Panorama lodowca Iсследователей
www.alpfederation.ru ↗
3. Warunki wspinaczki i taktyka
Dla regionu Zach. Kok-Szaał-tau, jak i dla całego Tienszan, charakterystyczne są:
- silnie zniszczone skały,
- zrzuty lodowe,
- obfitość suchego puszystego śniegu. W związku z tym należało przygotować się do pokonania kamienistych odcinków skalnych i do dużej pracy lodowej i śnieżnej.
Pogoda w tym regionie nie jest zbyt stabilna. Często w drugiej połowie dnia pogoda psuje się i chmury otaczają wierzchołki Czon-Tarasu, Dankowa i pobliskie szczyty.
Na wysokości 4500–6000 m:
- jest dość zimno;
- silne wiatry wieją niemal stale.
Okresy względnie dobrej pogody występują w pierwszej połowie i w połowie sierpnia. Jednak w tym czasie w wielu miejscach odsłania się lód.
W okresie przygotowań uczestnicy dokonali wejść na szczyty:
- pik „Zenit” (5500 m)
- pik Kaliningrad (4740 m)
- pik Cander (5600 m)
- pik Dementiew (4500 m).
W wyniku tych wejść, zapoznania się z dostępnymi materiałami, obserwacji i badań planowanej trasy w najbliższej okolicy ustalono, że kluczowymi odcinkami wejścia po zachodniej ścianie na wierzchołek 5816 m są:
- Bezpośredni podjazd po tej ścianie.
- Przejście grani kontroforsa.
- Obchód i podjazd na żandarmy na grani przedwierzchołkowej.
- Zejście po stromym lodowo-śnieżnym ścianie na przełęczy do wierzchołka Cader. Został opracowany następujący plan wejścia:
- 1 dzień — obóz bazowy - nocleg na zielonej łące.
- 2 dzień — podjazd po morenie i lodospadzie.
- 3 dzień — wyjście spod ściany i przetarcie początku ściany.
- 4 dzień — przejście ściany z noclegiem na krawędzi kontroforsa, przetarcie dalszej trasy.
- 5 dzień — podjazd na wierzchołek - nocleg pod wierzchołkiem.
- 6 dzień — zejście po lodowo-śnieżnym stoku.
- 7 dzień — rezerwa na wypadek złej pogody. Przy tym starano się wykorzystać doświadczenie poprzednich wejść w tym regionie, w planowaniu dni zrobiono zapas czasu na złudność skal. Dla ułatwienia plecaków zrobiono zrzut zapasów pod wierzchołek Cander.
Co do sprzętu podjęto następujące decyzje:
- W związku ze zniszczeniem skał wszyscy muszą mieć hełmy i konieczne jest posiadanie haków do wbijania w szerokie szczeliny (kliny lodowe).
- Ponieważ na trasie jest dużo lodu i twardego firnu, wszyscy muszą mieć raki i pełen zestaw różnorodnych haków. Ponieważ haków lodowych planowano mieć dużą ilość, dla ich odciążenia brano haki wykonane z tytanu.
- Na wypadek utraty plecaka każdy rodzaj ładunku publicznego muszą nieść minimum 2 osoby.
Ponieważ trasa w większości będzie przebiegać po skalnej ścianie, to najwygodniejsza i najbezpieczniejsza grupa będzie liczyć 4 osoby.
W zespoach rozdzielono się w następujący sposób:
- Alibegaszwili L. i Ochrimenko S.
- Korolkow B. i Strikica N.
Bezpieczeństwo było zapewnione dzięki współpracy z grupą obserwacyjną pod kierownictwem Iwanowa W. (Żerdew W., Worobiow W., Kukuszkina S., Iwanow W.) i z grupą trawersującą naszej ekspedycji pod kierownictwem Korsuna A., która dokonała trawersu całego masywu wierzchołka 5816 m i leżących w tym grzbiecie wierzchołków. Łączność z tymi grupami utrzymywano za pomocą radia i rakiet.
1. Opis trasy
1 dzień. 9 sierpnia 1969 r.
