Trawers pik Karниз (2Б kategoria)
Z obozu, położonego pośrodku równego, żwirowego płaskowyżu górnego współczesnego podnóża erozji lodowców Issledowateley i Czon-Turasy (odczyt wysokościomierza 3500 m), kierujemy się ku stromemu muru pik Skala, do miejsca, gdzie te lodowce prawie łączą się ze sobą. Na płaskowyżu łatwo przeskakujemy przez kilka drobnych potoków (wczesnym rankiem i przy niskiej temperaturze mogą nie być widoczne) i zaczynamy wspinaczkę po ostatnim przed morenami strumieniu — ten strumień przez dłuższy czas płynie we właściwym kierunku.
Z obu stron pozostają:
- chaotyczne nagromadzenia moren (o wysokości do 30–40 m);
- zamknięte jeziorka o bardzo różnych kształtach, rozmiarach i barwach;
- ogromne głazy martwego lodu, wystające spod moren swymi lodowymi bokami.
Miejscami martwy lód jest odsłonięty, wspinaczka po nim jest niewygodna, a często wręcz niemożliwa: obuty w buty ze sztywnymi podeszwami ślizgamy się razem z drobnym żwirem, trudne jest też wyrąbywanie stopni — lodołaz uderza w kamyki, a z góry co chwila zsuwają się duże kamienie. Podczas rekonesansu 15 m z tyłu za nami zszedł niewielki potok błotny; średnica kamieni w strumieniu sięgała 1 m.
Z prawej strony pozostaje 50-metrowy jęzor lodowca Czon-Turasy. Podążamy wzdłuż strumienia aż do miejsca, gdzie znika on w kamieniach, tu zawracamy w prawo, wspinamy się na grzbiet i przemieszczamy się po nim przez około 200 m. Następnie obchodzimy z lewej strony jezioro polodowcowe (jak się wydaje, jest ono otoczone jęzorem lodowca i martwym lodem). Jezioro jest ze wszystkich stron otoczone lodem i wpadnięcie do niego uniemożliwiłoby wydostanie się bez pomocy z zewnątrz. Takich jezior w pobliżu jęzora jest wiele.
Wychodząc bezpośrednio spod ściany pika Skala (do ściany 20–30 m), zaczynamy wspinaczkę wzdłuż niej: przemieszczamy się pomiędzy morenami lodowca a niewielkim śnieżno-lodowym zboczem u ściany, powstałym ze śnieżnych lawin. Na samym początku ponad 50 m idziemy po lodowym stoku — tu wyrąbujemy kilka stopni, następnie poruszamy się po śladach po ich upadku, których nie zaobserwowano. Stopniowo powierzchniowa morena znika i wychodzimy na czysty, łagodny i równy lód.
Z prawej strony, pośrodku lodowca, ciągnie się lodowy pagórek. Przechodzimy na niego (stąd widoczny jest pik Karниз), a następnie, kiedy staje się on bardziej płaski, zaczynamy podążać w prawo ku miejscu, gdzie lodowce pierwszego i drugiego małego kotła lodowcowego łączą się z lodowcem Czon-Turasy. Miejsce to jest widoczne dzięki stromemu, falistemu załamaniu lodu (rozciągłość wzdłuż lodowca) o wysokości w niskiej części 15–20 m. Załamanie staje się stopniowo coraz bardziej strome, po obu jego stronach pojawiają się częste, szerokie szczeliny. Osiągając miejsce, z którego staje się widoczny drugi mały kocioł, skręcamy o 90° w prawo, przechodzimy 100 m pomiędzy dwiema dwumetrowymi szczelinami w kierunku kamieni moreny powierzchniowej. Na środku moreny skręcamy w lewo o 90° i ponownie ruszamy w górę, aż staje się widoczna północno-wschodnia ściana pierwszego małego kotła i cały lodowiec drugiego małego kotła. Usuwamy świeży śnieg z kamieni i urządzamy na nich pierwszy postój. Przejście, wykonane w szybkim tempie, zajęło 2 godz 30 min. Odczyt wysokościomierza — 4070 m.
Z miejsca postoju dobrze widać cały lodowiec Czon-Turasy i otaczające go wierzchołki. Bezpośrednio przed nami znajdują się ściany pików Bolszoj Grebeń i Noldowa. Weszło słońce i z ich stromych, tysiącmetrowych ścian zaczęły się huśtać kamienie. Powietrze jest tak czyste, że wierzchołki wydają się 2–3 razy bliższe niż w rzeczywistości. Szczególnie piękny jest pik Biała Trapezja.
