Sprawozdanie
O pierwszym wejściu wschodnim żebrem na szczyt Pamięci Ofiar Tetnuld (5746 m n.p.m.) (Gazeta Moskiewska) na południowo-zachodnim Pamirze, o kategoria trudności ok. 4B–6 (wg klasyfikacji rosyjskiej), dokonanym przez grupę uczestników Donieckiej Wyprawy Alpinistycznej na mistrzostwo USRR w alpinizmie w 1967 r. w kategorii wysokościowych technicznie trudnych wejść.
m. Donieck 1967 r.
I. Położenie geograficzne i charakterystyka sportowa
Rejon szczytów Marksa i Engelsa położony jest w granicach Górskobadachszańskiego Obwodu Autonomicznego Tadżyckiej SRR, na południowo-zachodnim Pamirze, w granicach współrzędnych geograficznych: 37°02′–37°06′ szer. geogr. północnej i 72°29′–72°32′ dług. geogr. wschodniej. Alpinisci zaczęli zagospodarowywać ten region stosunkowo niedawno, w porównaniu z innymi regionami Pamiru i Tienszanu. Dopiero w 1954 r. dotarła tu ekspedycja Gruzińskiego Klubu Alpinistycznego. Byli oni pierwszymi, którzy dokonali wejść na szereg szczytów regionu, w tym na najwyższy szczyt - pik Karola Marksa (6726 m n.p.m.) od południa (z lodowca Wschodni Nishgrar), a także na trzeci co do wysokości szczyt - pik Fryderyka Engelsa (6510 m n.p.m.) od południa (z lodowca Kishty-Dzherob).
Wysoki (ponad 6000 m n.p.m.) grzbiet od piku Leningradzkiego Uniwersytetu Państwowego do piku Marksa opada na wschód w dolinę Zúgvand ciągłą, niemal pionową ścianą, o długości około 8 km. A północno-wschodnie ściany szczytów Marksa i Engelsa (na prawo od ścieżki Kustowskiego, za zakrętem ściany) mogą wzbudzić podziw swoją niedostępnością u każdego mistrza wejść ścianowych. Dlatego też, w związku z niedawnym wprowadzeniem do mistrzostw ZSRR, towarzystw i resortów alpinistycznych nowej kategorii - wysokościowych technicznie trudnych wejść, ten region stał się bardzo popularny i przez długi czas będzie obiektem pielgrzymek wielu grup alpinistycznych.
W 1964 r. odbyła się tu Alpinada CS DSO "Spartak", a w 1965 r. - Kabardyno-Bałkarska Alpinada. Podczas tych wydarzeń alpinistycznych zostały wytyczone "złote" (najlepsze w sezonie) trasy o międzynarodowej (szóstej) kategorii trudności:
- po północno-wschodniej ścianie piku Engelsa;
- trawers szczytów Engelsa i Marksa z wejściem na pik Engelsa po północnym żebrze;
- po wschodniej ścianie piku Tadżykistan (6565 m n.p.m.).
Ponadto, do 1967 r. zostało tu wytyczonych jeszcze kilka interesujących tras:
- nie sklasyfikowane, ale bez wątpienia zasługujące na ocenę 5-6 kat. trudności - wejście na pik Engelsa po południowo-wschodnim żebrze;
- wejście na pik Engelsa z przełęczy Zúgvand (5B kat. trudności);
- wejście 5-6 kat. trudności na pik Tadżykistan z lodowca Zachodni Dridzh (trasa grupy S.M. Savvona).
Warto zwrócić uwagę na śnieżno-lodową trasę 5A kat. trudności na pik Marksa ze wschodu, z przełęczy Zúgvand. A jeszcze więcej tras, bardzo różnorodnych, czeka na swoich zdobywców.
Przy obecnym rozwoju transportu dotarcie do tego regionu nie wydaje się być bardzo trudne. Jednak, ze względu na kapryśną pogodę w zachodnich odnogach Pamiru, a także z powodu istnienia tzw. "okna" w Rużanie (wąskiego przesmyku pod miastem Rużan), lot z Duszanbe do Chorogu często jest odkładany na czas nieokreślony. Dlatego z Duszanbe do Chorogu często można dostać się znacznie szybciej zwykłą ciężarówką. Po 400-kilometrowej podróży przez liczne odnogi do Chorogu, droga z Chorogu do kiшлаku Langar-Kisht (niewiele ponad 200 km) wzdłuż dość płaskiej i szerokiej doliny rzeki Piandż, wzdłuż granicy z Afganistanem, nie wydaje się być uciążliwa. W Langarze zostaliśmy bardzo ciepło przyjęci przez pograniczników. Na posterunku wydzielono nam oddzielny domek jako naszą tymczasową bazę. Naczelnik posterunku pomógł nam skontaktować się z lokalną ludnością w celu wynajęcia wierzchowca i karawanu mułów, ponieważ do planowanego obozu bazowego trzeba było jeszcze wspinać się 5-6 godzin.
