Komitet ds. Kultury Fizycznej i Sportu przy Radzie Ministrów KBAZSRR

Sprawozdanie

z pierwszego przejścia środkiem południowo-zachodniej ściany na pik „KOMAKADEMIĘ” 6439 m, orientacyjnie 6B kat. sł. CENTRALNY PAMIR (rejon lodowca „Geograficznego Towarzystwa”)

Trener i kapitan zespołu, Zasłużony Mistrz Sportu ZSRR — Yu. POROCHNYA

m. NALCZIK

5–20 września 1975 r. img-0.jpeg

1. Krótki opis geograficzny i charakterystyka sportowa obiektu pierwszego przejścia. Krótki opis warunków przejścia trasy w danym rejonie (oddalenie od baz alpinistycznych i dróg komunikacyjnych, cechy rzeźby terenu, warunki pogodowe)

Pik „KOMAKADEMIJA” jest położony na Centralnym Pamiro, w południowo-zachodniej części lodowca „Fiodczenko”, przylegającego do łańcucha Akademii Nauk w rejonie piku „Garmo”. Ten rejon jest dość odległy od osad ludzkich, najbliższa miejscowość Wanč jest oddalona o 80 km od głównego obozu bazowego u lodowca Towarzystwa Geograficznego, skąd można skontaktować się z dowolnym miastem pocztą i transportem (samoloty, samochody). Do tego miejsca docierają samochody kopalni „Chrustalnyj”.

Nazwa — pik „Komaкадемии” — pojawiła się na mapach, sporządzonych przez topografa Dorofiejewa na podstawie pomiarów w 1938 roku. W tym samym roku miało również miejsce pierwsze zapoznanie się alpinistów z tym szczytem. Ekspedycja pod kierownictwem N. W. Krylenki wdarła się od strony górnego biegu rzeki Tanymasu na lodowiec Fiodczenko i... „jej uwagę przyciągnęły dwie wierzchołki jednego piku, który my, — pisze on, — od tego czasu nazywaliśmy dwuwierzchołkowym. Były one wyższe od pozostałych”.

Po raz pierwszy podjąć próbę zdobycia tego piku alpinisci próbowali w 1956 roku, ale nieudanie. Również niepogoda przeszkodziła w zdobyciu go w 1962 roku. I dopiero w 1965 roku zespół Uzbekistanu zdobył Południową wierzchołkę po południowo-wschodniej ścianie, zdobywając złote medale mistrzowski w mistrzostwach ZSRR.

Po upływie sześciu lat ponownie przybyli tu alpiniści — zespół CSKA pod kierownictwem Bitnego wszedł po prawej części południowo-zachodniej ściany z lodowca Fiodczenko i zdobył srebrne medale w 1971 roku. Również srebrne medale otrzymali alpiniści zespołu CSKA pod kierownictwem Matyuszina w 1972 roku, idąc po lewej części południowo-zachodniej ściany.

Wybrana przez zespół alpinistów KBAZSRR trasa środkiem południowo-zachodniej ściany przebiega prawie pionowo ku Południowej wierzchołce od jej podnóża — kombinowana, z przewagą odcinków skalnych.

Szczyt jest zbudowany z:

  • łupków i masywnych metamorficznych wapieni paleozoiku;
  • granitoidami, silnie wietrzejącymi, szczególnie w dolnej i środkowej części ścian.

Trasa okazała się mocno zlodowacona, szczególnie we wnętrzu kątów, z licznymi zwisającymi sopelkami lodu, co znacznie utrudniało przejście, w szczególności tzw. „czarnego trójkąta”, powyżej wiszącego lodowca w centrum ściany.

W górnej części:

  • sypki śnieg, z pokrywą lodową, którą wczesnym rankiem trzeba było rozbijać dziobem buta... i zapadać się na 30–50 cm.

W rejonie piku „Komaкадемии” pogoda jest niestabilna, z częstymi wiatrami i opadami śniegu. Nocą jest dość zimno, a w dzień przy słońcu — bardzo silne promieniowanie ultrafioletowe.

