Г. Аграновский + 3 (19747)
14/VII. Obudził Gera. Rosół, pomidory i herbata w holu. Wyszliśmy pożegnać G. Sоłowiewa, B. Tałanowa i Lusia Agranowską. Odprowadzamy ich aż do okolicy. Jest jasno i chłodno. Dobry nastrój. 5 rano. Na ścieżce różne myśli...
Pod lodopadem między І a II Zachodnią - podwieczorek. Wychodzimy o 10:30. O 13 - na płaskowyżu pod szlakiem. Biwak i obfite jedzenie.
Dalsza droga (Owczarowa W., 40 к.т.) na І Zachodnią wiedzie:
- przez płaskowyż do stromego i szerokiego lawinowego stożka, położonego po lewej stronie Północnej ściany wierzchołka Szhelda Zachodnia;
- stromym śnieżnym stokiem lawinowego stożka (kamieniste zejścia!) szczelinę omijamy z prawej strony i ruszamy do góry wzdłuż skał ściany do potoku;
- od śnieżnego stoku 8–10 m do góry przez "baranie łby" wzdłuż potoku;
- następnie 30–40 m po skałach średniej trudności w prawo na niewielki taras…
My wyraźnie widzimy drogę Owczarowa, ale wolelibyśmy dostać się na północny kontforfort І Zachodniej. Z prawej strony, przez szeroki śnieżno-lodowy kuloar. Nie mamy raków (są na płaskowyżu Użbińskim), ale warto spróbować zbocza. Gęsty śnieg. Stopnie wybite perfekcyjnie – i w godzinę my z Walentym wychodzimy na grań. Jutro pójdziemy tą trasą! Wracamy do namiotu, gdzie German i Alik czekają na nas. Herbata. I oto pierwsza noc w czterosypialnym śpiworze – zadziwiająco swobodnie.
15/VII. Wychodzimy o 5:00. Pierwsi Walentin i ja. Wychodząc na grań po wczorajszych śladach, widzimy, że Gera i Alik również opuszczają kuloar – wkrótce będzie słońce. O 13:00 zaczynają się trudne skały – rzeczywiście, bardzo ciężkie są nasze plecaki, ważące ponad dwadzieścia.
Zostawiamy mały lince. Nasza lina również staje się poręczą. Idziemy dalej na podwójnym sznurku. Tarasów nie ma. Po pozostawieniu na kolejnym trudnym odcinku lince, jako tako urządzamy się w oczekiwaniu na drugą parę. O 17:00 Jura podchodzi pod naszą główną linę. Tam jest miejsce na stanowisko, i schodzimy do niego z plecakami. Lince i lina zostają na jutro. O 8:00 namiot stoi całkiem nieźle i został zjedzony rosół. Jeszcze – herbata. Dobrze zasypiamy.
16/VII. Wstajemy o 5:00. Ja z Walą ruszam. Gera z Alikiem, po rozebraniu namiotu, idą za nami. Wczorajsze liny zostają pokonane i Wala idzie dalej. Skały nie stają się łatwiejsze. Kiedy w końcu wyjdziemy na przełączkę?
11:30. My z Walą jesteśmy u końca liny, czekamy na drugą parę. Ja wspinałem się dwa razy – ze swoim i Walnym plecakiem. Za drugim razem, z wybitą tymczasową kotwicą, ledwo dałem radę. - To komin z zatyczką. Do żandarma „Palec” – lina. Podchodzą Gera z Alikiem, i oto, po półlinie, jesteśmy w końcu na ciepłej, południowej stronie przełączki między „Palcem” a І Zachodnią. Ukośne zejście po półkach na południe i dülfer w prawo – do przełączki, na której zostawiliśmy zapasy. Obok nich – na stanowiska. I gdy Alik przygotowuje posiłek, my trzej idziemy i wracamy po zapasy: dżem, kompot, kasza i solanka w słoikach, solone ogórki, a oto sucharów jakoś nie ma. Wygodne ciepłe biwakowanie. Sen.