Obozowisko bazowe Donieckiej Alpinady na południowo-zachodnim Pamirze znajdowało się w górnej części doliny Kishy-Dzherob, która wpada do doliny Piandżu u kiшлаku Langar-Kisht. U wysokości 4100 m n.p.m., w przybliżeniu 3 km od końca jęzora lodowcowego, morena czołowa przegradza poprzecznie dolinę Kishy-Dzherob, tworząc dużą, płaską równinę. Na tej równinie zatrzymały się również ekspedycje CS "Spartaka" w 1964 r. i Kabardyno-Bałkarskiej Alpinady w 1965 r. Warunki do organizacji obozu bazowego są tu doskonałe: pełna bezpieczeństwo, karawan wierzchowców dociera do samego obozu, płaskie place dla namiotów, czysta woda pitna. W 1967 r. oprócz Donieckiej Alpinady rozbiły tu obozy również Alpinada w Odessie i Alpinada MGS DSO "Spartak".
Dolina Kishy-Dzherob rozciąga się w kierunku submeridionalnym na 20 km z północnego-północnego-zachodu na południowy-południowy-wschód. Zachodni brzeg doliny jest na większości swojej długości stromy i urwisty, wschodni - łagodny i usypiskowy. Dolina jest zamknięta masywem piku Engelsa i piku 40-lecia Komsomołu Ukrainy.
Z geologicznego punktu widzenia dno doliny Kishy-Dzherob i jej zbocza na wysokość 4600-5400 m n.p.m. (według absolutnych wysokości) zbudowane są z najstarszych prekambryjskich skał typu gnejsów ciemnoszarych z różnymi odcieniami, twardych i gęstych. Górna część grzbietów zbudowana jest z:
- skał magmowych granitoidowego składu (zachodni brzeg doliny);
- jasnoszarych, czasem białych, marmurizowanych skał metamorficznych (wschodni brzeg doliny i masyw pik Engelsa - pik 40-lecia Komsomołu Ukrainy).
Skały metamorficzne pasa ziarnistego są bardziej miękkie i łatwiej ulegają wietrzeniu. W całej górnej części doliny Kishy-Dzherob wyraźnie widoczna jest linia kontaktu między dolną serią prekambryjskich gnejsów a górną serią skał magmowych i metamorficznych. A na masywie pik Engelsa - pik 40-lecia Komsomołu Ukrainy i na masywie Lietuva (wschodni brzeg doliny) dodatkowo dobrze widoczne są w górnej części warstwy białych marmurów o miąższości do 30-40 m.
Lodowiec Kishy-Dzherob jest stosunkowo niewielki (długość około 8 km) i płaski, z niewielkim lodospadem tylko przy wznoszeniu się na "przełęcz Nispar", w północno-wschodniej części lodowca. Lodowiec jest zamknięty, grubość górnej, "luźnej" części pokrywy śnieżnej wynosi 15-20 cm. Kaldron prawie nie występuje, seraki również są rzadkie. Podobnie wygląda również lodowiec Zúgvand w górnej części.
Wschodni grzbiet doliny Kishy-Dzherob został pokonany prawie całkowicie. Wszystkie mniej lub bardziej znaczące szczyty zostały tu zdobyte i sklasyfikowane: masyw Lietuva (piki 5806, 6000, 6080, 6090 i 6141), pik Tbiliskiego Uniwersytetu Państwowego (6141), masyw Czermienisa i Danilajtisa. Tymczasem w zachodnim grzbiecie zdobyty został tylko najbliższy przełęczy Bezymiannyj (5200 m n.p.m.) pik "5491". A szczyty w znacznie poszarpanym grzbiecie między pikiem "5491" a pikiem Moskiewskiej Prawdy (6075 m n.p.m.) i dalej do piku Pamięci Ofiar Tetnuld (5746 m n.p.m.) nie tylko nie zostały zdobyte, ale nawet nie mają nazwy. Wschodnie stoki grzbietu między pikiem Moskiewskiej Prawdy a pikiem Pamięci Ofiar Tetnuld, opadające niemal pionowo na lodowiec Kishy-Dzherob, wyglądają bardzo efektownie i bez wątpienia każda trasa wytyczona tu zasługuje na ocenę najwyższej kategorii trudności.