2. Wyjścia rekonesansowe

Przy przygotowaniu do danego wejścia przeprowadzono dwa rekonesanse: 5–6 lipca br. i 15–18 lipca. Celem rekonesansów było:

  • oznaczenie ścieżki po lodowcu Towarzystwa Geograficznego do dolnego stopnia lodospadu, pod kontrfors, schodzącym od wierzchołka 5410 m (patrz schemat rejonu);
  • aklimatyzacja do wysokości 3400 m;
  • transportowanie ładunków sprzętu i produktów żywnościowych dla grupy podstawowej i pomocniczych — to zostało wykonane podczas pierwszego rekonesansu.

Podczas drugiego wyjścia:

  • wytyczenie ścieżki po pierwszym stopniu lodospadu i dalej z wyjściem po żlebie na grań (patrz zdjęcie nr 1), gdzie został zorganizowany punkt obserwacyjny;
  • wytyczenie ścieżki w obejście drugiego stopnia lodospadu, z zawieszeniem poręczowych na lewym górnym kontrforsie i z wyjściem na płaskowyż „4200” m, skąd bezpośrednio prowadzono obserwację stanu ściany wizualnie i w lornetce;
  • przeniesiono do punktu obserwacyjnego ładunek sprzętu.

Na podstawie wyników rekonesansów ostatecznie podjęto decyzję, aby iść trasą wariantu podstawowego, zgodnie z wnioskiem o pierwszeństwo w ZSRR, czyli środkiem południowo-zachodniej ściany między trasami „Bitnego” i „Matyuszina”, a także ustalono, że dana trasa jest w dobrym stanie, choć mocno zaśnieżona, ale do momentu wyjścia — 1 sierpnia 1953 r. — część śniegu powinna była stopnieć.

Podczas obserwacji ściany:

  • śladów dużych spadków kamieni nie stwierdzono;
  • z wiszącego lodowca przez cały czas odrywały się kawałki lodu, ale nasza planowana trasa przebiegała znacznie na prawo i była oddzielona szerokim żlebem, do którego one spływały.

3. Plany organizacyjne i taktyczne wejścia. Taktyka przeprowadzenia wejścia. Użyty sprzęt. Działania ratunkowe

Pierwszego przejścia na pik „Komaкадемии” planowano w grudniu 1974 roku i zatwierdzono w planie kalendarzowym na Prezydium Komitetu Sportowego KBAZSRR na lipiec–sierpień 1975 roku.

Zgodnie z planem prowadzono treningi w zakresie ogólnej sprawności fizycznej wszystkich uczestników ekspedycji. Przeprowadzono treningowe wejścia w maju w rejonie Bezengi na wierzchołki 1 i 2 kat. sł., a także na wierzchołek Elbrus. W czerwcu część członków zespołu przeprowadziła wejście trasami 3B i 5A kat. sł. na wierzchołek „Tjutjubaszi”.

Zgodnie z zaleceniami trenera zespołu alpinistów CSKA, który wielokrotnie przebywał w rejonie piku „Komaкадемии”, towarzysz Niekrasow W.P. starannie opracował plan taktyczny, zarówno organizacji całej ekspedycji na Pamiro, jak i samego wejścia, z uwzględnieniem wariantów rezerwowych.

Należy zauważyć, że wszyscy członkowie ekspedycji, z wyjątkiem trenera Porochni Yu.I. i uczestnika Szamaiewa I.A., który był na piku Komunizmu, — po raz pierwszy trafili na Pamiro, co nakładało na całą organizację przedsięwzięcia dużą odpowiedzialność.

Dla lepszego przygotowania i aklimatyzacji na dużych wysokościach zaplanowano pobyt wszystkich członków ekspedycji według skierowań w obozie alpinistycznym „Wysotnik” w celu przeprowadzenia rekonesansu i treningowych wejść w 1 zmianie, czyli od 1 sierpnia.

Podczas pobytu w a/l „Wysotnik” przeprowadzono dużą pracę nad korektą planu taktycznego wejścia zgodnie z danymi rekonesansów, konsultacją z naczelnikiem KSP tow. Owczarowem G.N., który próbował zdobyć pik „Komaкадемии” trasą Bitnego, warunkami pogodowymi, charakterem rzeźby terenu itd.