17/VII. Wychodzimy o siódmej, a właściwie o 7:00 – po jedzeniu, po wschodzie słońca (pogoda nam sprzyja) i po starannym przestudiowaniu marszruty. Gera wziął na górę książkę Naumowa. Zmieniliśmy skład par. Ja i Gera ruszamy pierwsi. „Z przełączki 60–80 m w prawo i w dół przez kamienisty kuloar. Z niego trawers po prostych skałach i rumowiskach w lewo, ku podstawie wąskiego lodowego kuloaru, schodzący z południowej grani Szheldy Zachodniej…” W kamienistym kuloarze lód pod cienkim śniegiem, a raków nie mamy. Gdzieniegdzie trzeba rąbać stopnie… Wspinamy się na południową grań wzdłuż lodowego kuloaru. Szczyt.
O dziesiątej ruszyliśmy wzdłuż zachodniej grani ku Drugiej Zachodniej. I po 2 godzinach – pod jej wzniesieniem, na stanowiskach. Pod wzniesieniem usmażyliśmy kiełbasę i zrobiliśmy kakao – trzeba odciążyć się.
„…Z przełączki do góry przez proste i średniej trudności skały zachodniej grani II Zachodniej. Wszystkie żandarme pokonuje się frontalnie po skałach grani (średniej trudności). Skalny wznoszącego się wierzchołka należy obejść z prawej strony z trawersem przez stromy lodowy kuloar…”
Te dwie liny (5 haków) jako pierwszy pokonuje Walia. Jeszcze kilka lin – i jesteśmy na stanowiskach. Pogoda pogarsza się. Nad stanowiskiem trzeba było się napracować – długo kręciliśmy olbrzymim głazem. Ale oto i namiot stoi, i dobrze zjedliśmy:
- kasza
- herbata
- zupa
- herbata W nocy pada śnieg, i rano nie wychodzimy – czekamy na słońce. Kłopoty z palnikiem stają się niepokojące. Łączność z obozem dobra, a z chłopakami J. Porochni na Użbie („Impuls”) nie ma łączności.
18/VII. O dziesiątej, po posiłku i po trochu wyschnięciu, wychodzimy. Łatwe zejście i trudna lina lodu – Walia. Oto i Druga Zachodnia! Ryzalit, łatwe zejście – jedna lina, i zaczynają się skalne „smaczki”. Walia – Alik, Gera – Ja. Pogoda średnia. Nadciągają chmurki. Opady. Idziemy spokojnie. Ubezpieczenie, haki, parę razy – poręcze.
Oto trudna lina skalnego zejścia. Ja idę ostatni. Biorę przykład z Gery, idę fragmentami na podwójnej linie, zarzucając ją za występy, a potem przeciągając. Gera jest wirtuozem w tej technice. Mówi, że nauczył się u I. Leonowa. Wzniesienie, i długi (45 m) wąski śnieżny klin łukiem prowadzi do biwaku. Śnieg. 16:00. Kolacja:
- mielonka
- kakao
I my z Walą idziemy zawiesić parę lin na jutro. Jedna lina – wzniesienie, druga – dülfer na bułgarskim haku. W chwilach przejaśnienia widać kolosalną południową ścianę. Na Drugą Zachodnią (nasz zapasowy (czy główny?) wariant podejścia), las żandarmów. Ściany z przodu i z tyłu; nie chce się wierzyć, że przeszliśmy, myśli się – jak przejdziemy? Wczoraj z przodu, z prawej strony, w całej okazałości stanęła Mazeri i kawał Południowej Użby. Dziś widać przerażające żandarmy na grani Budowniczych, Centralna i Wschodnia Szhelda z „Kogutem”.
A więc, przed nami 5 żandarmów grani Budowniczych… Pada i pada.
Oto i łączność. Na radiostacji w obozie Tiulpanow. Przekazuje rozkazy dotyczące palników, wszak nasz – to jego „prezent”. Wszyscy w obozie martwią się o nas.