9 sierpnia 1969 r. grupa alpinistów Mos DSO „Zenit” w składzie 4 osób wyszła z obozu bazowego pod wierzchołkiem Czon-Tarasu na wejście po zachodniej ścianie na wierzchołek 5816 m (pik Korolewa).
Poruszając się w górę wzdłuż ścieżki lewym (względem kierunku marszu) zboczem, po 4 godz. grupa dotarła do biwaku z zieloną łąką u lewego (względem kierunku marszu) zbocza między końcowymi morenami lodowca Iсследователей, idącego z przełęczy Chiny–ZSRR (K1). Pogoda już od kilku dni jest pogodna.
2 dzień. 10 sierpnia 1969 r.
Wyszliśmy z zielonej łąki o 6:45 i, trzymając się lewych (względem kierunku marszu) moren lodowca i lewego lodowcowego potoku, dotarliśmy po 3 godz. 45 min. pod wiszący lodowiec, idący z zachodnich zboczy wierzchołka 5816 m. Ten lodowiec schodzi trzema lodospadami spod ściany, przechodzącej w wierzchołkowy grzebień. To będzie ścieżka naszego dalszego marszrutu.
Zaczynamy podnosić się po stromym osypiskowym zboczu na środkowy otwarty lód pierwszego zrzutu lodowego.
Po czystym lodzie trzeba już iść w zespoach i, najlepiej, w rakach, ponieważ pierwszy zrzut jest przechodzony po stromym czystym lodowym czole z wbijaniem haków lodowych; boczne zbocza lodowcowego czoła przechodzą w zrzuty z licznymi szczelinami.
Dalej, zbaczając w prawo (względem kierunku marszu), przechodzimy pierwsze łagodne ramię i, trawersując z nabieraniem wysokości, prawą (względem kierunku marszu) lodową ścianę 50–60° drugiego zrzutu lodowego, przechodzimy na drugie. Następnie przecinamy zbocze w prawo z wyjściem na wąską zaśnieżoną półkę pod główną ścianą obranego przez nas marszrutu. Półka jest dość prosta. Po niej przechodzimy w prawo w poprzek całej ściany i wychodzimy na zaśnieżone ramię, które urywa się w dół ku trzeciemu stopniowi lodospadu. W lewo — główna ścianka, do której trzeba przeciąć jeszcze żleb i trawersować niewielką ściankę. Tu organizujemy drugi nocleg. Ramię pozwala postawić nawet dwa namioty, ale wcześniej trzeba wyciąć śnieg i lód. Wody nie ma.
Dwoje z nas zaczyna przygotowywać miejsce dla namiotu, druga para idzie na zwiad i przetarcie dalszej trasy. Tego dnia udało nam się przejść i zawiesić na lodowym żlebie i ścianie jeszcze trzy liny i już o zmierzchu zejść do miejsca noclegu. Tam jeszcze nie był postawiony namiot, ponieważ trzeba było wycinać dużo lodu z wrosłymi w niego kamieniami. Dalsi wchodzący muszą to uwzględnić.
Pogoda:
- Mroźna
- Bezchmurna
Postawiliśmy 1-szy kopiec.
4 dzień. 12 sierpnia 1969 r.
Wychodzimy z biwaku o 8:00. Po zawieszonych linach trawersujemy niewielką ściankę i żleb, podchodzimy do półki, na której kończy się idący w lewo lodowy żleb. Dalej od niej przechodzi inny głęboki lodowy żleb z płynącym strumieniem, idący aż do samego lodowca. Z zaśnieżonej półki w lewo w górę po bardzo stromym lodowym żlebie (w rakach) przechodzimy do jego najwęższego i najbardziej pionowego odcinka, następnie, zdejmując je, po lewej ścianie żlebu, stanowiącej bardzo trudną pionową ściankę z drobnymi krystalicznymi piramidkami skały, wznosimy się na krótki grzebień, idący w prawo ku głównemu miejscu ściany.
Dalej po grzebieniu podchodzimy pod pierwszy kluczowy odcinek głównej ściany. Tu kończyły się zawieszone przez nas liny. Pierwszy zakłada buty trekkingowe, i dalej wszyscy idą bez plecaków.