Zgodnie z wnioskiem o pierwszeństwo w ZSRR do składu zespołu włączono 8 osób, ale do ekspedycji wyjechało — 6, ponieważ:

  • Kachiani D.G. nie mógł się uwolnić ze względów służbowych;
  • Teberdijew A.M. — ze względów rodzinnych.

Bezpośrednio przed wyjściem na wejście w 1 bazie obozowej zachorował uczestnik Skobielew S.A. (przeziębienie), co oczywiście wpłynęło na rozkład ładunków po plecakach — okazały się one nieco cięższe niż planowano.

Zatem zespół wyszedł na trasę w pięciu osobach, co nie było dla nas niespodzianką, gdyż w planie przewidziano również wariant rezerwowy wyjścia dla czterech osób.

Zgodnie z planem taktycznym planowano:

  • zużyć na pokonanie całej południowo-zachodniej ściany — 10–12 dni;
  • 2–3 dni — na trawers i zejście trasą 5A kat. sł.;
  • 2–3 dni — rezerw na niepogodę.

Samo wejście przeprowadzono według wcześniej wypróbowanego schematu:

  • obowiązkowa zmiana idącego na przodzie;
  • zawieszenie poręczowych i wyjście po nich następnego;
  • na bardzo stromych odcinkach — wyciąganie plecaków;
  • wstępna obróbka odcinka na następny dzień z jednoczesnym urządzeniem miejsca na nocleg.

Ponadto plan obejmował kompleks działań pozwalających zapewnić bezawaryjne przejście trasy, zorganizować niezbędny odpoczynek podczas noclegów, porządek ruchu zgodnie z profilem ściany, wykorzystanie odpowiedniego sprzętu i technik podczas przechodzenia różnych odcinków, wyżywienie, działania ratunkowe, środki sygnalizacji i łączności.

Również przy opracowaniu organizacji i taktyki wejścia wzięto pod uwagę następujące okoliczności:

  1. Wiosna 1975 roku była przeciągła i obfitowała w opady śniegu, co skomplikowało przejście ściany.
  2. Pogoda w tym rejonie jest niestabilna.
  3. Trasa ma dużą długość i wymaga od uczestników poważnego przygotowania fizycznego i psychicznego.
  4. Do czasu naszej grupy południowo-zachodnia ściana była zdobyta trzykrotnie — wszystkie pierwsze przejścia przeprowadziły zespoły alpinistów CSKA: w 1971 r. z l. Fiodczenko z wyjściem na grań i dalej po ścianie, w 1972 r. z l. RGO na lewo od wiszącego lodowca, a także grupą pod kierownictwem Niekrasowa jeszcze na lewo od trasy Matyuszina z następnym trawersem na pik „Garmo”.
  5. Uczestnicy zespołu, z wyjątkiem kapitana, po raz pierwszy brali udział w mistrzostwach ZSRR w alpinizmie, co dawało dodatkowy bodziec moralny, ale jednocześnie podkreślało powagę danego wejścia i odpowiedzialność za sukces wobec organizacji społecznych i sportowych Kabardo-Bałkaarii, która w przeszłości miała niezłe osiągnięcia w alpinizmie.
  6. Trasa jest wystarczająco bezpieczna, ale trzeba było przy przejściu okazać dużą ostrożność — wiele „żywych” kamieni — idącemu na przodzie iść nieco w prawo lub w lewo od prostej, nad stojącymi poniżej uczestnikami.
  7. Trzeba było zwrócić uwagę na stan zdrowia każdego uczestnika podczas pracy na dużej wysokości, umiejętność równomiernego rozkładania sił na wszystkie dni wejścia i z zapasem — na nieprzewidziane okoliczności.

Zgodnie z planem taktycznym wejścia na trasę, wzięto ze sobą niezbędny standardowy sprzęt, a także zespół dysponował specjalnym sprzętem — haczykami tytanowymi, zarówno skalnymi, jak i lodowymi; zaciski, platforma, świdry i kotwy świdrowe — sprawdzone na wytrzymałość według standardów.

