
Opis
Pierwszego wejścia na Dżan-Tugan
Północno-Zachodnim Grzbietem
W tym wejściu uczestniczyło 8 osób (drużyna "Lokomotiwu") podzielonych na dwie grupy po cztery osoby, idące z odstępem 1 godziny.
Pierwsza czwórka:
- Garf (kierownik grupy)
- Karawajew
- Powarnin
- Szarunin
Druga czwórka:
- Rozowska (kierownik grupy)
- Niekrasowa
- Bałdin
- Michajłow
15 lipca o 5:00 pierwsza grupa wyszła z chaty lokomotiwu u zbiegu lodowców Baszkara i Dżal-Kuat, zwanej "Zielonym hotelem". Na początku droga prowadziła przez zagłębienie między prawą (orograficznie) moreną lodowca Baszkara a skałami masywu Dżan-Tugan. Po przejściu do końca moreny, skręciliśmy w lewo, wchodząc na lód i trawersując łagodny lodowy stok do przodu, w lewo, dochodząc do podstawy firnowego żlebu, prowadzącego w kierunku zachodniego grzbietu. W żlebie panował cień i dobry firn. Szybko zaczęliśmy nabierać wysokość, trzymając się najpierw lewej strony (w kierunku marszu), a następnie, w górnej części, trawersując żleb na prawą stronę i trzymając się prawej strony aż do wyjścia na poduszkę. Średnie nachylenie żlebu wynosiło 35–40°.
Na szczycie żlebu byliśmy około 8:00. Stąd, po stromych śnieżnych stokach przez godzinę podchodziliśmy do podstawy północno-zachodniego grzbietu, który w tym miejscu reprezentowały pionowe żandarmy typu baranich czołów. Początek grzbietu został ominięty z południa, od strony Baszkary. Po przejściu krótkiego lodowego stoku (3 liny) o nachyleniu około 45°, podeszliśmy do podstawy ścianki prowadzącej na grzbiet z południa, po wąskiej półce przecięliśmy pierwszy niejasno wyrażony żleb, niebezpieczny z punktu widzenia spadających kamieni, i weszliśmy do drugiego żlebu, częściowo pokrytego lodem. Trzymając się lewej jego strony (w kierunku marszu) wspięliśmy się do rozwidlenia (3 liny). Stopnie dla ubezpieczenia były dość rzadkie ("warstwy") i trzeba było użyć haków.
Po krótkim trawersie w lewo po trudnych skałach nastąpiła pionowa ścianka z małą ilością zaczepów (2 liny). Ubezpieczenie na hakach.
Około 12:30 wyszliśmy w końcu na grzbiet.
Dalej nastąpił nieduży, ale stromy lodowy salon, prowadzący do drugiego skalnego masywu, który omijaliśmy z południa najpierw po lodowym żlebie, a następnie po skalnym, schodkowym żłobie, wyprowadzającym na przedwierzchołkową część grzbietu. Tu grzbiet był bardzo zniszczony i przemieszczanie się wymagało skrajnej ostrożności.
W ogóle przy wyjściu na grzbiet po żlebach i przy dalszym ruchu, równoczesne przemieszczanie się obu wiązek było niemożliwe i druga wiązka musiała się niezawodnie ukrywać przed licznymi kamieniami, nieuchronnie zrzucanymi przez pierwszą dwójkę.
W odległości 2–3 lin przed wierzchołkiem znajduje się dobre miejsce na nocleg.
Na wierzchołku grupa była o 16:30, zużywając na wejście około 11 godzin chodu.
Spuszczanie się odbywało się zwykłą drogą na Dżentuganowe płaskowzgórze. Do "Zielonego hotelu" grupa wróciła o 20:00.
Druga czwórka, zmuszona iść z dużym odstępem, aby nie trafić pod kamienie, nie doszła tego dnia do wierzchołka i musiała przenocować na wyżej wymienionym miejscu przedwierzchołkowego grzbietu.
Porównując wykonany przez nas marszrut z innymi wejściami tej samej klasy (Misses-Tau, Basznara, Ułłu-Kara, Bżeduch itd.), należy go ocenić jako wejście 3B kat. trudn.
Kapitan 1-szej drużyny DOO "Lokomotiw" Mistrz Sportu ZSRR (W. Garf).
Dżantugan po Płn.-Wsch. krawędzi
Zalecany harmonogram ruchu
przy wykonywaniu wejścia Płn.-Wsch. krawędzią wierzchołka DŻAN-TUGAN.
I dzień. A/l "Elbrus" — noclegi u "Zielonego Hotelu" — 4 godz.
II dzień.
- "Zielony hotel" — wyjście na przełączkę płn. WSch. krawędzi — 2–3 godz. — krawędź-wierzchołek "Dżan-Tugan" — 8–10 godz.
- Spuszczanie się z wierzchołka drogą 2A kat. trudn. — 3–4 godz.
- Powrót do a/l "Elbrus" — 2 godz.
Płn.-Wsch. krawędź
Komentarze
Zaloguj się, aby zostawić komentarz