Trzeba zauważyć, że do tego momentu i później skały składają się, jak już wspomniano, z ostrych kryształków. Ramię lodospadu.
Przecinamy cały lodowiec w lewo i wychodzimy pod lewe ściany, idące z dolnej części głównego grzebienia wierzchołka 5816 m. Tu lodowiec jest zamknięty i niebezpieczny, trzeba przejść kilka razy zamknięte szczeliny.
Podjazd pod lewe ściany przechodzi po:
- niezbyt stromym 20–30° śnieżno-lodowym stoku
- skalnej ścianie długości 10–15 m
Dalej wzdłuż ściany po śnieżnej półce przecinamy już w prawo górną część trzeciego zrzutu lodowego i wchodzimy pod gardziel żlebu, idącego w lewo od obranego przez nas kierunku.
Tu, w kotle, pod przewieszonym skalnym występem, urządzamy dobry nocleg. Jest w odległości czterdziestu metrów woda, idąca po ścianie. Pogoda w ciągu całego dnia jest bezchmurna.
Stąd dobrze widać nasz dalszy marszrut. Widać jeszcze jeden wariant ścieżki:
- prosto po śnieżno-lodowym stoku
- lodowym żlebie na grzebień, idący ku wierzchołkowi
Grzebień, podobnie jak i na naszym marszrucie, podchodzi pod ścianę. Marszrut także logiczny i nieco prostszy od naszego. Ale nasz wychodzi na grzebień bliżej wierzchołka, dlatego przy przygotowaniach do wejścia zdecydowaliśmy się na niego.
3 dzień. 11 sierpnia 1969 r.
Wyjście o 7:00. Po śnieżno-lodowym żlebie w rakach wychodzimy na górny stromy stok. Dalej po niewielkich skalnych wyspach i lodowych ściankach podchodzimy do środkowej części stoku.
Skalne wyspy stanowią z daleka wyglądem zlizane baranie łby. W pobliżu jednak struktura kamienia jest drobnokrystaliczna, ostre piramidki wysokości 2–3 cm. Silnie się kruszą, szczeliny są bardzo cienkie. Trudno znaleźć szczeliny nawet pod płatkowy hak.
Cechy wspinania się po takich odcinkach:
- Trudne wspinanie się z powodu drobnych uchwytów i ostrości krawędzi piramidek;
- Ręce szybko zaczynają krwawić;
- Prawie nie czuć bólu,
- a w rękawicach iść trudno z powodu drobnych uchwytów i oparć.
Charakterystyczne odcinki marszrutu wejścia po zachodniej ścianie na 5816 m.
2–3 cm, które się kruszą. Dla asekuracji używaliśmy dużych bloków, obtłukując jego ostre krawędzie i starając się znaleźć szersze szczeliny, aby wetknąć duralowe kliny lub haki lodowe. Chcemy od razu zwrócić uwagę, że może być łatwiej organizować asekurację na hakach szlamburowych. Haki płatkowe trzeba było wbijać bardziej pewnie z 3–4 prób. Tak więc na organizację i wybór miejsca asekuracji trzeba poświęcać dużo uwagi i czasu. To też muszą uwzględnić dalsi wchodzący.
W kierunku w lewo na jedną linę wychodzimy po ścianie pod jasno widoczny jedyny wewnętrzny kąt na tym odcinku ściany. Na występach skał dużo luźno leżących kamieni. Tu jest niewielki plac dla jednej osoby, są szczeliny dla asekuracji.
Wewnętrzny kąt stanowi pion, jak się okazało później, z trzema ujemnymi występami (widoczny z placu tylko jeden).
Dalej ściana wychodzi w żleb, który schodzi po ścianie z prawej strony (względem kierunku marszu). Marszrut jest pionowy i logiczny, z niego trudno się oderwać w prawo lub w lewo (tam jest gorzej i trudniej).
Cechy przejścia:
- Trzeba użyć drabinek i haków szlamburowych.
- To kluczowy odcinek długości ponad dwóch lin po 40 m.
- Plecaki wyciągamy w dwóch etapach.
- Następnym również trzeba pomagać się wspinać dla skrócenia czasu.
