Na mistrzostwo Centralnej Rady DSz "Spartak" w kategorii technicznie skomplikowanych wejść.
Szczyt DALAR
po zachodniej ścianie
Drużyna obozu alpinistycznego CS DSz "Spartak" "Uzuńkoł"
| Korablin B. N. | — kierownik |
|---|---|
| Bielajew J. S. | — z-ca kierownika |
| Korszunow D. M. | — uczestnik |
| Paunksnis R. A. | — uczestnik |
1968
- Skład grupy szturmowej — według zgłoszenia.
Zgodnie ze zgłoszeniem, skład grupy początkowo wyglądał następująco:
Skład podstawowy:
Korablin B. N. — kapitan drużyny i kierownik wejścia Bielajew J. S. — z-ca kierownika i trener Grakowicz W. F. — uczestnik Zacharow P. P. — uczestnik
Skład rezerwowy:
Korszunow D. M. Paunksnis R. A.
W wyniku rozpoznania trasy i ustalenia możliwości jej przejścia została przyjęta схема przejścia nie wczworo, а całym заявленным składem.
Bezpośrednio przed wyjściem na trasę nieprzewidziane okoliczności nie tylko nie pozwoliły wyjść na wejście całej drużynie, ale i zmienić skład podstawowy, wprowadzając rezerwowych.
Tak więc, Grakowicz W. F. nie mógł wziąć udziału z powodu kontuzji nogi, którą otrzymał podczas treningu na skałach w składzie drużyny.
Zacharow P. P. nie mógł wziąć udziału, gdyż musiał wyjechać z obozu i powitać Czechosłowacką delegację alpinistów, którzy przybyli do obozu poza ustalonymi wcześniej terminami.
6. Przebieg przejścia trasy.
15 lipca 1968 r. drużyna wyszła z obozu alpinistycznego "Uzuńkoł" i przez dolinę Myrdы podeszła do 1500 m na płaskowyż lodowca Dалар, gdzie było ukryte wcześniej dostarczone wyposażenie, namioty, produkty.
Ustawiwszy obóz, uczestnicy przystąpili do:
- rozpakowania i przygotowania wyposażenia,
- pakowania plecaków.
W promieniach zachodzącego słońca dobrze była widoczna cała ściana, więc jeszcze raz została dokonana wizualna "ocena" trasy.
Pod wieczór zza Dалар pojawiły się chmury kłębiaste. Ale na razie nic złego, co by zwiastowało gwałtowną zmianę pogody, nie było widoczne.
O 20:30 zgasły ostatnie światła na bivuaku rozładowujących, znajdujących się po drugiej stronie doliny Myrdы — oni jutro wychodzą na sportowe wejścia w tym samym rejonie.
10 lipca 1968 r. Wczesny pobudzek. Drużyna Korszunow — Paunksnis o 4:00 rozpoczęła przejście bergszrundу i obróbkę wyjścia z niego. O 4:40 do pracy włączyła się druga drużyna Korablin — Bielajew. Pod ścianą grupa zebrała się razem. Krótki odpoczynek, i w górę poszła pierwsza drużyna.
Półka na początku niejako odciąga od ściany i tym bardziej od prostej linii podejścia. Ale to mylne wrażenie — gdyż w górnej części ona wychodzi na ścianę. Relief półki czasami pozwala ubezpieczać przez występy — raczej za odłamy i odszczepy płyt — tak można ich nazywać. Z pierwszych kroków po skałach poszły w ruch haki. Wkrótce doszli do końca półki. Tu ułożyli kontrolny kopiec.
Stąd droga odchodzi długim skośnym trawersem w prawo — w górę na "aksialną" linię trasy.
Drużyny idą samodzielnie. Jak poprzednio, z przodu Korszunow i Paunksnis.
Ciekawa jest budowa skał — coś zupełnie pośredniego między baranimi łbami, oddzielnych głazów, jakichś falistych płyt — i wszystko to przy nachyleniu nie mniej niż 60°. Mało jest pęknięć. Idą w ruch kliny. Szerokich pęknięć i szczelin znajduje się więcej.
Droga po "falach" prowadzi do wewnętrznego narożnika z przewieszką. Tu już znacznie trudniej, pracować muszą drużyny na zmianę. W ruch poszły cienkie haki — pęknięć jest coraz mniej. Przy pokonywaniu przewieszki trzeba było budować żywą drabinę. Podszedłszy jako pierwszy "ciężarowiec" Korszunow podstawił swoje ramiona Korablinowi, i ten, sięgając do górnej krawędzi przewieszki, "wyciąga" się na jej wierzchołek.
Dalsza droga do wyznaczonego "punktu № 1" drużyny szły na zmianę. Pogoda zaczyna psuć się. Wygląda na to, że pójdzie śnieg. Ale zawsze chce się wierzyć w lepsze — i dlatego nie powstała rozmowa o zatrzymaniu się na bivuak.
