Przejdź do treści

Bez tytułu

Paszport wejścia

  1. Klasa wejścia — techniczna
  2. Region wejścia — Kaukaz Centralny, Prielbrusie
  3. Szczyt, jego wysokość i trasa wejścia — Baszkara (4241 m) po Północnej ścianie (trasa Ju. Grigorienko-Prigody)
  4. Kategoria trudności — 5B
  5. Charakterystyka trasy: różnica wysokości: od lodowca Baszkara — 920 m, od bergschrund — 670 m. średnie nachylenie: odcinka ściennego — 62°, całej trasy — 50°. długość odcinków: 1 kat. trudn. — 0 m, 2 kat. trudn. — 530 m, 3 kat. trudn. — 175 m, 4 kat. trudn. — 300 m, 5 kat. trudn. — 290 m, 6 kat. trudn. — 110 m.
  6. Zakładek: dla asekuracji — 50 skalnych, 12 lodowych, 1 śrubowy; dla stworzenia punktów asekuracyjnych — 14 skalnych. Elementy zaklinowane: 14 do asekuracji, 8 do stworzenia punktów asekuracyjnych.
  7. Liczba godzin marszu — 32 godz
  8. Liczba noclegów i ich charakterystyka: leżących — 1, półsiedzących — 2, siedzących — 1
  9. Nazwisko, imię, patronim lidera i uczestników, ich kwalifikacje sportowe: Gorodecki Jewgienij Michajłowicz — KMS Switow Wiaczesław Michajłowicz — MS
  10. Trener zespołu — Switow W.M.
  11. Data wyjścia na trasę i powrotu: wyjście — 17 sierpnia 1978 r., powrót — 21 sierpnia 1978 r.

img-0.jpeg

Baszkara (od północy)

  1. Trasa J. Iwanowa — 3B po S-W grani
  2. Trasa Ju. Grigorienko-Prigody — 5B po P. ścianie (przebyta przez grupę)
  3. Trasa W. Lifszica — 5B po P. ścianie zachodniego ramienia. img-1.jpeg

Szkic górnego biegu doliny Adył-Su

Przebieg trasy

(wyjaśnienie do tabeli)

17 sierpnia o 9:45 wyszliśmy z biwaku na morenie pod północno-zachodnim grzebieniem w. Dżantugan. Widoczność 200–300 m. Poruszamy się między dwiema warstwami chmur. Na początku po l. Baszkara w kierunku przełęczy między w. Baszkara i w. Dżantugan, a następnie w prawo-w górę, omijając od lewej strefę zrzutów lodowych, wyjście do bergschrund pod północną ścianą w. Baszkara. Lodowiec miejscami mocno popękany, szczeliny przechodzone po mostach. Bergschrund przeszliśmy w lewej jego części po wąskim śnieżnym moście i po 10-metrowej lodowej ścianie z hakową asekuracją. Od bergschrund około 200 m w górę-w prawo po stromym lodowym stoku pod ścianą w kierunku skalnej wyspy na prawo od dużego żlebu, przechodzącego przez całą ścianę. Ruch naprzemienny z hakową asekuracją. Przez cały czas ruchu pod ścianą — epizodyczne spadające kamienie. Podczas przekraczania gardzieli żlebu, zostaliśmy nakryci silnym kamieniopadem, ale obyło się bez strat.

Dalej ruch najpierw po wąskim lodowym żlebie na prawo od skalnej wyspy, a następnie wyjście w prawo-w górę na zniszczone, zlodowaciałe skały z fragmentami "baranich łbów". Po łbach i ściance 30 m w górę — wyjście u podstawy niewyraźnie zaznaczonego, mocno zniszczonego wewnętrznego kąta, miejscami wypełnionego lodem. Po kącie podjazd 45 metrów bardzo trudnego wspinania pod skalny gzyms, z którego nieprzerwanie płynie woda. Pogoda do tego czasu się popsuła, zaczął padać śnieg, widoczność 20–30 metrów. Gzyms przechodziliśmy "w лоб", z zastosowaniem sztucznych punktów oparcia. Ponad gzymsem rozpoczął się odcinek zniszczonych, mokrych płyt z lodem, po których trudnym wspinaniem 45 m w górę wyszliśmy na 1-szy taras ściany. Do tego czasu opad śniegu się wzmógł, po ścianie czasami samorzutnie zsuwają się kamienie, ostrzeliwujące taras. Dlatego, pomimo obecności na tarasie niezłej platformy, stanęliśmy na biwak w lewej jego części pod przewieszonym gzymsem. Nocleg półsiedzący. O 19:00 rozpoczął się najsilniejszy opad śniegu z burzą, trwający całą noc i większą część dnia 18 sierpnia. W nocy przez taras ze ściany zeszły trzy lawiny ze świeżego śniegu, ale gzyms posłużył jako dobra ochrona i biwak nie ucierpiał.