19/VII. Jakże to nie stracić rachuby dni! Powoli posuwamy się wśród żandarmów. Wspinaczka i śnieg bardzo obciążają. Ale spokojna atmosfera, odpoczynek i sen, które zorganizował German, dobrze regenerują siły. Jesteśmy świezi jak pierwszego dnia. Drugi żandarm. Ściany z tyłu. Kolosy Centralnej i Wschodniej Szheldy z przodu. I Użba – północne żebro, przełączka i Południowa. W dole – zlewisko lodowca Użbińskiego i Południowo-Szheldińskiego – „myśliwskie noclegi”, skąd robiliśmy zapasy pod „Zazubrinę”. Wyszliśmy z noclegów w mgle, obserwując fantastyczne „halo” wokół własnych cieni na gęstej mgle. A teraz słońce rani oczy, to znów przesłaniają je strzępy mgły jak proch wystrzału. Gera widział czworo na Północnej Użbie. Kto to?
Daleeeeko w dole – zielona Swanećja, a z tyłu ukochana dolina Szheldy. Nasz postęp, choć powolny, to jednak widoczny – jesteśmy już na poziomie (morskim trawersem) zakrętu lodowca Północno-Szheldińskiego ku niemieckim noclegom. Choć jak to ciężko, to jednak oszałamiające obrazy urzekają i podnoszą na duchu. I, oczywiście, pogoda – jak dotąd nie ma powodów do narzekań.
Dülfer 20 m, następnie pierwszy 40-metęrowy dülfer – pora zacząć używać uprzęży, – i po niedużym wzniesieniu (2 liny) jesteśmy w muldzie na grani, bodaj czwartego żandarma (grań Budowniczych). Piąta godzina. Rąbiemy i ubijamy stanowisko. Alik wydaje smażone mięso i herbatę – to obiad. A będzie i kolacja. Łączność. Obóz proponuje palnik KSP na płaskowyżu Użbińskim – tam planowane jest lądowanie helikoptera z W. Gippenreiterem. German odmawia. Lusia informuje go o zamieszaniu z Austriakami – kamczadalowie spotykają ich na Kaukazie, potem jadą do Austrii. Z „Impulsem” nie ma łączności. O 19:00 zaczyna padać śnieg.
Przeczytanie Naumowa nasuwa myśl, że na Szheldzie przyjdzie spędzić jeszcze co najmniej 3 dni:
- Dzień – 4, 5, 6 żandarmów,
- Dzień – 3-cia Zachodnia i Centralna,
- Dzień – Wschodnia. To znaczy, na płaskowyż dotrzemy w najlepszym razie 23-go!!
Koło ósmej. Kasza gotuje się w alikowych spodniach. Gera czyta z Naumowa o poprzednich trawersach Szheldy i Użby. Co za nazwiska! I. Leopow, W. Rubanow, S. Tenieszew i inni. Gera znał wielu z nich osobiście. Wspomina W. Abalakowa i M. Anufriewa.
20/VII. Noc i ranek chłodne. Jest pogodnie. Kilkakrotnie budziłem się od zimna i głębiej chowałem w śpiwór. Nasz „strażniczy” kamień przed namiotem obwieszony jest ekwipunkiem: liny, kaski, kuźnia, buty, oświetlony słońcem. Szósta godzina. Znów czyszczenie palnika z pomocą niehigastych przyrządów: szpilka, scyzoryk, klucz kombinowany. Rozebranie i wyczyszczenie szyny, łoża, filtra i nypla daje efekt – nasz stary „Szmel” zabełkotał po młodemu.
Sztab i Całgmył – po prawej od „strażniczego” kamienia, Mazeri i Swanećja – po lewej.
Niekomplikowane skały, śnieżno-lodowe przełączki, – i jesteśmy na 3-ciej Zachodniej (p. Aristowa). Wyprzedzamy grupę instruktorów „Baksana”, wspinających się na ten wierzchołek czwórką (od południa). To krasnodarцы – wychowankowie S. Kisiela. Mówią, że ich piątka ledwo wczoraj wyszła na ścianę P Zachodniej. Zjazd z p. Aristowa – dülfery 2 × 40 m na stanowiska. Przy pierwszym zjeździe zaklinowała się lina, i Walia, po wejściu do góry (skomplikowane wspinanie), zlikwidował zacięcie. Na dole – uprzątanie starego stanowiska. Jedzenie.