W celu zapewnienia bezpieczeństwa zespołu i w razie potrzeby utworzono dwie grupy sportowe:

  • Jedna składała się z pierwszorzędowców z prawem wyjścia na pik „Komaкадемии” trasą 5B kat. sł. i prowadziła bezpośrednią obserwację z II obozu bazowego (4000 m) z wykorzystaniem łączności radiowej z zespołem („Witkałka”) i z KSP w obozie bazowym („Nedra”), „Wysotnika”.
  • Druga grupa — złożona z drugorzędowców — w celu zapewnienia produktów żywnościowych pierwszej grupie, szybszej łączności z KSP w razie potrzeby, również dysponowała łącznością przy pomocy radiostacji („Witkałka”) i („Nedra”) i znajdowała się w 1 obozie bazowym (3400 m).

Ponadto, w razie potrzeby, osiągnięto porozumienie z zespołem „Zenit”, który zgłosił się na trasę zachodniej ściany piku „Komaкадемии”, o współpracy łączności radiowej i udzieleniu pomocy, a także z częścią szkoleniową obozu alpinistycznego „Wysotnik”.

Zespół został wyposażony w dobry zestaw produktów żywnościowych i skompletowaną apteczkę do udzielenia pierwszej pomocy medycznej, aż do etui na sterylizowane strzykawki (do wstrzyknięć).

5. Opis pierwszego przejścia

Niniejszy opis służy jako uzupełnienie do tabeli podstawowych charakterystyk trasy wejścia i zawiera informacje, które nie zostały w niej ujęte. Jednocześnie opis obejmuje niektóre kwestie taktyki wejścia, zastosowania elementów technicznych, wrażeń o charakterze trasy itd. Trasa jest pokazana na załączonym zdjęciu wierzchołka i schematycznym profilu.

31 lipca 1975 r.: po zakończeniu pobytu w obozie alpinistycznym „Wysotnik” zespół z dwiema grupami obserwacyjnymi i łącznościowymi o godz. 7:00 wyszedł z głównego obozu bazowego po lodowcu Towarzystwa Geograficznego, trasą wcześniej oznaczoną, i po 7 godzinach marszu dotarł do 1 obozu bazowego, znajdującego się w „kieszeni” moreny, po prawej stronie zakrętu lodowca, na wysokości 3400 m.

1 sierpnia: wczesny start — o godz. 5:00. Okazało się, że jeden z członków zespołu dalej iść nie będzie mógł, gdyż poczuł się źle, i Skobielew S.A. w towarzystwie dwóch uczestników pomocniczych z wielkim żalem o zaistniałej sytuacji wraca do tyłu.

Pozostali:

  • o godz. 7:00 — wyjście na 1 stopień lodospadu i dalej po żlebie kontrforsu na grań.
  • Po 3 godzinach — wyjście do II obozu bazowego, gdzie ostatecznie rozdzielamy ładunki po plecakach, jemy obiad i o godz. 12:00, obdarowani najlepszymi życzeniami naszych obserwatorów (pogody, szczęścia), wychodzimy dalej na płaskowyż „4200” m, pod ścianę „Komaкадемии”.

Pogoda dobra — słońce mocno odbija od śniegu, trzeba iść w maskach. Plecaki ciężkie — 20–22 kg!

Przezwyciężając II stopień lodospadu po lewym górnym kontrforsie po zawieszonych poręczach, po 2 godzinach wychodzimy na płaskowyż.

Tutaj nocleg. Organizujemy biwak, i para: Iwanow — Drobot o godz. 15:00 wychodzi na obróbkę bergszruntu i lodowego stoku pod początek ściany. O godz. 18:30 oni wracają, zawieszając dwie liny po 60 m do skalnego ostrowka, i wyrąbując w wielu miejscach z nalotem lodu — stopnie. I zaczyna się szturm legendarnego dla nas piku „Komaкадемии”!