Ok. 15:00 18 sierpnia opad śniegu ustał. Stan trasy gwałtownie się skomplikował. Wszystko zasypane grubą warstwą śniegu. Spust w dół stał się niezwykle niebezpieczny i praktycznie niemożliwy z powodu zsuwania się lawin na lodowych odcinkach. Dlatego podjęto decyzję o kontynuowaniu wspinaczki. Tego dnia postanowiliśmy nie zdejmować biwaku i obrobić początek drugiego wzniesienia ściany. Z biwaku, po przejściu 20 metrów po półkach w lewo do końca tarasu, wyszliśmy u podstawy wewnętrznego kąta ze szczeliną, w górnej części kąt jest przewieszony. Przez kąt płynie woda, dużo lodu. Przejście tego odcinka okazało się niezwykle trudne, z użyciem sztucznych punktów oparcia. Przeszedłszy 40 metrów, umocowaliśmy linę i o 19:00 zeszliśmy na biwak.

19 sierpnia rano niewielki opad śniegu, bardzo zimno. Zebrawszy biwak o 6:30, wyszliśmy na trasę. Przeszedłszy po umocowanej linie na zaciskaczach wewnętrzny kąt, wyszliśmy na śnieżną półkę. Po półce 30 metrów w górę-w lewo pod monolityczną, stromą ścianę, całkowicie wypełnioną lodem z przymarzniętym do niego śniegiem. Po ścianie 25 metrów najtrudniejszego wspinania ze szt. punktami oparcia wyprowadzają na zniszczone skały górnego tarasu. Pogoda pogarsza się, ochładza, zaczyna się zamieć. Przeszedłszy 100 metrów w lewo-w górę po mocno zniszczonych, zaśnieżonych skałach i półkach drugiego tarasu, o 18:00 stanęliśmy na siedzącym biwaku na końcu tarasu. W nocy czasami opad śniegu ustaje, czasami sypie "kasza". Pod ranem nieco się ociepliło.

20 sierpnia, zdjęty biwak, zaczęliśmy szukać dalszej drogi. Ponad tarasem szeroki pas monolitycznych, przewieszonych skał. W lewej jego części widać wąski, przewieszony komin, przechodzący w górnej części w rozłam. Postanowiliśmy kontynuować ruch po kominie. Odcinek okazał się maksymalnie trudny:

  • Ściany komina pokryte lodem;
  • Rozłam miejscami wypełniony lodem całkowicie;
  • Trzeba było odrąbywać lód na całym odcinku i używać szt. punktów oparcia.

Pogoda nieco się poprawiła, w prześwitach chmur widać słońce. Komin i rozłam po 40 metrach wyprowadzają na bardzo mocno zniszczone, "dachówkowe" płyty, pokryte lodem i śniegiem. Odcinek bardzo trudny i niebezpieczny:

  • Niemal wszystkie zaczepy "odwrotne";
  • Haki w zniszczonej "dachówce" trzymają słabo;
  • Trzeba każdy metr oczyszczać z lodu.

Dlatego ruch bardzo powolny. Przeszedłszy 120 metrów tego odcinka, ok. 18:00 wyszliśmy na mocno zniszczony grzebień wierzchołkowy, gdzie, wykrywszy niezłą platformę, postawiliśmy namiot i stanęliśmy na biwaku. W nocy huraganowy wiatr, zamieć, bardzo zimno.

