Opis pierwszego wejścia na szczyt Kara-Tau południowo-zachodnim granią

Pasmo Zailijski Ala-Too.

Zwieńczone wieчными śniegami ciągnie się w kierunku równoleżnikowym na odległość ponad 200 km. W centralnej części przybiera kierunek zbliżony do południkowego i w potężnym trapezie Talgarze osiąga wysokość pięciokilometrową.

Na wschód od Talgaru znajduje się szczyt Metallurg, którego piramida wznosi się na 4800 metrów; na południowy zachód od Iin'-Tau, który wznosi swój szczyt na 4830 metrów.

Na tym tle wszystkie pozostałe szczyty wydają się karłami, nie reprezentującymi zainteresowania sportowego dla wspinaczy. Ale to nieprawda.

Na północ od szczytu Metallurg ciągnie się grzbiet, zwany Ala-Tas (Pstre Kamienie). W tym grzbiecie, za przełęczą Taverien-Tava znajduje się szczyt Kara-Tau (Czarna Góra), na którą zwykła ścieżka przez przełęcz Taverien-Tava nie przedstawia trudności i jest klasyfikowana jako 2A kat. trudn.

Z zachodu na szczyt Kara-Tau prowadzą trzy skalne granie, z których każda reprezentuje duże zainteresowanie sportowe i znaczną trudność do pokonania:

  • pierwsza grań;
  • druga grań;
  • trzecia grań.

Grupa instruktorów i zawodników a/l Talgar już od dawna planowała pokonanie najbardziej na północ wysuniętej grani, która wyprowadza nie na sam szczyt, a nieco na lewo (60–70 metrów od szczytu).

Ta grań w dolnej części opada ścianami i reprezentuje sobą masywną, monolityczną wieżę koloru żółtego, która jest podzielona dwoma żlebami na trzy części. Średnie nachylenie wieży wynosi 75–80°, ale większość odcinków to pionowe ściany (patrz zdjęcie nr I i krok). Całkowita wysokość od podnóża ściany do wierzchołka wynosi około 750 metrów.

Tą właśnie drogą nasza grupa zdecydowała się wejść na szczyt w sierpniu 1959 r.

Skład grupy był następujący:

  • Kolczigin J.W. — 1-szy sp. kat. — kierownik — Ałma-Ata
  • Reformatski J.D. — 2-gi sp. kat. — uczestnik — Moskwa
  • Zacharikow A.W. — 2-gi sp. kat. — — Swierdłowsk
  • Sogrin S.N. — 2-gi sp. kat. — — Swierdłowsk

Aby sprawdzić swoje siły, dokonaliśmy wejścia na szczyt Sportivnaja, z którego doskonale widać całą drogę na Kara-Tau. To wejście zostało wykonane w szybkim tempie w ciągu 6 godzin, podczas gdy inne grupy w takich samych warunkach pokonują trasę w st 10–11 godzin.

Następnie tym samym składem dokonaliśmy treningowego wejścia na skalny szczyt Abaja Kunanbaeva 4B kat. trudn. w ciężkich warunkach meteorologicznych.

Po takim wstępnym treningu uznaliśmy się za gotowych do pokonania skomplikowanej trasy, jaką jest Kara-Tau. Pogoda przez cały sezon była bardzo niestabilna, padało dużo opadów, ale to nas specjalnie nie niepokoiło, ponieważ śnieg na ścianie nie utrzymuje się, i jeden słoneczny dzień powinien był całkowicie oczyścić ścianę ze śniegu.

22 sierpnia 1959 r. wyszliśmy z obozu, aby dokonać pierwszego wejścia.

Droga od obozu prowadzi wytyczoną ścieżką na wschód do skał treningowych, a następnie skręca na południe i prawą (orograficznie) boczną moreną lodowca Oziornyj po 3–3,5 godzinach prowadzi do podnóża ściany.

Jeszcze raz dokładnie obejrzawszy wszystkie warianty wejścia, zdecydowaliśmy się na podjazd od dołu nie samą granią, ponieważ jest ona cały czas ostrzeliwana przez kamienie, a po bezpieczniejszym w tym względzie południowym odcinku ściany z wyjściem na grań w środkowej części.

