16
Wspinaczka na pik Drużba północno-zachodnim grzbietem
(3A kat. sł.)
O godz. 5:00 rano wyruszamy z obozu położonego nad l. Ototasz u podnóża pika Trezubiec. Podejście odbywa się po niezbyt stromym lodowcu zasypanym głębokim śniegiem. Z wierzchu śnieg pokryty jest skorupą lodu. Prawie na całej drodze nawis pod ciężarem człowieka zapada się i nogi zapadają się w śniegu po kolana. Poruszamy się w odległości 100–200 m od ścian Trezubca, stopniowo skręcając w prawo.
Po 1 godz. 30 min marszu mijamy kilka szerokich, całkowicie zasypanych śniegiem szczelin. Po kolejnych 30 min wychodzimy na przeł. K-3.
Charakterystyka przełęczy:
- Łagodny, zaśnieżony lodowiec łagodnie wznosi się w górę i równie łagodnie opada ku południowi.
- Na przełęczy nie ma ani jednej szczeliny.
- Po obu stronach lodowca znajdują się pionowe skały.
- Ze szczytu Trezubca schodzi stromy, wydający się pionowym, lodowiec. On również pozbawiony jest szczelin.
- Z południowej strony ciągnie się szereg wierzchołków, które na całej długości opadają ku lodowcowi pionową ścianą.
- W mglistej dali — piaszczyste pustynie i szczyty Karakorum...
Przełęcz jest bardzo symboliczna (zresztą, podobnie jak i wierzchołek). Nie możemy odmówić sobie przyjemności spaceru wzdłuż przełęczy, tak że jedna noga znajduje się w Chinach, a druga — w ZSRR. Chociaż to pobyt „za granicą” jest symboliczny, a nie prawdziwy, to i tak potem można powiedzieć: „Byłem w Chinach”.
Podejście na wierzchołek Drużba prowadzi obok wierzchołka Posrednia — znajdują się one na jednym grzbiecie. Ten grzbiet jest również granicznym. Grzbiet przełęczy, pozostając „w przekroju” łagodnym, stopniowo nabiera stromości i łączy się z grzbietem wierzchołka. Z prawej strony podchodzi pasmo stromych skał, które stopniowo wchodzi w przedwierzchołkowy grzbiet. Przedwierzchołkowy grzbiet w tym miejscu (tj. na wschód) przechodzi w przełączkę między lodowcami Ototasz i Nalivkina. Najbliższa nam jego część reprezentuje lodową ścianę. Środkowa część ściany jest lodowa, o nachyleniu około 70°. Część jej — 20–30 m — pokryta jest bardzo cienką warstwą śniegu.
Na początku wychodzimy na stromy śnieżnik. Wchodzimy na niego prosto „w лоб”. Trawers w prawo nieco szybciej wyprowadziłby nas na skały, ale za to prawie wykluczałoby to zagrożenie lawinowe.
Pogoda okazała się doskonała. Rano temperatura była tylko nieco poniżej zera. Całe podejście aż do przełęczy odbywało się na słońcu. Obecnie, kiedy wysokość przekroczyła 5400 m, temperatura spadła do minus 15°, a z wyjściem na skały trafiliśmy w pasmo cienia. U podnóża skał natknęliśmy się na dwudziestometrową warstwę lodu. Dolna część jego pokryta jest głębokim śniegiem. Wiążemy się w zespoły (dalsze wspinanie i zejście odbywały się w zespołach).