Drugi mały kocioł pokryty jest świeżym śniegiem. Pośrodku niego widoczne jest załamanie — koniec niecki lodowcowej. Zbocza kotła:
- lewe i tylne (południowe i zachodnie) — pokryte są stromym, zbitym śniegiem i lodem;
- prawe (północne) — usypiskowe, w górnej części znajdują się rozdzielone skalne wyjścia.
Cały pik jest zasypany śniegiem o miąższości 20–50 cm. Grzbiet kotła:
- od południa i zachodu (gdzie znajduje się przełęcz w doliny Dżurek i Kiczinja-Turasy) — w ogromnych nawieszonych płatach śniegu;
- od północy — skalisty.
Wierzchołek pika Karниз stąd nie jest widoczny — zasłania go pik Proppeler.
Postanawiamy przed podejściem nie wiązać się liną, ponieważ lodowiec jest łagodny i równy.
Nie przechodzimy więcej niż 100 m, kiedy idący jako pierwszy Wergilesow wpada głęboko w śnieg. Wymacując lodołazem wokół siebie śnieg, upewnia się, że wszędzie lodołaz zapada się w śnieg aż po rękojeść. Co to — ogromna zaspana szczelina?
Ostateczne zakłopotanie: Czaszow, robiąc krok do przodu, okazuje się być dokładnie w takiej samej sytuacji.
Nie ruszając się z miejsca, wiążemy się i dopiero po wykonaniu kilku kroków do przodu dochodzimy do wniosku — to tylko gruba warstwa świeżego, lecz już mocno zbitego śniegu.
Wspinaczka staje się umiarkowanie stroma, lodołaz zazwyczaj nie sięga do lodu — nie można się na nim oprzeć, szczeliny zupełnie nie dają się wyczuć; idący przodem wpada w śnieg na 70–80 cm. Drugi idzie z plecakem i również wpada. W czasie wspinaczki aż do załamania idący jako drugi trzy razy wpada w wypełnione śniegiem wąskie (do 0,5 m) szczeliny. Na załamaniu urządzamy drugi postój.
Pomimo niskiej temperatury, cierpimy od gorąca — obecnie znajdujemy się w centrum uwagi kotła, odczuwamy lodowcowe zmęczenie. Słońce już mocno przygrzało północne zbocze kotła: z góry zaczęły staczać się niewielkie śnieżne kulki — pierwsze wieści o śnieżnych lawinach. Po przedyskutowaniu sytuacji dochodzimy do wniosku, że pomimo tego zbocze jest całkowicie przejezdne.
- Przez osiadły śnieg co 1–2 m wystają kamienie;
- w związku z tym lawiny mogą powstać tylko w niewidocznej części zbocza powyżej skalnych wyjść.
Niemal nie odpozywając, zaczynamy wspinaczkę pionowo w górę ku dużemu i mocno zniszczonemu skalnemu występowi. Stromość zbocza wynosi 40°. Ostatnią część wspinaczki po nieskomplikowanych, mocno zaśnieżonych zboczach przechodzimy ze zmienną ubezpieczaniem.
Wychodząc na grzbiet, postanawiamy odpocząć — wspinaczka z lodowca na grzbiet trwała bez przerwy 2 godz 30 min; wysokościomierz wskazuje 4550 m. Taką samą wysokość ma przełęcz w zachodniej ścianie kotła. Około 100 m przechodzimy wzdłuż grzbietu kotła, a następnie skręcamy ku wierzchołkowi pika Karниз — do niego jest nie więcej niż 150 m.
Wierzchołek reprezentuje sobą ogromną śnieżną kopułę, od której praktycznie pośrodku — jest odcięta prawa (wschodnia) część. Nie dochodząc do wierzchołka kopuły 5–6 m, decydujemy się ustalić wielkość nawisów śnieżnych (określenie wielkości nawisu wchodziło w program obserwacji naukowych).
Czaszow, poprzez wbity w gęsty firn aż po głowicę lodołaz, organizuje asekurację, a Wergilesow:
- najpierw idzie;
- następnie czołga się ku krawędzi.
Jego lodołaz zanurza się w firnie na 20–30 cm. Do krawędzi jest 1 m. Lekkimi uderzeniami w nawieś śnieżny wybija się "rowek". Spojrzenie w dół — i Wergilesow z niezrozumiałym okrzykiem szybko odpełza z powrotem: poniżej 30–40 m "pustki"!
Wychodząc z tego, można przyjąć, że:
- wysunięcie nawisów śnieżnych wynosi 30–35 m;
- przy długości 200 m.