II. Wyjścia rozpoznawcze
Obozowisko bazowe Donieckiej Alpinady na południowo-zachodnim Pamirze zostało rozbite 24 czerwca 1967 r. Po jego urządzeniu, od 24 czerwca, uczestnicy alpinady odbywają szereg wyjść zapoznawczych, aklimatyzacyjnych i treningowych.
Zostały zawiezione produkty i sprzęt do obozu szturmowego na wschodniej (orograficznie lewej) morenie bocznej lodowca Kishy-Dzherob, na wysokości około 4500 m n.p.m., gdzie na niewielkiej zielonej polanie były dogodne miejsca do noclegu. Podjęto wyjście rozpoznawczo-aklimatyzacyjne do górnej części lodowca Kishy-Dzherob, gdzie rozbito tymczasowy obóz. Stąd wspięliśmy się na przełęcze Bezymiannyj (5200 m n.p.m.) i Nispar (5350 m n.p.m.) w celu obserwacji okolicy i wstępnego zapoznania się z pobliskimi szczytami. Podczas przewożenia produktów i sprzętu do obozu szturmowego na przełęczy Zúgvand (5500 m n.p.m.), gdzie w tym celu została wykopana śnieżna pieczara, rozpoznaliśmy górną część doliny i lodowca Zúgvand. Wszyscy uczestnicy alpinady w różnych grupach odbyli treningowe wejścia na bezimienne szczyty o wysokości 5000-5200 m n.p.m., wznoszące się bezpośrednio nad obozem bazowym zarówno we wschodnim, jak i zachodnim grzbiecie wododziałowym doliny Kishy-Dzherob, po nie sklasyfikowanych trasach o przybliżonej kategorii trudności 2-3.
Podczas tych wyjść rozpoznawano i badano możliwe drogi wejścia na najbardziej interesujące szczyty regionu, tym bardziej że ekspedycja miała na wyposażeniu trzy lornetki. W celu udziału w mistrzostwach Ukrainy rada trenerska Donieckiej Alpinady wytypowała dwie bardzo interesujące i wystarczająco trudne trasy:
- w kategorii wysokościowych technicznie trudnych wejść - na pik Pamięci Ofiar Tetnuld po niewytyczonym wschodnim żebrze;
- w kategorii trawersów - trawers masywu pik 40-lecia Komsomołu Ukrainy - pik Engelsa.
III. Krótki opis warunków wejścia
Południowo-zachodni Pamir charakteryzuje się bardzo stabilną dobrą pogodą. Potwierdziło się to podczas naszego pobytu w dolinie Kishy-Dzherob. Przez 43 dni (od 22 czerwca do 3 sierpnia) na obozie bazowym tylko 2-3 razy była pochmurna pogoda, zwykle na bardzo krótki czas (2-3 godziny). Przy tym:
- zachmurzenie było lekkie;
- nie padały opady.
"Na górze" grupy czasami wpadały w pasmo chmur, kiedy widoczność gwałtownie się pogarszała i padał niewielki śnieg. Czasami podczas wejść występowały silne wiatry. Ogólnie warunki pogodowe były całkowicie zadowalające:
- przeważająca większość wejść odbyła się przy dobrej pogodzie;
- niepogoda nie uniemożliwiła ani jednego wejścia.
Takie same raporty czytaliśmy w sprawozdaniach wszystkich poprzednich ekspedycji do tego regionu, więc nie spodziewaliśmy się żadnych niespodzianek ze strony pogody - i nie myliliśmy się.
Według relacji miejscowej ludności, które później zostały w pełni potwierdzone naszymi obserwacjami, zima 1966-1967 była niezwykle śnieżna. Dlatego podczas naszego wejścia na pik Pamięci Ofiar Tetnuld (5746 m n.p.m.) byliśmy przygotowani na to, że możemy natrafić na mokre skały i śnieg w "niewłaściwych" miejscach. A podczas treningowego wejścia przekonaliśmy się, że grzbiet między szczytami "5746" i "5041" (planowana przez nas droga zejścia) pokryty jest głębokim, luźnym śniegiem. Chociaż czuło się, że przy zwykłym dla regionu braku opadów ten grzbiet na większości swojej długości byłby po prostu usypiskiem.