Rozglądamy się na Centralną. Jutro rozpocznie się dülferem na przełączkę, znaną mi z 1962 roku. Moja pierwsza 5B – Centralna Szhelda po „łopacie”.
21/VII. Koło 18:00. My z Walą jesteśmy na Centralnej. Podchodzą Alik i Gera. Przed chwilą było słońce, i oto znów nasunęła się mgła. Zimno przez cały dzień. Idziemy w watowanych kurtkach.
Zaczęliśmy o 8:00. Dülfer na lód, i jedna lina na przełączkę, gdzie w 1962 roku, niedobrze czując się od zmęczenia po 17-godzinnej pracy, zupełnie bez sił zasnęliśmy w źle rozstawionym namiocie ja, Kolczin, Wierbowej i Timoszew. Z Aristowa Centralna baszta wydaje się trudna do zdobycia. Ale ja pamiętam, że przebyłem ją z A. Kolczinem bez większych przygód.
Walia jest pierwszy. German – ostatni. Idziemy po 45 m. Na trudnych miejscach – poręcze – ciężkie plecaki. Podoba mi się spokojna atmosfera całego wejścia.
Szczyt Aristowa jest już niżej nas. Ale jego ściany, północne i południowe, oszałamiają. Może to kwestia perspektywy… Za szczytem Aristowa – Druga Zachodnia… Przebyto niemało.
Ciężko sapiąc, przemaszerował obok nas Alik. „Wybieram” Germana. Zaraz za wierzchołkiem – nocleg. Zapisek Bułgarów (zeszłoroczna), ich żółte haki, ich produkty na stanowiskach. Na Wschodniej widzimy cztery sylwetki. Na okrzyk odpowiadają jodlem. Zimno. Słońce i strzępy mgły. Gdy po jednej stronie namiotu jest słońce, a po drugiej mgła, znów widzimy kolorowe halo wokół cieni. Łączność o 19:00. Ju.P. Szułgin mówi, że jutro – pojutrze Leżenin, Tiulpanow, Krugłow i Agranowską zaczną Użbę (przed nami). Na płaskowyż dostarczymy ich helikopterem. Oto w końcu wszystko jest w namiocie. Gera studiuje Naumowa – chce porównać dzień pracy na jutro z dzisiejszym. Alik jest zajęty gotowaniem i prosi Walę o przygotowanie dla niego uprzęży – spalił sobie piątą część ciała na dülferach. Walia zmarzł i zmęczył się, robi uprząż, nie wychodząc ze śpiwora.
Jak to miły miraż przypominają dom, rodzinę i pracę. Ale i ponuro-piękne krajobrazy przykuwają i przyciągają uwagę:
- mroczne, otoczone strzępiami mgły otoczenie,
- pojawiające się, to znikające ściany bliższego i dalszego planu,
- z góry – słoneczne podświetlenie.
22/VII. Słoneczny dzień. Ale poranny mróz i kaprysy palnika opóźniły nasz wymarsz. Czekając na herbatę i ubierając się (ósma godzina), widzimy cudzoziemców, podchodzących do nas skalną ścieżką od Wschodniej. To Japończycy. Dowiadujemy się, że idą na spotkaniowy trawers, sami z „Elbrusa”, znają Motsumoto Tatsuo, który był z nami w 1969 roku na szczycie Lenina. Wyekwipowani znakomicie:
- kaski,
- pasy i uprzęże,
- najlżejsze liny,
- tytan (?),
- wibramy z getrami.