Dalsza droga w 4 linach skalno-lodowego żlebu. Żleb składa się z pionowych odcinków z konikami lodu naciekowego w 10–15 m, sopli i bardziej łagodnych półek. Zakończenie jego widać na tle nieba.
W żlebie są:
- miejsca ze szczelinami dla asekuracji;
- miejsca z dobrym lodem dla haków lodowych (najlepiej, wkrętnych).
W górnej części tego żlebu leży dziesięciometrowy śnieżny pas. Żleb wychodzi na grzebień kontroforsa.
W połowie żlebu po półtorej lub dwóch linach widać, wydawałoby się, wygodną ścieżkę w miniętym żlebie. Dalej ona wychodzi w inny, bardziej niebezpieczny żleb, tam lecą kamienie z położonej wyżej ściany. Tą ścieżką po prostu nie należy iść.
W naszym zaś żlebie niebezpieczeństwo stanowią kamienie, zrzucane przez idących z przodu, trzeba na nie uważać i być bardzo czujnym wobec liny, żeby jej nie przecięło.
Na grzebieniu kontroforsa urządzamy nocleg. Jest:
- z lewej strony grzebienia płyta, na niej można postawić jeden namiot, wyłożywszy na krawędziach płyty kamienie, spojone śniegiem;
- wody nie ma, jest śnieg;
- wyżej w odległości siedemdziesięciu metrów — półka, na której zmieszczą się siedząc 4 osoby. Tu zostawiliśmy drugi kopiec.
Dalsza droga po grzebieniu kontroforsa w lewo, ale zaraz od noclegu stoją dwa palce (żandarmy). To, jak uważamy, drugi kluczowy odcinek.
Żandarmy-palcowate skały w kształcie cukrowych głów z pionowymi ścianami, stoją jeden nad drugim:
- z lewej strony — zrzut lodowy;
- z prawej (względem kierunku marszu) — ściana, schodząca w dół; co jest na dole na ścianie, nie widać.
Tego dnia zdołaliśmy przetrzeć i zawiesić linę na pierwszym palcu. Uchwyty są drobne, ostre piramidki jak w poprzednich miejscach, szczelin nie ma. Używaliśmy szlamburów.
Palce, jak i dalszy grzebień kontroforsa, przechodziliśmy w butach trekkingowych. Wspinaczka jest bardzo trudna, i niebezpieczna. Ostatni uczestnik już wyraźnie zobaczył dwie krwawe smugi od naszych rąk. Ręce silnie krwawiły, ale w momencie przejścia tych żandarmów bólu nie czuliśmy.
Pogoda jest bezchmurna przez cały dzień.
5 dzień. 13 sierpnia 1969 r.
Wyszliśmy na marszrut o 9:00. Pogoda jest bezchmurna, ale silny wiatr, zimno. Po przejściu palców z wyciągiem plecaków w dwóch etapach stał się widoczny dalszy kierunek po ostrym, stromym 60–70° grzebieniu kontroforsa. Ale tu są za to dobre szczeliny i występy.
Grzebień podchodzi pod ścianę, którą omijamy trawersem z lewej strony. Przechodzić trzeba przy tym początek dwóch lodowych żlebów i wychodzić pod śnieżno-lodowy stok o nachyleniu 40–50°, wychodzący na główny wierzchołkowy grzebień pod żandarmem.
Wybierając śnieżne odcinki, wznosimy się po tym stoku. Idziemy w rakach. Asekuracja przez haki lodowe, śnieg jest gęsty. Wychodzimy na grzebień pod żandarmem. Tu zaczyna się trzeci kluczowy odcinek — jeden z najtrudniejszych.
W tym miejscu znaleźliśmy ogromną żyłę z czerwonymi i różowymi kryształami kalcytu. Obchodzimy żandarma z lewej strony po ścianie. Ściana składa się z zasypanych śniegiem półek, na tej stronie stoku śnieg jest sypki, i każdą półkę lub występ trzeba oczyścić. Wieje silny wiatr górny. Silny mróz daje się we znaki.
Asekuracja jest hakowa, szczeliny są dobre i skały już są monolityczne, z dużymi blokami. Dalej już cały grzebień składa się z dobrych monolitycznych skał.