2 sierpnia: start o godz. 6:00, i po 2 godzinach wychodzimy, słońca jeszcze nie ma i jest dość zimno. O godz. 10:00, po przebyciu obrobionego wczoraj odcinka, wyszliśmy pod img-1.jpeg

4. Skład grupy szturmowej

NazwiskoImięImię ojcaRok ur.Kat. sport.DSNajlepsze wejścia i rok ich wykonaniaAdres
1.SZAMAEWIWANANDRIEJEWICZ1942KMS„Spartak”pik „Krumkoł” 6 kat. sł. w 1972; pik „Komunizmu” 5B w 1973; „Uszba” z Pd.-Zach. 6 kat. sł. 1974m. Tyrnyauz, Elbruski pr-kt nr 87-a, kw. 10
2.DROBOTSTANISŁAWJURIEWICZ1944KMSpik „Krumkoł” 6 kat. sł. w 1972; w. „Czegettauczana” 5A 1973; „Uszba” z Pd.-Zach. 6 kat. sł. 1974m. Tyrnyauz, ul. Kalinina nr 6, kw. 13
3.KARLOWANATOLIJIWANOWICZ1950KMSw. „Ułługauczana” z S. 5B kat. sł. w 1973 r.; w. „Dżajłyk” Gorzkowski marszr. 5B kat. sł. w 1974 r.; „Uszba” z Pd.-Zach. 6 kat. sł. 1974m. Tyrnyauz, ul. Mira nr 7, kw. 2
4.IWANOWJURIJANDRIEJEWICZ1935KMSp. „Szczurowskiego” po Kencickim 5B kat. sł. w 1971 r.; w. „Dalar” po Zach. ścianie 5B i w. „Ułługauczana” z S. 5B w 1973 r.; w. „Tichtenigen” po S.-Wsch. ścianie 5B kat. sł. w 1974 r.m. Nalczik, ul. Ostrowskiego nr 49
5.POROCHNIAJURIJIWANOWICZ1932MSpik „Tadżykistan” 6 kat. sł. 1966 r.; w. „Czatyrtau” z S. 6 kat. sł. 1969; p. „Krumkoł” 6 kat. sł. w 1972 r.; „Krzyż Uszby” 5B 1974 r.m. Nalczik, ul. Kirowa nr 12, kw. 50

podstawę początku ściany, która zaczynała się od zniszczonej półki, gdzie pierwszy i ostatni idący w wiązce — zdejmują czekan.

Rozpoczyna się praca skalna, póki można poruszać się z plecakami, ale po przejściu 40 m, nieco w lewo w stosunku do kierunku marszu, już nachylenie wynosi około 60°, dźwięczą wbite hak.

Po przejściu drugiej liny — podchodzimy do wewnętrznego kąta — bardzo trudne wspinanie, pierwszy idzie bez plecaka — pionowo w górę na 18–20 m. My wciąż jesteśmy w cieniu słońca. U końca wyjścia wewnętrznego kąta — trawers w prawo na półkę i dalej po skałach średniej trudności wychodzimy na szeroką osypną półkę, tutaj dużo „żywych” kamieni!

Następna lina przechodzi się znowu po skałach średniej trudności (patrz zdjęcie nr 2) z wyjściem pod bardzo stromą ścianę. To najtrudniejsza część dzisiejszego dnia, wszyscy idziemy bez plecaków — najpierw przez zwieszający się odcinek (patrz zdjęcie nr 3) około 6–7 m, z trawersem w prawo po trudnych skałach (patrz zdjęcie nr 4) z dokładną hakową ubezpieczką — i znowu pod pionową ściankę 8–10 m, z wyjściem na osypną półkę (patrz zdjęcie nr 5).

Znów trzeba było zdjąć plecaki i wyciągać je. Po tej półce najpierw w lewo, następnie po grzebieniu w prawo—w górę, bardzo dużo „żywych” kamieni (patrz zdjęcie nr 6) — trzeba zachować dużą ostrożność.

Teraz już słońce nas bezlitośnie „piekie”, dokoła suche skały — dokucza pragnienie. Grzbiet wyprowadza nas ku szerokiemu wewnętrznemu kątowi, po przebyciu którego, podchodzimy znów do ścianki (50 m). Znów idziemy bez plecaków. Ścianka kończy się ostrym grzbietem, na którym jest duży śnieżny nawiew.

Już godz. 16:30, lepszego miejsca na platformę nie znajdziemy — ścinamy śnieżny grzbiet, prawie wysokości namiotu (patrz zdjęcie nr 7) — na to idzie około 1,5 godziny pracy, łączymy się przez radio z obserwatorami (patrz zdjęcie nr 8).