Od noclegów – zejście wzdłuż grani. Ominięcie żandarmów po lodzie. Początek marszruty na Wschodnią po śladach, po lewej stronie, choć według Naumowa, wydaje się, że to nie początek drogi na Wschodnią, a drugi żandarm. „…Ominąć dwa żandarmy przełączki z prawej strony. Na początku po śnieżnej, potem po skalnej półce i skałach średniej trudności podejście na stanowisko przełączki pod zachodnim wzniesieniem wierzchołka Szhelda Wschodnia. Ze stanowiska prosto do góry po zaśnieżonych stromych skałach grani, a potem stromego stoku podejście na «rudą» ścianę (3–4 m). Ścianę omijać z lewej strony po trudnych skałach – rozpadliny z przewieszką w górnej części. Nad ścianą trawers w prawo do niewielkiego kuloaru. Po 10-metrowym kuloarze do góry. Od kuloaru po trudnych skałach ściany do góry-w prawo do drugiego kuloaru. Po oblodzonałych skałach drugiego kuloaru podejście na wąską półkę. Po półce do góry – w lewo, następnie po skałach średniej trudności i 5-metrowej rozpadlinie podejście na wierzchołkową grań…”
Przed nami – Walia. Wspinaczka przez cały czas niezbyt prosta. A ostatnia lina do wierzchołka po ścianie i lodowym kominie po prostu trudna. Walia wyszedł bez plecaka. Gdy docieram do niego, on trzęsie się od zimna, ale jak zawsze spokojny i opanowany. Oto i ostatnie kilka lin po prostych skałach – stanowiska, biwak. To był dziewiąty dzień!
23/VII. Szósta godzina. Obudziliśmy się pod hukiem helikoptera. To chyba to Leżenin i jego grupa lecą na płaskowyż Użbiński. O tym w wieczornej rozmowie powiedziała Lusia Agranowska. Wraz z nimi leci W. Gippenreiter. Helikopter robi parę kręgów, nabierając wysokości. Oto już on jest nad lodopadem Użbińskim, pod M. Użbą. Chcieliśmy dać zieloną racę, ale widać helikopterowi nie do nas – i chowamy race. Nagle ostry dźwięk, i warkot motoru urywa się. Awaria?! Helikopter nieruchomo zastygł na płaskowyżu. Zamarliśmy i my. Chyba złamany jest śmigło. Wybuchu nie ma. Ludzie biegną od niego, a od namiotów, które widzieliśmy jeszcze wczoraj (Niemcy? Jugosłowianie?) ku helikopterowi. Tak…
Śniadanie: mięso, herbata, pozostałe cukierki. Wychodzimy. Najpierw ja z Walą, a na dülferach – w zwykłym porządku: Walia, Alik, ja i Gera. Ileż ich było? Pięć długości po 40 m na ścianie, obok feralnego „Koguta”, ukośnie, z lewa na prawo. Potem w kuloarze, wyprowadzającym na półki Szheldińskiej piły. Żandarmy omijamy z prawej strony, i o 6:00 rozbijamy biwak na śnieżnej półce u końca piły. Pogoda zła, opady śniegu, zimno.
24/VII. Do zapasów na płaskowyżu Użbińskim podchodzimy, gdy w pobliżu ląduje helikopter. Przywozi W. Majerkowicza (w szortach i japońskiej czapeczce!) i zabiera W. Gippenreйтеra. Na noclegach Lusia, Tiulpanow i Krugłow. Jutro razem z Majerkowiczem pójdą z nami na Użbę. Zaczyna się rozpakowywanie zapasów, rozstawienie namiotu, przymierzanie raków itd. Okropny wiatr i zimno, choć przez cały dzień słońce… Położyliśmy się wcześnie. Długo nie dawał nam zasnąć szalejący namiot. W środku nocy zostałem obudzony ciężkimi kroplami wody, boleśnie bijącymi prosto w twarz. Mokra płachta, mokry śpiwór, ogłuszający huk namiotu, grad, wycie wiatru i szelest osypujących się kamieni. Obudził się Walia i spokojnie mówi, że róg, z takim trudem przez nas zbudowany z ogromnych kamieni, runął. 3:00. W namiocie woda. Jura wyskakuje z namiotu. Wracając, mówi, że można przeczekać do świtu… Ubieramy się i pakujemy plecaki. Jedna trzecia „posadzki” już runęła, została rozmyta. Ale my jesteśmy już gotowi i w szarzejącej zorze wyskakujemy z namiotu. Huraganowy wiatr z trudem pozwala zebrać namiot. Ruszamy spod Szheldińskiej piły. Zapasy – na 2 dni. Podjedziemy i wrócimy. Resztę gratów przyciskamy kamieniami na resztkach stanowiska.