21 sierpnia rano pogodnie i mroźno. O 6:00 wyszliśmy z biwaku i najpierw po prostej, zniszczonej grani ze śnieżnymi odcinkami, a następnie po śnieżno-lodowym żlebie o 8:00 wyszliśmy na wierzchołek. Pogoda słoneczna, ciepło. O 8:15 rozpoczęliśmy schodzenie po trasie 3B kat. trudn. Trasa cała zaśnieżona. Pętli zjazdowych nie widać. Śnieg na skałach trzyma się bardzo słabo, dlatego trzeba było organizować około 20 zjazdów na linie aż do Dżantuganskiego płaskowyżu. Kontynuując schodzenie, o 20:30 byliśmy na "Zielonym" hoteliku, gdzie spotkaliśmy się z grupą obserwacyjną.

Protokół

rozpatrzenia wejścia na wierzchołek Baszkara po północnej ścianie 5B kat. trudn. (trasa Grigorienko-Prigody), dokonanego przez grupę instruktorów obozu w składzie: Gorodecki J.M. i Switow W.M., 21 sierpnia 1978 r.

Obecni: kierownik części szkoleniowej a/o "Adył-Su" MS ZSRR N.A. Kusel-Moroz, kierownik drużyny ratowniczej st. instruktor N.L. Szupiło, st. instruktor MS ZSRR Sawostjanow B.W., st. instruktor MS ZSRR W.W. Kisel, instruktor MS ZSRR Switow W.M., KMS Gorodecki J.M. i obserwator Popowa T.K. — 3 sp. kat.

Gorodecki: Zgodnie z arkuszem marszruty 14 sierpnia o 13:00 wyszliśmy z obozu i podeszliśmy na biwak "Zielony hotelik". Tam spotkaliśmy obserwatorów a/o "Elbrus", dwójka instruktorów których wyszła na tę samą trasę 14 sierpnia. Skontaktowaliśmy się na "Witalkach" z grupą na ścianie, otrzymaliśmy od nich konsultację o stanie trasy i rekomendacje co do wyjścia. Postanowiliśmy 15-go na ścianę nie wychodzić, tak jak był możliwy spad kamieni spod pracujących na trasie.

16 sierpnia w pierwszej połowie dnia dwójka a/o "Elbrus" zeszła na "Zielony" i, otrzymawszy od nich szczegółową konsultację, o 12:00 wyszliśmy na noclegi pod trasę.

17 sierpnia z rana widoczność 20 metrów, gęsta mgła, ale do 9:00 widoczność się poprawiła, i o 9:45 wyszliśmy na trasę. Widoczność około 600 m, szliśmy między dwiema warstwami zachmurzenia. Przeszedłszy lodospad, strefę zrzutów i bergschrund, trawersem po stromym lodzie wyszliśmy do początku samej skalnej ściany. Podczas ruchu pod ścianą zostaliśmy nakryci silnym kamieniopadem, ale nie ucierpieliśmy. Ruch po skałach rozpoczęliśmy o 13:00. Przeszedłszy pierwszy skalny wznos ściany, do 17:30 wyszliśmy na pierwszy taras i stanęliśmy na biwaku pod przewieszoną ścianką na pierwszym tarasie. Wieczorem rozpoczął się najsilniejszy opad śniegu z burzą, trwający całą noc i większą część dnia 18 sierpnia. Po całej ścianie nieprzerwanymi strugami sypała "kasza", i rozpoczął się spad lawin ze świeżego śniegu, które kilkakrotnie nas przewalały.

Dopiero ok. 15:00 opad śniegu nieco ustał, i obrobiśmy 50 m drugiego wzniesienia, na biwak zeszliśmy na stare miejsce. Stan trasy gwałtownie się skomplikował: pojawił się lód naciekowy, wszystkie skały zalepione śniegiem, po ścianie płynie woda i strugi "kaszy". Postanowiliśmy kontynuować ruch w górę, tak jak schodzenie stało się niezwykle niebezpieczne z powodu nieprzerwanego spadania lawin i bardzo złego stanu śniegu. Wieczorem na łączności radiowej otrzymaliśmy informację o przedłużeniu kontrolnego terminu.