Rano, kiedy już rozpoczęliśmy swój podjazd po ścianie i przetarliśmy około 40 metrów, odwołano nas przez radio z powrotem do obozu w celu wzięcia udziału w pracach ratunkowych.

Chociaż było bardzo przykro porzucać wszystko na początku drogi, wróciliśmy do obozu.

Całe wyposażenie i produkty żywnościowe zostały przez nas pozostawione u podnóża.

27 sierpnia 1959 r. Po trzech dniach, otrzymawszy dodatkowe wyposażenie, produkty żywnościowe i przedłużony termin kontrolny, po raz drugi weszliśmy na miejsce noclegu.

Nasza grupa miała następujące wyposażenie:

  • Lina główna — 30 m — 2 szt.
  • Lina pomocnicza — 40 m — 1 szt.
  • Pas abalakowski — 4 szt.
  • Pętle pomocnicze — 3 m — 4 szt.
  • Drabina 3-stopniowa — 1 szt.
  • Karabinki — 14 szt.
  • Haki skalne — 25 szt.
  • Młotki skalne — 2 szt.
  • Haki lodowe — 2 szt.

Pozostałe wyposażenie — zwykłe dla wszystkich grup.

28 sierpnia była cudowna pogoda. Był to chyba pierwszy dzień przez całe lato, kiedy horyzont był zupełnie wolny od chmur. Nastrój u wszystkich uczestników był radosny, samopoczucie — znakomite.

Rozdzielając całe wyposażenie na trzy plecaki, tak aby prowadzący mógł iść swobodnie, pierwsza dwójka (Kolczigin – Zacharikow) rozpoczęła marsz naprzód.

Było godz. 8:00. Początek drogi prowadzi po stromym (85°) wewnętrznym kącikiem długości 30–35 metrów. Odcinek trudny. Trzeba było założyć gumowe kapcie, które znacznie ułatwiają poruszanie się (Kolczigin i Sogrin prawie do samego wierzchołka poruszali się w kapciach).

Górna część wewnętrznego kąta wyprowadza na półkę, na której mogą stanąć dwie osoby jednocześnie. Od półki ruch zaczyna się prosto "w лоб" po pionowym odcinku ściany, objazdów nie ma ani z lewa, ani z prawa. Z wielkim trudem Kolcziginowi udało się wyjść na jedną linę, wbijając przy tym sześć haków. Wciągnąwszy plecaki i przyjmując Zacharikowa, Kolczigin rozpoczął dalszy marsz i podszedł do R5.

R5 jest jednym z najtrudniejszych miejsc pierwszego dnia. Sześciometrowa pionowa ściana jest bardzo gładka i nie ma szczelin. Ponadto w górnej części znajduje się nawisu karniź. Nie ma gdzie zorganizować asekuracji, dlatego trzeba poruszać się bardzo i bardzo ostrożnie, niemal na samych palcach rąk.

Po wydaniu na pokonanie tego odcinka 2 godzin, grupa podeszła do rozpadliny długości około 10 metrów.

Jeśli do tej rozpadliny skały były monolityczne i przyjemne do poruszania się, to w rozpadlinie okazały się "żywe" kamienie, i poruszać się trzeba było z wielką ostrożnością, aby nie zrzucić kamienia na towarzyszy. Za rozpadliną, na prawo od ruchu, znajduje się wąska półeczka, na której mogliśmy się wszyscy razem zebrać.

Ponad półką zaczyna się komin (70 m) z kilkoma zatyczkami w nim. Szczelin w kominie jest dużo, dlatego asekurację można zorganizować praktycznie w każdym miejscu komina. Mimo dużego nachylenia (85–90°), ruch po kominie sprawia prawdziwą przyjemność, dlatego że skały są lite, nie naruszone, szerokość komina jest taka, że przy każdym obrocie można się zaklinować i zaasekurować. Niewygodnie było tylko wyciągać plecaki, a z plecakiem w kominie nie przejdziemy. O 16:00 byliśmy u górnej zatyczki, a w tym czasie z przełęczy Taverien-Tava schodziła grupa zawodników, z którymi nawiązaliśmy łączność.