Za dzień przebyto 7 lin (po 60 m), dwie z nich — po bardzo trudnych skałach, wbito 34 haki, głównie szynowe i szerokie, pogrubione (wszystkie tytanowe). Na tym miejscu ustawiamy 1 punkt kontrolny.

3 sierpnia: przez noc pogoda się popsuła, nas zakryło zachmurzeniem, tylko w rejonie wierzchołka Garmo widać było „okna” — nad górami płyną „cirrusy”. Decydujemy się jednak wychodzić po połączeniu radiowym o 9:30.

Bezpośrednio z platformy po wewnętrznym kącie, zasypanym śniegiem, przechodzi pierwsza lina do zniszczonych skał, po nich prosto w górę i potem w lewo na grań z ostrymi „żandarmami”, które w większości były pokonywane „wprost”.

Iść jest ciężko, gdyż śnieg jest głęboki. Grań wyprowadza pod „żółtą” ścianę, około 80 m, 60–65° z monolitycznymi skałami, po przebyciu której, znów wychodzimy na ostry grzbiet z nawiewami. Pogoda wciąż jest zła — wiatr, chwilami pada „kasza”. Odpowiedniej platformy nie widać, i około godz. 15:00 decydujemy się ściąć nawiew, na co idzie około 3 godzin pracy, ale za to będzie można spać na całą długość.

Za ten niezbyt trudny dzień, w porównaniu z wczorajszym, przebyto tylko 4,5 liny i wbito 22 haki.

4 sierpnia: dziś mamy bardzo odpowiedzialny dzień — trzeba przebyć pod podstawę „czarnego trójkąta”, przecinając przy tym skalno-lodowe żleby. Wyjście jest wczesne, o 7:30, choć pogoda nas nie rozpieszcza — znów wiatr gna chmury. Przy przekraczaniu żlebów 60–75° szczególną uwagę zwróciliśmy zarówno na ubezpieczenie, jak i obserwację możliwych spadków kamieni z góry. Pierwszy i ostatni idący w wiązkach szli w czechach, miejscami rąbiąc w lodzie stopnie, w niektórych miejscach był firn (patrz zdjęcie nr 9).

O godz. 16:00 wreszcie wychodzimy pod podstawę ściany, odpowiedniej platformy naturalnie nie spodziewaliśmy się znaleźć — straciliśmy całych 2 godziny na jej urządzenie — wyszła na półleżącą.

Zdecydowanie psuje się pogoda: wiatr, śnieg, widzialność do 100 m. Za dzień przeszliśmy w sumie 5 lin — to około 300 m długości, a w pionie zdobyliśmy wysokość prawie o połowę większą. Wbiliśmy 32 haki. Na tej platformie 2 punkt kontrolny.

5 sierpnia 1953 r.: start dziś o godz. 6:00, ale wychodzimy dopiero o 10:00 — zbiórka jest skomplikowana ciasnotą w namiocie, na zewnątrz nie można wyjść — zimno! Wciąż pogoda nas nie rozpieszcza — chwilami pada kasza. Ściana wygląda groźnie, ale droga jest dobrze widoczna — są zaśnieżone półki.

Najpierw pierwsza lina 60 m przebiega po stromym lodowym 60° stoku, potem po skalnej ścianie „wprost” wychodzi Karłow (patrz zdjęcie nr 10) z zastosowaniem drabinek, nachylenie do 85°.

I tak przez cały dzień — ściany, wyciąganie plecaków (patrz zdjęcie nr 11), znów półki (patrz zdjęcie nr 12) i ścianki, dźwięk haków i głosy: „Gotowe?”, „Tak, idę!”

Idący na przodzie zmieniają się kolejno — wychodzi I. Szamaiew, potem Yu. Porochny. Czuje się wpływ wysokości (idziemy gdzieś w rejonie 5300–5400 m n.p.m.), szczególnie przy wyciąganiu plecaków.

Pod koniec dnia o godz. 18:00 znajdujemy pod jedną ze ścianek „śnieżny placyk”, gdzie ustawiamy namiot (patrz zdjęcie nr 13). Tutaj 3 punkt kontrolny.

Za dzień przebyto mniej więcej 5,5 liny trudnego wspinania, głównie bez przerw, i wbito 39 haków (częściowo z zawieszeniem drabinek).