Biorąc pod uwagę taką obfitość śniegu, liczyliśmy, że wieńcząca turnia będzie pokryta znaczną warstwą śniegu i nie będziemy musieli mieć do czynienia z lodem. W związku z tym nie wzięliśmy raków, ale okazało się, że prawie na ostatnich metrach przydałyby się one. Nasz błąd polegał prawdopodobnie na tym, że:
- stok okazał się bardziej stromy, niż oczekiwaliśmy;
- na większej długości stok był nasłoneczniony, więc śnieg w tym miejscu nie utrzymał się, nawet przy obfitym jego opadzie.
Żadnych niepokojących cech w strukturze skał, które stanowiły przeważającą część trasy, nie zauważyliśmy podczas badania trasy, choć specjalnie obejrzeliśmy usypisko u podstawy żebra piku "5746". I podczas wejścia skały również nie sprawiły nam żadnych niespodzianek. Ich rzeźba była w wielu miejscach bardzo złożona, ale byliśmy na to przygotowani.
Stan zdrowia uczestników, według opinii lekarza ekspedycji, nie budził żadnych obaw. Wszyscy byli dobrze wytrenowani. Przez dwa tygodnie pobytu w regionie grupa całkowicie zaaklimatyzowała się. Nastrój wszystkich uczestników podczas wejścia był dobry, nie obserwowano depresji. Wszyscy w równym stopniu pracowali nad pokonaniem trasy.
Cały sprzęt, który przywieźliśmy, został starannie sprawdzony i przetestowany jeszcze w domu, a na obozie bazowym był stopniowo przygotowywany do użycia. Na wejście wzięliśmy ze sobą tylko tytanowe haki skalne. Takie haki, jak wiadomo, w ostatnim czasie zyskały dużą popularność i otrzymały dobre oceny od wszystkich grup, które ich używały. My również możemy zaświadczyć, że tytanowe haki:
- są trwalsze;
- bardziej ekonomiczne i uniwersalne niż zwykłe stalowe;
- dłużej wytrzymują;
- są dwukrotnie lżejsze.
Równie niezawodne w działaniu są tytanowe karabinki. Używane przez nas karabinki sznurkowe również nie są rzadkością. Używaliśmy ich tylko na tych odcinkach, gdzie na rozciągniętą linę przypadało wiele wbitych haków. W takich przypadkach po 3-4 metalowych karabinkach zawieszaliśmy sznurkowy. Cały użyty sprzęt dobrze wytrzymał próbę wejścia.
IV. Plan organizacyjny i taktyczny wejścia
Z literatury źródłowej "Wykaz wejść alpinistycznych" dowiedzieliśmy się, że pik Pamięci Ofiar Tetnuld (5746 m n.p.m.) został zdobyty i nazwany w 1954 r. przez grupę uczestników Gruzińskiego Klubu Alpinistycznego pod przewodnictwem M. Gwarlianiego. Jednak tymi wiarygodnymi informacjami się ograniczono, zaczynała się dziedzina przekazów ustnych. Według opowieści, było wiadomo, że:
- gruzińscy alpinisci wchodzili na pik "5746" z zachodu, z doliny Zúgvand;
- trasę ocenili oni jako 4A kat. trudności.
Ale w "Tabeli klasyfikacyjnej szczytów ZSRR" wśród zatwierdzonych tras tej nie było. Nie było u nas również chociażby przybliżonego opisu tego wejścia, aby je powtórzyć i zrobić rozpoznanie planowanej przez nas trasy z góry. A kiedy podczas treningowego wejścia weszliśmy na pik "5041", to zobaczyliśmy, że w kierunku piku "5746", jak przypuszczaliśmy, prowadzi zupełnie prosty śnieżny grzbiet o kat. trudności 1-2. Ale śnieg był tak luźny, że zapadaliśmy się po kolana, a czasem i głębiej. Wspinaczka na "5746" była bardzo powolna i uciążliwa. Aby dotrzeć do szczytu, trzeba by było urządzić nieplanowaną, zimną noclegówkę.