Skały o nachyleniu około 50°, ale na poszczególnych odcinkach stromość nie wzrasta. Wyrąbujemy stopnie w lodzie — podchodzimy do skał. Ten odcinek został pokonany w ciągu 30 min. Wyjście na skały nie przyniosło ulgi. Silnie utrudnia ruch cienka skorupa lodu, która pokryła skały niczym pancerzem. Nie udaje się dostrzec żadnych rys dla haków, wystarczających fragmentów czystego lodu dla wbicia lodowych haków również nie ma. Za to ogólna budowa skał jest wygodna dla asekuracji przez występ. Tylko w dwóch-trzech miejscach używano asekuracji przez biodro i ramię. Bardzo zimno. Dwukrotnie Ponomariowej oraz po razie Czasowowi i Iwanowej ścierają nogi. Jednak przyśpieszyć ruchu nie ma możliwości. Ręce marzną, nogi ślizgają się. Asekurujący jest w ciągłym napięciu nerwowym, jak ośnieżone skały niebezpieczne nawet na łagodnych odcinkach.
Po 1 godz. iść stało się łatwiej. Stromość skał zmniejszyła się, pojawiły się fragmenty zwartego śniegu. Przez 20 min w ogóle zrezygnowaliśmy z naprzemiennej asekuracji, ponieważ wyszliśmy na łagodny odcinek wierzchołkowego grzbietu.
Kontynuujemy ruch wzdłuż grzbietu. Do wierzchołka Posrednia — całkiem blisko. Bezpośrednio na wierzchołku tkwią pionowo pojedyncze skalne bryły, przypominające pęk piór. Wierzchołek jest dobrze widoczny ze wszystkich lodowców.
Ruch kontynuujemy wzdłuż grzbietu. Grzbiet jest śnieżny, łagodny, z niewielkim spadkiem w prawo. Mimo oślepiającego słońca, bardzo zimno; temperatura około 15° mrozu. Szczególnie marzniemy przy porywach wiatru: drobne kryształki lodu wbijały się w twarz. W szybkim tempie docieramy do pika „Posriednij” i tutaj wśród skał urządzamy postój. Z kopca wyjmujemy notatkę grupy A. Sokołowej z 17 sierpnia 1958 r.
Po nieznacznym zejściu rozpoczynamy podejście na pik „Drużba”. Po 100–150 m marszu po głębokim śniegu zaczyna rysować się grzbiet. Na początku jego szerokość wynosi ponad 10 m. Stopniowo grzbiet zwęża się i jednocześnie staje się stromszy.
Kilka razy schodzimy z grzbietu w prawo: po wschodniej stronie pojawiają się nawisy. Tutaj jest znacznie stromiej, ale bezpieczniej.
Grzbiet coraz bardziej się zwęża. Jednocześnie coraz częściej po lewej pojawiają się nawisy, aż w końcu przechodzi w ostrze o nachyleniu około 35°. Schodzimy w prawo na kilka metrów poniżej stoku. To nieznaczne zejście prowadzi do tego, że teraz musimy już trawersować pięćdziesięciostopniowy śnieżno-lodowy stok. Przez 30 metrów poruszamy się ze wzajemną asekuracją przez czekan. Jednak równość, duża stromość stoku i głęboki śnieg (od czasu opadów śniegu minęło 3 dni) są oznakami lawiniowości stoku. Dlatego przechodzimy na asekurację hakową. Przez 2 haki stromość stoku osiąga 60°. Podstawową trudność stanowi odkopywanie praktycznie w метровym śniegu jamy wystarczającej do wyrąbania półki. Po piątym haku docieramy do przedwierzchołkowego wzniesienia. Stromość stoku zwiększa się i osiąga 70°. Na wzniesienie wchodzimy „w лоб”. 7 hak już wbiliśmy na wierzchołku. Pięćsetmetrowej odległości od Posriedniego pionierek pokonała w ciągu 4 godz.
Wierzchołek piku reprezentuje sobą niewielki, niemal poziomy płaskowyż, pokryty lodem. Mieszczą się na nim w czwórkę z trudem. Z trzech stron — siedemdziesięciostopniowe stoki, z czwartej — kontynuacja grzbietu. Po 30–40 m od wierzchołka, nieco poniżej niego, wystają pojedyncze skalne iglice, następnie skalny grzbiet gwałtownie urywa się.