Łączność z grupami obserwacyjnymi jest bardzo dobra — to nas uspokaja.

6 sierpnia: start dziś jest opóźniony, gdyż wczoraj trzeba było długo majstrować przy urządzeniu zarówno noclegu, jak i przygotowaniu kolacji — wyszliśmy dopiero o 10:30. Rano były przerwy w chmurach, choć według gęsto zachmurzonego piku Garmo widać, że pogoda się nie polepszy.

Zaraz po noclegu znów w górę po trudnych skałach idzie I. Szamaiew (patrz zdjęcie nr 14) — skały są wygładzone, rysy są zalane lodem, dokoła wiszą sopelki — powoli ciągnie się w górę lina. Wreszcie on wychodzi na wąską półkę — do niego podchodzą jeszcze dwaj — zaczynamy wyciągać plecaki. Dalej drugą linę prowadzi Yu. Porochny między dwoma zwisającymi skalnymi nawiewami (patrz zdjęcie nr 15), potem wychodzi za nim A. Karłow (patrz zdjęcie nr 16). Znów wzmaga się wiatr, nas zakryło chmurami — pada śnieg! Z pogodą nam wyraźnie nie dopisuje, ale trzeba szukać odpowiedniej platformy: gdzieś przed nami wkrótce powinna być szeroka półka.

Tak! Wreszcie o 17:00 wychodzimy i na nią — można spokojnie na niej stanąć, ale dla namiotu równego miejsca nie ma — wyszło na półleżące (patrz zdjęcie nr 17). Zdjęcie zostało zrobione rankiem 8 sierpnia, a tego dnia przeszliśmy tylko około 100 m (21 haków).

W nocy pogoda definitywnie się popsuła, prawie nie spaliśmy — trzeba było trzymać namiot własnym ciężarem ciała po rogach — zdawało się, że nas zaraz zrzuci w dół!

7 sierpnia: niepogoda trwa — wiatr, śnieg. Po trudnej nocy trochę odpoczywamy, drzemiemy. Nie mamy czasu na nudę — po łączności radiowej dodają nam otuchy obserwatorzy, odczytali depeszę z Nalczika z życzeniami szczęśliwego wejścia, dobrej pogody (w namiocie głośny śmiech!) i... głośne HURRA!!! — Porochny Yu.I. został dziadkiem — urodził się wnuk.

Prosimy o prognozę pogody — z KSP przekazali, że spodziewane jest polepszenie — nastrój od razu jest dobry, a z odbiornikiem („Sełga”) nie ma nudów, a przewidujący S. Drobot wziął ze sobą nawet wycinki krzyżówek z „Ogonyka”! Pod wieczór zaczęło się rozpraszać zachmurzenie, mocno się ochłodziło — znaczy, pogoda będzie:

  • polepszać się;
  • zimna.

8 sierpnia 1975 r.: start o 6:00, wyszliśmy o 9:00. Na początku szliśmy po półce w lewo, a potem po śniegach średniego nachylenia (patrz zdjęcie nr 18) — 40 m.

Drugą linę prowadzi A. Karłow — trudne wspinanie (patrz zdjęcie nr 19) pionowo w górę, następne 60 m przebiegają po wewnętrznym kącie z nalotem lodu z lewej strony, i tutaj również wyciągamy plecaki (patrz zdjęcie nr 20), ostatni wychodzi na strzemionach z zaciskami.

Trzecia lina przebiega po rozczłonkowanej lodowymi szczelinami ścianie (patrz zdjęcie nr 21):

  • pierwszy idzie bez plecaka;
  • pozostali, choć z trudem, przechodzą po poręczach z plecakami.

Ten rejon wyprowadza nas na zniszczoną półkę (patrz zdjęcie nr 22) z trawersem w prawo i dalej po zniszczonym grzebieniu do gardła lodowego żlebu.

Już jest około 18:00, dalej ciągnie się bardzo stroma i skomplikowana ścianka, wyboru nie ma — trzeba wyrąbać w lodzie platformę, na co idzie praktycznie 2,5 godziny, i już w promieniach zachodzącego słońca (patrz zdjęcie nr 23) kończymy trudną pracę.