Dlatego zrezygnowaliśmy z prób obejrzenia wschodniego żebra piku Pamięci Ofiar Tetnuld bezpośrednio ze szczytu. Tym bardziej, że nie było to konieczne. Dość szczegółowo zbadaliśmy trasę w lornetce zarówno bezpośrednio z obozu bazowego, jak i "wprost" z zachodnich stoków wschodniego grzbietu wododziałowego doliny Kishy-Dzherob.

Widok ogólny na wschodnie żebro piku Pamięci Ofiar Tetnuld (5746 m n.p.m.) z rejonu Obozu Bazowego 4100 m n.p.m. — droga wejściowa … droga zejściowa
Mieliśmy również wystarczające pojęcie o mechanicznych właściwościach skał na trasie, badając usypisko u podstawy żebra.
Na znacznej długości trasa była skalna, i rzeźba skał w kilku miejscach była bardzo trudna do przejścia. Jednak dostępny dla nas zestaw sprzętu (patrz na końcu lista sprzętu grupy) pozwalał nam nie ustępować nawet przed pionowymi monolitowymi ścianami. A takie, według naszych obserwacji, jeśli nawet były, to miały nieznaczną długość - nie więcej niż linę w każdym pojedynczym przypadku. Jak później pokazało wejście, prawidłowo oceniliśmy skalny relief i zestaw sprzętu na trasie był dla nas wystarczający. Pomyłiliśmy się tylko przy ocenie śnieżno-lodowego stoku wieńczącej turni: wyobrażaliśmy go sobie bardziej łagodnym i z wystarczająco głęboką pokrywą śnieżną, a okazało się, że ostatnie dwie liny wyjścia na grzbiet przedwierzchołkowy to strome lodowe podejście, tylko nieznacznie (na 1-2 cm) pokryte śniegiem. Ale nawet gdybyśmy znali prawdziwy stan rzeczy, to i tak nie wzięlibyśmy raków, ponieważ zbyt długo byłyby one niepotrzebnym balastem przy niewielkim ich wykorzystaniu.
Używany przez nas niestandardowy sprzęt (tytanowe haki i karabinki, karabinki sznurkowe, aluminiowe haki szlamburтовые, zaciski) nie był dla nas nowością. Mnogokrotnie używaliśmy go podczas wejść o różnym stopniu trudności na Kaukazie. Ponadto, przed rozpoczęciem każdego sezonu przeprowadzamy masowe testy takiego sprzętu na naszym domowym skałodromie - w kamieniołomach Zujewskich. Prawie wszystkie z tych rodzajów sprzętu są używane przez wiele sekcji alpinistycznych. A karabinki sznurkowe, przy prawidłowym ich użyciu, również w pełni zapewniają bezpieczeństwo wejścia i dają dużą oszczędność wagi.
Wszyscy uczestnicy Donieckiej Alpinady całorocznie trenowali ogólnofizyczną przygotowanie w swoich kolektywach fizkulturowych lub w obwodowej sekcji alpinizmu (mieszkańcy Doniecka), a przed wyjazdem w góry wszyscy zdawali kontrolne normy według OFP. Ponadto, w okresie wiosennym, co niedzielę i w przedświąteczne dni zbieraliśmy się na skałodromie w celu doskonalenia techniki wspinaczki skalnej i opracowywania różnych wariantów pokonywania ścian skalnych z użyciem różnych rodzajów sprzętu.
Wysokość piku Pamięci Ofiar Tetnuld według skal Pamirskich nie jest bardzo duża, ale jednak planem pracy alpinady było przewidziane, aby wszyscy uczestnicy grupy szturmowej do momentu wejścia uzyskali wystarczającą aklimatyzację. Przed wyjściem na wejście wszyscy byli na wysokościach rzędu 5500 m n.p.m.
Obserwację nad grupą szturmową postanowiliśmy prowadzić bezpośrednio z obozu bazowego, ponieważ cała trasa była stąd dobrze widoczna w lornetce i znajdowała się w bezpośredniej bliskości. W tym celu na obozie bazowym pozostali mistrzowie sportu ZSRR Sicow B.G. i Laukhin Z.W., oraz 1. sp. rozładowania Aleksiejenko A.A. i Radaszkiewicz A.P. Ta grupa pod kierownictwem Sicowa w razie potrzeby powinna była wyjść na trasę jako pierwszy oddział ratunkowy.