Po żandarmie ścieżka prowadzi po zwykłym prostym śnieżno-skalnym szerokim grzebieniu. Tu jest dużo miejsc na noclegi. Nawiązujemy łączność z obserwatorami obozu bazowego. Dostajemy radiogram o nadciągającej niepogodzie. Decydujemy się kontynuować wejście i tego samego dnia zjechać.
Następny żandarm omijamy również z lewej strony po stromym lodowo-firnowym żlebie o nachyleniu około 70°. Przechodzimy w rakach, asekurację organizujemy za pomocą wkrętnych haków lodowych. Za żandarmem śnieżny grzebień długości czterech lin wyprowadza na wierzchołek.
Wierzchołek — śnieżny nawiew z karnizem na stronę wschodnią. W dole widzimy poprzednią grupę, schodzącą na nocleg. Wierzchołkowy kopiec znajdujemy poniżej wierzchołka o jedną linę na skalnych wychodniach. Pogoda zaczyna się psuć, nad wierzchołkiem idą chmury, w prześwitach — słońce. Wicher z podmuchami, przy których jest trudno iść. Trzeba te poduchy przeczekać. Mróz silny.
Poprzednia grupa pierwszych wchodzących-trawersantów proponuje w notatce daną bezimienną wierzchołkę 5816 m nazywać pikiem Korolewa. My również popieramy ich propozycję, by tę wierzchołkę na przyszłość nazywać na cześć konstruktora rakietowych statków.
Zejście z piku Korolewa z powrotem na jedną linę i dalej w prawo.
Odcinek zejścia przez wierzchołek Cander.
W prawo (względem kierunku marszu) po ostrym śnieżnym grzebieniu, idącym na wschód. Nie dochodząc skalnych wychodni na tym grzebieniu, po trzech-czterech linach zaczynamy schodzić w prawo po stromym lodowo-firnowym ścianie 50–70° pionowo w dół, na przełączkę między tą ścianą a żebrem, idącym ku następnej dwuwierzchołkowej wierzchołce tego grzebienia — piku Cander. Ścianę tę przechodzimy na hakach lodowych i rakach. Okazała się ona długości 24 lin. Na zejściu rozgrzaliśmy się. Widoczne są ślady poprzedniej grupy. Późnym wieczorem zeszliśmy do ich namiotów.
6 dzień. 14 sierpnia 1969 r.
Wyjście o 10:00. Dalsza droga po przełączce ku wierzchołkowi Cander.
Podjazd:
- Po śnieżnym stromym szerokim żebrze na główny wierzchołek;
- Po zapadlisku — na południowy wierzchołek;
- Dalej po skalnym grzebieniu, trzymając się lewej (względem kierunku marszu) strony, zejście po trasie 4B kat. s. do przełączki między pikiem Cander i następną w grzebieniu wierzchołką.
Zejście:
- Żebro z dobrymi skałami, dużo występów.
- Na zejściu z wierzchołka Cander trzeba organizować w trzech miejscach zejście siedząc na linach (ściany 30–35 m).
- Ostatnią linę do przełączki wygodniej schodzić po śnieżnej ścianie i żlebie sportowo. Do tego można zostawiać pętle.
Przełączka:
- Stanowi dość dobry płaskowyż ze średnim nachyleniem 25–30° w stronę lodowca Iсследователей, idącego z przełęczy Chiny–ZSRR;
- Z przełączki zejście w prawo do widocznego lodowca Iсследователей;
- Na tej przełączce u nas była zrzutka zapasów;
- Można się rozewrzeć.
Dalej:
- Po lodowcu z prawej strony (względem kierunku marszu) w dół ku zielonej łące;
- Cały masyw piku Korolewa pozostaje z prawej strony względem kierunku marszu;
- Od przełączki do zielonej łąki — 5–6 godz. marszu;
- Na zielonej łące byliśmy już o zmierzchu.
Następnego, 7 dnia 15 sierpnia 1969 r. obie grupy zeszły do obozu bazowego o 10:00.
Komentarze
Zaloguj się, aby zostawić komentarz