Za ten dzień podnieśliśmy się w pionie tylko o 200 m. A wysokość już wynosi około 5700 m. W nocy oddycha się już ciężko, a platforma wyszła na półsiedzącej.

9 sierpnia: wczoraj kolację i herbatę skończyliśmy późno — o 12:00, więc wstaliśmy około 8:00 i wyszliśmy o 11:30.

Zaraz:

  • pierwsze metry z użyciem drabinek (patrz zdjęcie nr 24);
  • dalej — w górną część żlebu (patrz zdjęcie nr 25) z wyjściem na zniszczoną półkę.

Druga lina idzie po skałach średniej trudności (patrz zdjęcie nr 26) z trawersem „na wprost” do grzbietu, który wyprowadza pod zaśnieżoną ścianę. Tutaj główna trudność — wspinanie.

Na przodzie dziś pracują S. Drobot i A. Karłow.

Trzecia lina — trawersujemy do lodowego żłobienia (patrz zdjęcie nr 27) i wychodzimy po skalnym grzebieniu do śnieżnego stoku, tu już jest czwarta lina dziś, ona kończy się na osypnej półce, na której można zrobić dobrą platformę, co my robimy, gdyż już jest 18:00.

Wyrównujemy platformę i stawiamy namiot — wreszcie dziś będziemy spać na całą długość! Z tego miejsca widać, widać jeszcze jedną stromą ścianę i dalej grań, która widocznie wyprowadza do wierzchołka — znaczy, zostało niewiele, a najtrudniejszą część „czarnego trójkąta” już mamy za sobą. I za ten dzień przeszliśmy niewiele, prawie tyle, ile i wczoraj, wbiliśmy 40 haków. Pogoda była zmienna — wiatr, często nas zakrywało zachmurzeniem, zimno.

10 sierpnia: w nocy było bardzo zimno, sufit namiotu jest pokryty grubą warstwą szronu od naszego wydychanego powietrza, buty zmarzły i nawet wewnątrz jest szron. Zbieramy się i o 10:00 wychodzimy. Trasa przebiega po następujących odcinkach:

  • Pierwsza lina — po skałach średniej trudności do śnieżnika;
  • Druga lina — po stromych skałach w górę do osypnej półki i wewnętrznego kąta;
  • Po wewnętrznym kącie (40 m) pierwszy idzie I. Szamaiew z użyciem drabinek (patrz zdjęcie nr 28);
  • Kąt kończy się szerokim kominem (patrz zdjęcie nr 29) z wyjściem na przedwierzchołkowy grzbiet.

Po tym grzebiecie, który przeplata się skalnymi odcinkami ze śniegiem — głębokim i sypkim (patrz zdjęcie nr 30), było poprowadzonych 4 liny, czyli około 250 m. Grań uпира się w skalną ściankę długości pół liny, i po niej (patrz zdjęcie nr 31) wyszliśmy do śnieżnej muldy o 18:30.

Tutaj postanowiliśmy postawić namiot — to pierwsza platforma, po której można chodzić (oczywiście ze ubezpieczeniem) na kilka metrów tam i z powrotem. Pogoda dziś była słoneczna, ale nie gorąco — szliśmy w watowanych kurtkach lub zakładając po dwa swetry. Za dzisiejszy dzień przeszliśmy przyzwoicie: prawie 460 m po długości lin! Wbiliśmy 52 haki.

11 sierpnia: noc była niespokojna — suchość powietrza i pragnienie męczyły wszystkich, a do tego jeszcze bolała głowa — wysokość już 6300 m! Wstaliśmy około 7:00, znów zeskrobujemy z namiotu szron, odgrzewamy nad prymusem buty, jemy śniadanie i o 9:30 wychodzimy na szturm wierzchołka. Po przejściu w górę po twardym firnie niecałej liny, wychodzimy na kopułę wierzchołka (patrz zdjęcie nr 32) — nareszcie! Zdejmujemy kartkę zespołu CSKA z 24 sierpnia 1973 roku i zostawiamy swoją (patrz zdjęcie nr 33). A panorama wokół jest wspaniała! Zachwycamy się ogromną „rzeką” — lodowcem Fiodczenko. Pogoda

Źródła

Komentarze

Zaloguj się, aby zostawić komentarz