Życząc nam szczęśliwej drogi, rozpoczęli oni schodzenie, a my kontynuowaliśmy podjazd.

Ponad kominem ściana staje się łagodniejsza i przechodzi w skały średniej trudności, ale z powodu ich zniszczalności znacznie opóźniają one ruch.

Cały dzień nie wypiliśmy nawet łyka wody. Dręczyła nas spiekota. Czuło się zmęczenie nie tylko fizyczne, ale i psychiczne. Kamień, przypadkowo zrzucony, doleciał aż do samego lodowca, nawet nie zahaczając o skały.

W końcu o 18:00 doszliśmy do wąskiej półeczki, na której można było urządzić nocleg siedzący. Sogrin i Reformatski pozostali, aby zorganizować biwak, a Kolczigin – Zacharikow postanowili przygotować drogę na następne rano i ruszyli dalej ku grani, na którą wyszli po około 30–40 minutach.

I oto tutaj, jak w bajce, otworzył się cudowny widok.

  • Na północy — bezkresna dolina z zielenią sadów i żółtymi polami.
  • Na południu — piękność Talgar.
  • W dole — urwiste skały.
  • U góry — pionowe ściany.
  • Na odcinku grani, na który wyszliśmy — płaszczyzna, jakby specjalnie stworzona do rozbicia namiotu, na której leżały kawałki nie zdążyły stopnieć śniegu.

Przyjąwszy Sogrina i Reformatskiego, o 19:00 zebraliśmy się wszyscy na płaszczyźnie.

W pierwszej kolejności stopiliśmy śnieg i napić się, następnie rozbiliśmy namiot i połączyliśmy się przez radio z grupą znajdującą się na dole.

Ta płaszczyzna dała nam możliwość dobrego wypoczynku, dodała nam pewności siebie i niejako dodała nam nowe siły do dalszej walki ze szczytem.

Przez cały pierwszy dzień wbiliśmy 24 haki (nie licząc haków, wbijanych do zawieszenia przyjętych plecaków) i przeszliśmy 250–270 metrów w pionie. Na całą tę drogę zostało wydane 11 godzin.

29 sierpnia 1959 r. Zaraz z miejsca noclegu rozpoczęliśmy podjazd pionowo w górę po pochyłych płytach z małą liczbą zaczepów. Po 20 metrach zaczął się skalny żleb, o nachyleniu do 70°, po którym nawet rano lecą kamienie.

Zostało podjęte wspólne rozwiązanie — trawersować w prawo i wychodzić na prawą grań wieży, chociaż i trudną technicznie, ale bezpieczną.

Półka, po której rozpoczęliśmy trawers, ma szerokość nie więcej niż 1 metr, a w niektórych miejscach tylko 20–40 centymetrów. Długość półki — 35–40 metrów. Około 8 metrów trzeba się czołgać płasko, ponieważ nad półką znajduje się nawis karniza. Haki trzeba wbijać albo w górną, albo w dolną część skał.

Plecaki w tym miejscu musieliśmy przemieszczać "na płozy". Przez 1 godzinę 30 minut półka wyprowadza do stromego żlebu, względnie prostego w dolnej części, ale zamykającego się po 40 metrach pionowymi skałami. Po rozpadlinie, uchodzącej w prawo, wyszliśmy z żlebu na grań.

Na grani zebraliśmy się wszyscy razem (na niewielkiej półce), zjedliśmy drugie śniadanie i obejrzeliśmy wszystkie warianty drogi.

Nam się wydawało, że najbardziej prosta, jasna i logiczna droga powinna prowadzić granią, która średnio ma nachylenie 70°, a miejscami — odcinki pionowe.

Odpoczęliśmy, rozpoczęliśmy ruch do góry. Kolczigin, podniósłszy się na 6–7 metrów, w ciągu 1 godziny 30 minut nie potrafił przesunąć się ani na metr, ponieważ objazdy są zupełnie niemożliwe, a podjazd granią jest nadzwyczaj skomplikowany.