19 sierpnia w warunkach słabej widoczności (20–30 m) kontynuowaliśmy ruch i przeszliśmy drugie skalne wzniesienie, wychodząc na drugi (górny) taras, gdzie zorganizowaliśmy siedzący biwak. Wieczorem tego samego dnia obrobiiliśmy przewieszony odcinek trzeciego wzniesienia.

20 sierpnia kontynuowaliśmy ruch. Przejście trzeciego wzniesienia okazało się najbardziej skomplikowane i niebezpieczne. Wszystkie skały całkowicie zalane lodem naciekowym i pokryte warstwą śniegu. Skały "dachówkowate" i bardzo kruche. Często trzeba było używać sztucznych punktów oparcia. Do 17:30 wyszliśmy na grzebień wierzchołkowy i na niezłej platformie stanęliśmy na biwaku. O 19:00 gwałtownie się ochłodziło i zaczął się opad śniegu z zamiecią.

21 sierpnia o 8:00 byliśmy na wierzchołku i rozpoczęliśmy schodzenie po trasie 3B kat. trudn. Schodzenie okazało się również w bardzo ciężkim stanie: wszystkie pętle zjazdowe zasypane śniegiem i nie zostały znalezione. Trzeba było organizować nowe punkty zjazdowe. W sumie zorganizowano około 20 zjazdów na linie. O 16:30 zeszliśmy na Dżantuganskie płaskowyż i o 20:30 byliśmy na "Zielonym hoteliku".

Kusel-Moroz: Jaka jest Pana ocena trasy, opinia o partnerze, czy wystarczyło zabranego sprzętu, produktów i benzyny?

Gorodecki: Trasa w najcięższym stanie z powodu przeszłej niepogody, według stopnia trudności — bardzo trudna 5B, bliżej do 6 kat. trudn. Trasa dość niebezpieczna z powodu zniszczalności skał, samorzutnych kamieniopadów i trudności organizacji asekuracji na poszczególnych odcinkach. Na przedzie pracowaliśmy na zmianę, kluczowe odcinki przechodziliśmy obaj. O partnerze w dwójce — najlepsze wrażenie, chodzimy razem 6 lat, więc z tym żadnych problemów nie było. Dość często trzeba było używać sztucznych punktów oparcia i wyciągać plecaki. Produktów i benzyny było wystarczająco, wystarczyło do ostatniego dnia.

Sprzęt był następujący: dwie liny po 45 m, 20 karabinków, 30 haków skalnych, 5 lodowych, drabinki, zaciskacze.5. Łączność radiowa była dość stabilna. W pierwszy dzień przestała działać bateria w "Witalce", ale została zastąpiona trzema bateriami z latarek. Były przypadki awarii radiostacji i u obserwatorów.

20 sierpnia o 17:00 przy wyjściu na grzebień uprzedzili, że ta łączność jest ostatnia, tak jak odchodzili poza granice widoczności radiowej.

Switow W.M.: Dwójka a/o "Elbrus" na łączności radiowej nie radziła wychodzić 15-go w ślad za nimi. Dlatego wyszliśmy 16-go, otrzymawszy od nich konsultację i zaczekawszy, aż oni przejdą trasę.

16 sierpnia w godzinie marszu od "Zielonego hoteliku" na morenie postawiliśmy biwak. 17-go z rana mgła, widoczności brak, po łączności przekazaliśmy, że siedzimy, ale o 9:00 zachmurzenie się rozdarło i na 10-godzinnej łączności przekazaliśmy, że wyszliśmy na trasę. Podejście pod ścianę idzie dobrze aż do górnej części, podjazd po żlebie. Poprzednia grupa według wyników rekonesansu radziła przechodzić prawie do przełęczy i następnie trawersować w prawo. Śnieg na podejściu bardzo skomplikowany. Po niepogodzie podjęto decyzję o kontynuowaniu marszu w górę po trasie, tak jak schodzenie przedstawiało znacznie większe niebezpieczeństwo. Na wszelki wypadek był przewidziany zapasowy wariant z przejściem w prawo na bardziej prostą trasę Lifszica, ale w toku wspinaczki ostatecznie zdecydowaliśmy się iść po wytyczonej trasie. Warunki wspinaczki zimowe. Zmęczenie dało się we znaki. Przed wyjściem na grzebień nieco przeszacowaliśmy swoje siły, mówiąc na łączności, że będziemy tego dnia na wierzchołku. Ostatnie 100 metrów ściany okazało się bardzo trudne, szliśmy 4 godz. Kiedy wyszliśmy na grzebień, niespodziewanie dla samych siebie odkryliśmy platformę i postawiliśmy namiot. Wczesnego wyjścia na następny dzień nie wyszło, tak jak byliśmy bardzo mokrzy, a przed wyjściem o 5:00 był silny mróz. Od noclegu do wierzchołka były 3,5 liny. Na wierzchołku byliśmy o 8:00.

