchołka. Przy podejściu do miejsca noclegowego na wysokości ~6800 m u Ławrowa S.S. złamała się raca (nie wytrzymała przednia dźwignia). Postanowiliśmy, że na szczyt idzie sam Odochowski W.W., a Ławrow S.S. czeka na powrót pierwszego na miejscu dla wspólnego schodzenia w dół. Około 12:00 Odochowski W.W. doszedł na szczyt Pobiedy Zachodniej. Nie znalazł zapiski, pozostawił swoją. W tym letnim sezonie jest to pierwsze wejście na ten szczyt.

Podczas schodzenia Ławrow S.S. szedł zawsze jako pierwszy z górną poręczówką. Kluczowe miejsca trasy, a także odcinki lodowe szliśmy na zmianę. O 13:00 dwójka zeszła do miejsca ostatniego noclegu na wysokości ~6500 m. Przez radio przekazaliśmy do bazy o zaistniałej sytuacji, wzięliśmy rzeczy i kontynuowaliśmy schodzenie do noclegów na lodowcu Zwiezdoczka (4200 m). Około 17:00 podeszliśmy do namiotu naszych obserwatorów. Postanowiliśmy iść dalej w dół do bazy. Chłopaki nas

Załączone pliki

Źródła

Komentarze

Zaloguj się, aby zostawić komentarz