I tylko wbiwszy 4 płatowe haki i wykorzystując je jako zaczepy, prowadzącemu udało się podnieść w górę i zorganizować asekurację.

Dalej po grani skały trudne, wymagające obowiązkowego wbijania haków, ale droga zupełnie jasna — w górę po grani.

Do R17 poruszaliśmy się w ciągu 6 godzin i podeszliśmy do szerokiego, pochyłego komina (60–70°), poruszanie się po którym po trudnych skałach wydało nam się łatwym zadaniem.

Ponad kominem zaczynają się skały średniej trudności; nachylone pod kątem 70°. Za godzinę wyszliśmy na niewielką pochyłą płaszczyznę, na której urządziliśmy nocleg, chociaż i nie tak wygodny, jak przed tym, ale jednak znosny dla dobrego wypoczynku w pozycji leżącej.

30 sierpnia 1959 r. Ruszyliśmy o 6:00. Pierwsze 100 metrów poruszaliśmy się na zmianę, a następnie od R18 mogliśmy przejść do jednoczesnego ruchu. O 8:30 byliśmy na wyższym punkcie wieży. Od wieży do szczytu Kara-Tau prowadzi mocno poszarpana krótka grań, na której jest zlokalizowanych osiem "żandarmów".

Na południe grań opada ścianami, a na północ — stromymi (60°) stokami o charakterze kombinowanym (śnieg, skały). Dlatego wszystkie "żandarmy" są pokonywane prosto "w лоб", za wyjątkiem 7-go i 8-go, gdzie jest możliwy objazd z lewa (od strony ruchu).

Pokonanie wszystkich "żandarmów" zajęło nam 4 godziny. Po pokonaniu VIII "żandarma" wyszliśmy na stok szczytu Kara-Tau i po 20 minutach po lekkich i średnich skałach o 12:00 wyszliśmy na szczyt Kara-Tau.

Mimo pogarszania się pogody i zmęczenia, nastrój był doskonały, i przez 30 minut odpoczywaliśmy na szczycie. Schodzenie rozpoczęliśmy znaną łatwą drogą ku szczytowi Taverien-Tava, dalej na l. Oziornyj, z którego z uczuciem słusznej dumy jeszcze raz obejrzeliśmy "swoją" ścianę.

Na obiad przybyliśmy do obozu.

Wnioski

Podjazd na szczyt Kara-Tau reprezentuje sobą bardzo interesującą skalną trasę, na której spotykają się niemal wszystkie formy i elementy skalnego reliefu.

Wskazane jest przechodzić ją niewielką grupą (nie więcej niż cztery osoby).

W niepogodę wejście, widocznie, jest niemożliwe do wykonania, ponieważ:

  • w rękawicach i butach niektórych odcinków trasy nie da się przejść;
  • objazdów nie ma.

Na całą trasę wydaliśmy 27 godzin roboczych, przy tym zostało wbite 52 skalne haki (6 z nich zostało na trasie). Zbudowano 8 kontrolnych kopców, miejsca lokalizacji których są oznaczone na fotografii i krokach drogi.

Uważamy trudność przebytej trasy za 5A kat. trudn.

Kroki i fotografie zostały wykonane przez uczestnika Sogrina. Opis sporządził kierownik grupy J. Kolczigin.

img-0.jpeg Schemat rejonu i droga na szczyt Kara-Tau południowo-zachodnią granią.

  1. Nocleg na morenie pod ścianą.
  2. Nocleg na grani.
  3. Nocleg na grani.
  4. Przedwierzchołek (wieża).

img-1.jpeg Dolna część ściany. ▲ — Kontrolne kopce. Р — nocleg.

img-2.jpeg Środkowa część ściany.

img-3.jpeg Górna część ściany.

img-4.jpeg Górska stokrotka na skałach. Z prawej — ściana szczytu Kara-Tau. Z lewej — szczyt Iin'-Tau i stok szczytu Kopr.

img-5.jpeg "Żandarm" nr 1.

img-6.jpeg "Żandarm" nr 6.

img-7.jpeg

Załączone pliki

Źródła

Komentarze

Zaloguj się, aby zostawić komentarz