Podczas schodzenia również nie doceniliśmy stanu trasy 3B kat. trudn. Pętli nie widać, wszystko pod śniegiem, poza tym, według rekomendacji grupy "Elbrus" na schodzeniu trzymaliśmy się w prawo i nieco zboczyliśmy od właściwej drogi. Trzeba było ukośnymi dulfersami (20 zjazdów) schodzić w stronę przełęczy. Zjazdy po linie szli aż do samego płaskowyżu z dokładną asekuracją, tak jak śnieg na skałach w ogóle nie trzymał. Cały materiał pomocniczy — repitery, pomocnicze końcówki i 26 haków — zostawiliśmy na schodzeniu.

Wrażenie o partnerze: bardzo cieszę się, że zdarzyło mi się chodzić razem z nim od 1973 roku, jestem z niego zadowolony we wszystkich aspektach, i jako z człowieka, i jako z sportowca. Wejście bardzo trudne, szczególnie trudno w takich warunkach chodzić w dwójce. Sprzęt był dobrany trafnie, namiot lekki (1 kg ze słupkami), asortyment haków i elementów zaklinowanych był dobrany dobrze.

Popowa T.K.: Planowa łączność radiowa była o parzystych godzinach. Na trzeci dzień wejścia był zanik jednej łączności. 20-go radio "Witalka" przestało działać, pracowała tylko na odbiór, ale informację od grupy otrzymywała i przekazywała do obozu. Z obozu przynieśli nowe baterie, ale to nie pomogło. Ostatnia łączność z grupą była 20 sierpnia o 17:00. Powiedziano: "Znajdujemy się na grzebieniu, stajemy na nocleg. Do widzenia w domu".

21 sierpnia z moreny w lornetce o 6:00 obserwowała wierzchołek, ale grupy nie widziała. Z obozu otrzymała wskazanie wychodzić na łączność z grupą co godzinę i prowadzić obserwację za drogą schodzenia. Dodatkowa łączność z obozem była wyznaczona na 20:30. Po 18:00 wyszła na morenę i o 18:30 dostrzegła łańcuch śladów na Dżantuganskim przełęczy i o 18:50 przekazała o tym do obozu. Następnie w lornetce pod skałami Aristowa zobaczyła ślady i schodzącą dwójkę. Spotkała ich o 20:00 na morenie lodowca Dżan-kuat. O 20:30 grupa była na "Zielonym".

Kisel W.W.: Waszym błędem było to, że 21 sierpnia nie wychodziliście na łączność z wierzchołka i z drogi schodzenia.

Kusel-Moroz N.A.: Trasa została przebyta prawidłowo i fachowo. Decyzja o kontynuowaniu marszu po niepogodzie przez górę była prawidłowa. Opóźnienie na schodzeniu tłumaczy się złym stanem trasy. O 16:00 podjęto decyzję o wysłaniu wam na spotkanie po 3B kat. trudn. grupy dla łączności i obserwacji wzrokowej, ale to okazało się zbędne. Obserwatorom — dzięki, bardzo dobrze była zorganizowana łączność i z grupą, i z obozem. Wejście zaliczyć, gratuluję uczestnikom grupy.

Sekretarz rozpatrzenia — (podpis) Switowa T.W.

Rozpatrzenie prowadził kierownik części szkoleniowej — (podpis) N.A. Kusel-Moroz.

Kopia rozpatrzenia jest wierna. Kierownik części szkoleniowej (podpis) Akb.

Załączone pliki

Źródła

Komentarze

Zaloguj się, aby zostawić komentarz