Według wstępnego planu taktycznego grupa szturmowa powinna była wyjść z obozu bazowego o świcie, aby tego samego dnia rozpocząć obróbkę najtrudniejszego odcinka drogi - pierwszej skalnej ściany, tym bardziej że było to samo początek trasy, a obok na wygodnej (jak nam się wydawało z dołu) osypiskowej szerokiej półce można rozbić biwak. Jeśli obróbka ściany zajmie bardzo dużo czasu, to na następny dzień powinniśmy byli przenocować już na górze ściany.
Dalszy plan taktyczny przewidywał:
- tylko ogólny charakter ruchu;
- sposoby pokonywania najtrudniejszych odcinków.
W razie potrzeby grupa powinna była być gotowa do noclegów siedzących. Jak długo przebywać na trasie - to była decyzja grupy. Droga powrotna - przez pik "5041".
W dalszym ciągu grupa szturmowa prawie całkowicie trzymała się tego planu taktycznego. Co prawda, dzięki dobremu tempu ruchu i wytrwałości grupy, nie trzeba było nocować siedząc. Produkty grupa wzięła na 4,5 dnia. Wyżywienie na trasie było zorganizowane normalnie.
V. Skład grupy szturmowej
Dokonanie pierwszego wejścia wschodnim żebrem na pik Pamięci Ofiar Tetnuld postanowiliśmy najbardziej mobilną grupą - czwórką. Kierownikiem wejścia został mianowany Poliakowski O.I.
W skład grupy weszli:
- Poliakowski Oleg Iwanowicz - 1936 r. ur., Polak, członek KPZR, KMS, staż alpinistyczny - 13 lat, starszy geolog Artemowskiej Kompleksowej Ekspedycji Geologicznej trustu "Artemgeologia", m. Artemowsk obwodu donieckiego, ul. Artioma, nr 40, kw. 47.
- Żełobokin Piotr Iwanowicz - 1941 r. ur., Rosjanin, członek WLKZM, KMS, staż alpinistyczny - 9 lat, inżynier górniczy. Miasto Donieck, ul. Uniwersytecka, nr 168, kw. 33.
- Złatojew Leonid Pawłowicz - 1934 r. ur., Rosjanin, członek KPZR, KMS, staż alpinistyczny - 12 lat, inżynier metalurg. Miasto Kommunarsk obwodu ługańskiego, ul. Lenina, nr 74.
- Rusanow Wiktor Nikołajewicz - 1938 r. ur., Rosjanin, b/p, MS, staż alpinistyczny - 14 lat, technik górniczy. Miasto Donieck-58, ul. Rewolucjonistów, nr 91.
VI. Opis i przebieg trasy
6 lipca o godz. 6:00 grupa w powyższym składzie wyszła z obozu bazowego w górę rzeki Kishy-Dzherob, jej prawym brzegiem. Wschodnie żebro piku Pamięci Ofiar Tetnuld opada do doliny Kishy-Dzherob właśnie w tym miejscu, gdzie kończy się lodowiec. Podszedłszy do tego miejsca, skręciliśmy w lewo i zaczęliśmy się wspinać po szerokim żlebie, na lewo od "naszego" żebra. Chodzi o to, że 300-350 m wyżej w żebrze wyróżniała się szeroka, nachylona osypiskowa półka. Wspinanie się na nią bezpośrednio po pionowych ścianach żebra nie miało sensu, ponieważ prowadziła tam prosta i logiczna droga przez żleb ograniczający wschodnie żebro piku Pamięci Ofiar Tetnuld z lewej strony.
Cechy żlebu:
- Zawalony śniegiem i pośrodku porozcinany lawinowymi korytami.
- Stromość w dolnej części - około 30-35°.
- U góry żleb jest otoczony amiteatrem głównego grzbietu wododziałowego zachodniego zbocza doliny Kishy-Dzherob, który opada tu licznymi nawiszami.
Z powodu dużego zagrożenia lawinowego w osiowej części żlebu poruszaliśmy się po najmniej niebezpiecznej lewej stronie żlebu (R1). Szerokość żlebu w dolnej części wynosi 60-70 m. Wzniósłszy się na poziom osypiskowej półki, kontynuowaliśmy ruch z asekuracją i ze wszystkimi środkami ostrożności:
- szybko, po jednym, przeszliśmy żleb w prawo;
- wyszliśmy na półkę.