Mimo całkowitego bezchmurnego nieba, bardzo zimno. Ręce przymarzają do aparatów fotograficznych i kompasów. Szybko fotografujemy, robimy pomiary i szkicujemy panoramę na 360°. To pierwsze wejście z okrągłym widokiem — dokładnie to, do czego zawsze dążyliśmy.
Po krótkiej naradzie decydujemy nazwać zdobyty wierzchołek pikiem „Drużba”. Notatkę o pierwowspinaczce umieszczamy wśród skał na końcu grzbietu.
Ruch w dół jest znacznie szybszy — śnieżna ścieżka i przygotowane miejsca asekuracji pozwoliły zjechać do Posriedniej w ciągu 1 godz. Dalsza droga jest jeszcze prostsza. Zszedłszy do skał, zmieniamy trasę dalszego ruchu: nie skręcając na skalny grzbiet, kontynuujemy marsz wzdłuż grzbietu ku lodowej przełączce. Grzbiet o szerokości 2–4 m, ale skalny. Skały twarde, chropowate. Szybko docieramy do lodowej ścianki, z której mamy zamiar zjechać.
Próbujemy zjechać w zespole na rakach, ale dochodzimy do wniosku, że w tym celu trzeba rąbać stopnie. Decydujemy się zrealizować plan, który wymyśliliśmy już podczas podejścia: zjechać tak daleko, jak to możliwe, w dół stoku aż do najbardziej stromego fragmentu, a następnie zjechać po lodzie do głębokiego sypkiego śniegu na łagodnej części stoku. Pierwszy zespół błyskotliwie zrealizował ten plan. Przeleciawszy 7–10 metrów, zespół wpadł w głęboki śnieg i zatrzymał się. Zaraz potem zespół ruszył dalej na 50 m, torując drogę drugiemu zespołowi. Poruszać się było niełatwo — trzeba było robić метровą ścieżkę. W tym czasie drugi zespół zszedł 10 m niżej od miejsca zeskoku tamtego zespołu, rozwiązał się i owinął linę. Czasow i Ponomariowa prawie jednocześnie podeszli do krawędzi stoku. Rozległ się suchy, charakterystyczny trzask, i stok pod ich stopami drgnął. To była lawina. Oderwała się cała masa śniegu, leżąca na lodzie: została podcięta przez wczorajszych wspinaczy i pierwszy zespół. Przednia fala lawiny szybko zjechała z lodu w dół i kontynuowała jeszcze ruch przez bezwładność po łagodnym stoku (o nachyleniu około 15°). Część śniegu za przednim wałem również kontynuowała ruch.
Czasow szybko się zatrzymał, przeleciawszy w sumie tylko 50 m dalej od miejsca upadku pierwszego zespołu. Ponomariowa natomiast straciła kontrolę. Zamiast rozłożyć się płasko, zwinęła się w kłębek i łatwo potoczyła się do przodu. Kontynuowała jazdę i wtedy, gdy cała lawina już się zatrzymała... Być może, przejechała poniżej załamania stoku o 100 m.
Podbiegłszy do niej, nie mogliśmy powstrzymać śmiechu, tak komiczna była ta oblodzona śniegiem postać. Miękki śnieg wszędzie przedostał się: i pod kurtkę sztormową, i nawet do skarpet. Wydawało się, że ona nie tyle wpadła w lawinę, co raczej zanurkowała w wodzie.
Dalsza droga jest prosta i dobrze znana; ślady są dobrze zachowane. Schodzimy w dół niemal biegiem. W obozie spotkano nas pytaniem: „Nu, jak nazwaliście wierzchołek?” Odpowiedzieliśmy, że nazwaliśmy go „Drużba”.
Wspinaczka zajęła jeden dzień. Na trasie (podczas podejścia) wbito jeden skalny i 7 lodowych haków, podczas schodzenia — 6 lodowych. Wysokość wierzchołka (orientacyjnie) 5300 m.
Komentarze
Zaloguj się, aby zostawić komentarz