Widok z wierzchołka jest wspaniały — widać prawie cały grzbiet Kok-Szaan-Tau. Wyżej pika (w pobliżu) znajduje się sześć wierzchołków:
- pik 5816;
- pik Bolszaja Trapezja;
- pik Czon-Tura;
- pik Noldowa;
- Bolszoj Grebeń;
- wcześniej niewidoczny z doliny Czon-Turasy czarny pik w kształcie stromego, ściętego ostrosłupa — pik Dankowa.
Na wierzchołku przebywaliśmy ponad godzinę — dobra widoczność pozwalała na wykonanie okrągłych nacięć wierzchołków i szkiców najbardziej charakterystycznych z nich. Wysokość pika według wysokościomierza 4620 m. Kopiec budujemy 150 m od wierzchołka u grzbietu kotła.
Zjazd odbywa się do starego kotła lodowcowego pomiędzy wierzchołkami pika Proppeler, Karниз, Uzlowaja i Szarona.
Wychodzimy na NNE grzbiet i zaczynamy przemieszczanie się w kierunku wierzchołka Uzlowaja, z lewej strony grzbiet na początku jest łagodny (do 25°), z prawej — stumetrowych skalnych urwisk. Obchodzimy ogromny czarny słup-skałę resztkowec: przy dziesięciometrowej wysokości jego grubość wynosi nie więcej niż 1,5 m. Przeszedłszy jeszcze tyle samo, znajdujemy miejsce dla zjazdu, prawdopodobnie jedyne odpowiednie — dalej zaczyna się ostry grzbiet wierzchołka Uzlowaja. Zjeżdżamy na dwóch linach w dół, następnie po wąskiej półce uchodzimy w lewo i po kolejnych dwóch linach okazuje się, że jesteśmy na mocno zlodowaciałej, pokrytej niegłębokim śniegiem osypiskowej. Ta skalista sekcja, mająca średnią stromość około 60°, była przechodzona z dokładnym ubezpieczaniem poprzez półki. Szybko zjeżdżamy po osypisku do skalnego uskoku. Bardzo strome skały uskoku są rozszczepione na cienkie, drobne płytki i łatwo ulegają zniszczeniu rękami, w związku z tym obchodzimy uskok z prawej strony i zaczynamy zjazd pomiędzy skałami a całkowicie zlodowaciałym zboczem, pokrytym grubą warstwą śniegu. Całkowita wysokość uskoku wynosi nie więcej niż 40–50 m, jednak ze względu na trudność organizacji niezawodnego ubezpieczenia zjeżdżać trzeba małymi odcinkami (5–8 m) od półki do półki. Ubezpieczanie było realizowane głównie poprzez ramię i pas biodrowy.
Dalszy zjazd odbywa się po drobnym (miejscami średnim) osypisku. Kocioł stopniowo się zwęża do 100 m. Po jego środku garbem ciągnie się czarna łupkowa morena, z lewej — rwący potok.
Tu po 1 godz 40 min zjazdu urządzamy postój i szkicujemy drogę zjazdu. Stąd dobrze widać nawisy śnieżne pika i cały grzbiet z czarnym słupem-skałą resztkowcem. Grzbiet ku kotłowi opada stromymi (czasem pionowymi) skałami, niżej skał aż do samego dołu — ledwo pokryte śniegiem osypiska.
Na połowie wysokości zbocze przecinają cztery skalne wyjścia; zjeżdżaliśmy z południowej strony czwartego (licząc od południa na północ). Morena, na której się zatrzymaliśmy, stromo opada na linii ścian kotła lodowca Czon-Turasy, tak że zjechawszy z niej, natychmiast trafiamy do wgłębienia pomiędzy lodowcem Czon-Turasy a ścianami odgałęzień, otaczających kocioł od zachodu wierzchołków. Wzdłuż niej kontynuujemy drogę w dół wzdłuż potoku.
Jednak zjazd z tej strony jest mniej wygodny:
- raz po raz trzeba przechodzić po kamieniach przez potok;
- wchodzić na moreny;
- obchodzić zapadliska i jeziora.
Bardziej słuszne byłoby od razu przeciąć lodowiec i zjeżdżać drogą podjazdu. Kiedy potok znika w morenach, skręcamy w prawo ku obozowi. Obchodząc dwa duże lodowe jeziora, wychodzimy na wysoki jęzor lodowca. Jest on pokryty cienką warstwą żwiru — szybko zjeżdżamy po nim, następnie przecinamy kilka łuków moren i ponownie okazuje się, że jesteśmy na płaskim płaskowyżu obozu.
Całe wejście zostało wykonane w ciągu 11 godz, z czego:
- podjazd zajął 6 godz;
- zjazd — 4 godz.
Wysokość wierzchołka 4620 m, wysokość obozu 3500 m.
Komentarze
Zaloguj się, aby zostawić komentarz