Nasz wysokościomierz pokazywał wysokość 4550 m n.p.m.
Półka okazała się bardzo szeroka (do 100 m), całkowicie pokryta różnej wielkości kamieniami i nachylona na południowy-wschód pod kątem około 10°. Weszliśmy po niej (R2) do gwałtownego wzniesienia się wschodniego żebra. W tym miejscu wschodnie żebro na północ opada zupełnie pionową monolitową ścianą. Na wschód, po zakończeniu półki, bezpośrednio w dolinę Kishy-Dzherob opada wygładzone, z minimum zaczepów, 200-metrowe żebro o średniej stromości około 75°. A na zachód żebro wznosi się 80-stopniową ścianą. Z tej ściany zaczyna się wejście bezpośrednio po wschodnim żebrze piku Pamięci Ofiar Tetnuld.
Na półkę wyszliśmy o godz. 10:00. Przekąsiliśmy i odpoczęliśmy. Złatojew i Żełobokin zajmowali się organizacją biwaku i przygotowaniem posiłku, a para Poliakowski - Rusanow od godz. 11:00 rozpoczęli obróbkę trasy.
Początek trasy był najprostszy 45 m na lewo od krawędzi żebra. Ściana tu jest schodkowa i skalny relief jest dość prosty do przejścia. Jednak na wysokości 40-45 m stromość ściany gwałtownie wzrasta do ujemnej, i skalny występ przeszkadza w dalszym obejrzeniu trasy. Dlatego postanowiliśmy się wspinać bezpośrednio u krawędzi żebra. Niemal na całej długości pierwszej liny (R3), w pół metra od prawej krawędzi skały, biegnie szczelina odłamu. Z ostrożności nie używaliśmy jej do asekuracji, tym bardziej że w odpowiednim momencie prawie zawsze udawało się znaleźć inną szczelinę dla haka, ale podczas wspinaczki często nią się posługiwaliśmy, ponieważ tam prawie całkowicie wchodzi dłoń. Pierwszą linę (40 m) przeszliśmy w ciągu 2 godzin 30 minut, wbiliśmy 11 haków, w tym jeden szlamburтowy. Na czele szedł Poliakowski, potem zmieniliśmy się i na drugą linę na czoło wyszedł Rusanow. Ściana tu pozostała nieco łagodniejsza (75°), jednak dla przejścia jeszcze bardziej złożona, ponieważ szczelina odłamu się skończyła, a uchwytów dla wspinaczki i dobrych szczelin dla haków stało się mniej. Trudność zwiększyło to, że tu biegnie system krótkich (4-5 m) wewnętrznych kątów. Co prawda, ciągną się one nie jeden nad drugim, a w odległości 2-3 m w prawo i w lewo, tak że w jednym miejscu jako dodatkowego punktu podparcia użyliśmy drabinki, aby przejść z jednego wewnętrznego kąta w drugi. Na przejście drugiej liny (R4) zużyliśmy 3 godziny. Wbiliśmy 12 haków, w tym 1 szlamburтowy - dla drabinki.
Na końcu drugiej liny jest dość wygodny plac dla asekuracji o szerokości 40 cm i długości 1,5 m. Jednak dalej nie poszliśmy, ponieważ przed nami pozostało 35 m najtrudniejszej części ściany, i nie zdążyliśmy by jej przejść przed zmrokiem.
Para Poliakowski - Rusanow zeszła w dół na biwak, który tymczasem został urządzony z możliwym komfortem. Z nastaniem zmroku obserwatorzy z obozu bazowego pierwsi dali sygnał, że nas widzieli. My odpowiedzieliśmy, że wszystko jest w porządku.
7 lipca wstaliśmy o godz. 7:00, a o 8:20 para Poliakowski - Rusanow wyszła na trasę. Para Złatojew - Żełobokin zwinęła biwak, spakowała wszystkie plecaki, zostawiła na miejscu biwaku pierwszy kontrolny tur i wyszła na trasę o 9:00.
Podczas gdy druga para zajmowała się wyciąganiem plecaków, Poliakowski wyszedł na pokonanie ostatniej trzeciej części ściany (R5). Wspinaczka odbywała się prosto w górę, 1,5-2 m od prawej krawędzi skał. Minimum uchwytów, szczeliny tylko dla płatkowych haków. Po 20 m trudnej wspinaczki dalej można iść tylko po drabinkach. Przeszliśmy 8-10 m po drabinkach i widać zygzakowaty przejście w lewo, do wewnętrznego kąta. Dla trawersu w lewo trzeba wbić 2 haki szlamбуртowe.