Prawie natychmiast, po półgodzinie za zakręt, wiatr cichnie. Ciepło. Wilgotno. Płyną potoki i spadają kamienie. Śnieg nasiąkł. Strzępy mgły pędzą do góry – już głównie ponad nami. Na równym, bezpiecznym śniegu rozbijamy namiot i po zjedzeniu plasterka kiełbasianego sera zasypiamy do 12:00.
25/VII. Wylegiwaliśmy się, jedliśmy i niezbyt udanie suszyliśmy się.
26/VII. Wstawaliśmy wcześnie (5:00–6:00). Mróz. Jest pogodnie. Mokrzy, ale wypoczęci wychodzimy po zmarzniętym w lód śniegu. Słońce dotyka wierzchołków Mazeri i Szheldy, wiatr nie wieje. Niebo sine. Helikopter! Flarа – ląduje na przełączce przy naszych zapasach. Coś z naszą czwórką? I nagle naprzeciw – szóstka. A. Babinin z Biezeńczi: „Akcja ratunkowa. Czterech Jugosłowian zginęło na «Krzyżu»”. To dlatego kręci się tu helikopter. Wylatują wciąż nowi ludzie. W. Prazdnikow jest głównym. 16 cudzoziemców wspina się po lodopadzie Użbińskim. Dokąd idą? Podchodzi Prazdnikow, lekarz i Jugosłowianin… Nam wolno kontynuować trawers. Ludzi dość.
W ІІ wychodzimy od zapasów i o 14:00 – na poduszce Użbińskiej. Dziś dalej nie pójdziemy, przed nami idą Austriacy. Zjedliśmy obiad. Praży słońce. A wysoko nad ścianą Monogarowa wdrapują się na wierzchołek 10 Austriaków. Słychać ich krzyki.
Tabela przejścia trasy
2-gi dzień trawersu Użby
| № п/п | Kąt nachylenia | Długość odcinka | Charakter odcinka | Metoda przejścia | Ubezpieczenie | Czas, godz | Czas, min | Liczba odcinków | Długość trasy | Uwagi |
|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|
| 48. | ~ | 200 m | Śnieżno-lodowy ostry grań przełączki Użby | Częściowo z wycięciem schodków | Przez czekana | 9 | 00 | 650 m | Mgła, huraganowy wiatr | |
| 49. | 60° | 8 m | Oblodniały skalny kuloar | Skały średniej trudności | Przez haki | 2 | ||||
| 50. | 50° | 80 m | Zniszczone skały | Skały średniej trudności | Przez haki i występy | 2 | ||||
| 51. | 90° | 3 m | Płyta | Trudne skały | Przez haki | 4 | ||||
| 52. | 50° | 40 m | Płytopodobne skały | Skały średniej trudności | Przez haki i występy | 2 | ||||
| 53. | 70°–80° | 25 m | Ściana | Trudne skały | Przez haki | 4 | ||||
| 54. | 30°–45° | 160 m | Śnieżno-skalny grań | Skały średniej trudności | Przez haki, występy i czekan | 16 | 30 | 3 | ||
| 55. | ~ | Zniszczony grań | Skały łatwe | Symultaniczne |
3-gi dzień trawersu Użby
| № п/п | Kąt nachylenia | Długość odcinka | Charakter odcinka | Metoda przejścia | Ubezpieczenie | Czas, godz | Czas, min | Liczba odcinków | Długość trasy | Uwagi |
|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|
| 56. | 80° | 100 m | Ściana | Zjazd na linie | 9 | 00 | 6 | 700 m | Pogoda rewelacyjna | |
| 57. | 30°–40° | 200 m | Skalny grań | Zjazd sportowy | 11 | 30 | 10 |
Komentarze
Zaloguj się, aby zostawić komentarz