Dalej:
- 7 m niezbyt trudnej wspinaczki po wewnętrznym kącie;
- na grzbiecie jest dobra platforma, o rozmiarach całkiem odpowiednich do rozbicia namiotu.
Tu zebraliśmy się wszyscy razem, wyciągnęliśmy plecaki.
Na czoło wyszedł Rusanow. 20 m po zniszczonym grzbiecie średniej trudności (R6). Jeszcze 20 m po bardzo stromym, głębokim śniegu, aby ominąć z prawej strony skalnego żandarma (R7), i znów jesteśmy na grzbiecie. Lina idzie w górę grzbietiem, który stanowi skalną ruinę (R8), i przed nami stoi pionowa, dwustopniowa ściana.
Oceniwszy sytuację, postanowiliśmy ominąć pierwszy stopień ściany z lewej strony, w kierunku systemu mokrych, nachylonych półek. Do nich lina idzie w górę (R9).
- Na początku trawers z niewielkim przyrostem wysokości po prostych usypiskach.
- Potem usypiska z każdym krokiem stają się coraz trudniejsze.
- I wreszcie ostatnie 2-2,5 m to trawers pionowej monolitowej ściany wewnętrznego kąta i przejście na półki lewej ściany.
Dla przejścia wbiliśmy dwa haki szlamбуртowe i zawiesiliśmy dwie drabinki.
Półki są pokryte kamieniami i żwirem, płynie po nich woda. Tak więc choć przemieszczanie się po nich nie stanowi technicznej trudności, to musi być wykonywane bardzo ostrożnie (R10).
Po półkach wyjście w prawo na grzbiet - na pierwszy stopień ściany. Stąd widać logiczną drogę dla ominięcia drugiego stopnia ściany z prawej strony. Lina po lekkich, zniszczonych skałach (R11) i wychodzimy do stromego i wąskiego żlebu, schodzącym z grzbietu.
- Na długości 30 m wspinamy się po żlebie;
- po prawej stronie nachylenie żlebu;
- ruch po krawędzi śniegu i skał;
- wbijamy haki dla asekuracji w skały;
- dalej żleb staje się lodowy.
Wychodzimy na skały prawego zbocza żlebu. Stąd lina bardzo trudnej, ale przyjemnej wspinaczki po stromych (75°) skałach z monolitowymi uchwytami (R13) na grzbiet.
Grzbiet jest silnie zniszczony, i lepiej poruszać się po lewej stronie od niego, po osypiskowych półkach. 2 liny jednokierunkowego ruchu (R14) - i skały się kończą.
Po śniegu wchodzimy na grzbiet (R15). Odpoczywamy, jemy obiad, na dużym płaskim kamieniu zostawiamy drugi kontrolny tur.
Na czoło wychodzi druga para. Dwie liny po niezbyt stromym (20°), ale wąskim, zaśnieżonym grzbiecie (R16) i znów przed nami ściana, omijanie której nie jest widoczne ani z lewej, ani z prawej strony. Żełobokin rozpoczął wspinaczkę po lewej części ściany, gdzie jest ona mniej stroma (60°). Półtorej liny wspinaczki po ruinach skalnych powyżej średniej trudności (R17) i stromość ściany gwałtownie wzrasta do 80°. Żełobokin idzie linę bardzo trudnej wspinaczki (R18), w trzech miejscach wbijając haki szlamбуртowe i zawieszając drabinki, i wychodzi na niewielką, nachyloną platformę przed wewnętrznym kątem. Według czasu już pora by zatrzymać się na nocleg (19:00), ale platforma jest tak mała i nachylona, że nawet siedząc trudno tu urządzić nocleg, we trójkę ledwo stoimy na niej, a przecież jeszcze trzeba wyciągać plecaki.
Wewnętrzny kąt wygląda następująco. Prawa jego strona o szerokości do 2 m wznosi się w górę niezbyt stromo (50°), ale jest zupełnie gładka i na prawo opada pionowo w dół. Lewa strona pionowo wznosi się w górę na 10 m, gdzie jest widoczny jakiś balkonчик. Możliwości w
Komentarze
Zaloguj się, aby zostawić komentarz