Ale przy przejściu trawersu po nachylonej 45-metrowej płycie zrozumieliśmy, że takie nadzieje były bardzo i bardzo przedwczesne — poszedł mokry śnieg, po skałach popłynęły strumyki wody. Wszystko to razem wzięte — nie jest bardzo przyjemną rzeczą, a tu okazało się, że skały, idące w górę, pokryte są lodem. Wydaje się, że przewiduje się "wesoła" perspektywa pojeździć na łyżwach!
Po przejściu trawersu na drodze pojawiło się jeszcze jedno ciekawe zbudowanie skał — ściana o stromiźnie ponad 75°, ułożona z płyt z odwróconym skosem. Wszystkie haki wbija się pod płytę — innych pęknięć praktycznie nie ma. Wspinaczka jest napięta. Jak się nie chciało, ale trzeba było puścić w ruch drabinki. Na oddzielnych odcinkach tej 150-metrowej ściany wyciągamy plecaki. Taki "zapał" pracy pokazuje, że dalej mogą być i bardziej poważne "prezenty".
W górnej części tej ściany relief płyt i bloków powiększa się. Stromość pozostaje taka sama. Pojawiły się pierwsze przewieszki, ale na razie nieduże. Przyjemnie pomyśleć, jak by było dobrze po takich skałach polazić w dobrą pogodę, a nie w warunkach, kiedy są one pokryte cienkim pancerzem z lodu. Znajdującym się na dole i tego gorzej — oprócz śniegu, wody ze skał, na nich lecą kawałki lodu, odłupywanego ze skał:
- dla zaczepów,
- przy obróbce pęknięć dla wbijania haków.
Tempo ruchu wyraźnie spada.
Górnej krawędzi tej ściany na razie nie widać. Nie wygląda, że myśmy się pomylili w określaniu odległości. Ale czas jednak pokazuje, że niedługo powinna być punpkt, który my z góry określili jako "punkt № 2".
Porywy wiatru i ładunki mokrego śniegu robią swoje: mokre ubranie skuwa ruchy, palce coraz częściej trzeba ogrzewać w ustach, bo w wełnianych rękawicach nie da się wspinać — zbyt ślisko na skałach, pokrytych lodem.
I jednak powoli, ale grupa zwartą — drużyna za drużyną — posuwa się w górę. Po reliefie skał rozumiemy, że te małe nadzieje, które żywiliśmy przy przeglądaniu ściany (a może! choć jakąś półeczkę dla noclegu na punkcie № 2) — nie sprawdzą się. Za bardzo nie wygląda, że na takim reliefie mogą być półki.
W pracy niezbyt widoczny jest bieg czasu, ale po zmęczeniu, które bierze swoje, i po tym, jak opróżniają się osobiste racje żywnościowe, trzeba pomyśleć o tym, że już praca trwa dość długo i intensywnie.
I tylko o zmierzchu zrozumieliśmy, że ta pierwsza, bardzo umownie nazwana przez nas półka — to jest nasza "platforma" dla bivuaku! Na hakach zawiesza się wyposażenie, rozciąga w dół po ścianie namiot, zwisając dużym workiem, i pierwszy, ułożywszy się na nocleg, bierze do rąk palnik — i zjeść dziś trzeba.
Na zmian dla każdego trzyma palnik w rękach, rozgrzewając się sam i susząc choć trochę i coś z zupełnie mokrego wyposażenia i ubrania.
Przez przerwy w chmurach próbujemy dojrzeć światła na noclegach rozładowujących, ale te próby są daremne — chmury gęstą masą wypełniły całą dolinę.
Noc przeszła w próbach znalezienia bardziej "przyjemnego" punktu dla "leżenia". Pogoda przez całą noc była zła — wiatr, śnieg i znów wiatr.
11 lipca 1968 r. Pierwsza drużyna Korablin i Bielajew rano poszła w górę. Na pozostałych wypadł cały zakres pracy po zwinięciu "bivuaku". Trzeba było wybić wszystkie haki, na których wisiały:
- pętle dla nóg,
- ubezpieczenia,
- mocowania namiotu itp.
Ale oto i oni, całkowicie rozciągnąwszy linę, idą w górę.
Pierwszym poważnym przeszkodą dzisiejszego dnia okazał się stromy śnieżno-lodowy żleb. Lecią kawałki lodu — trzeba rąbać stopnie. I oto zabrzmiały uderzenia młotka — poszedł w ruch śruba. W ściankach żlebu mało jest pęknięć, i w środkowej części trzeba było wbijać śrubowe haki dla ubezpieczenia. Bardzo napięte miejsce. Druga drużyna przechodzi po linie pierwszej i rozpoczyna posuwanie się po nachylonej półce, zalaną lodem, w kierunku do ogromnego narożnika wewnętrznego, który niejako jest złożony ze ściany i praktycznie pionowo ustawionej płyty monolitycznej.
Ten odcinek trasy pokazał, że myśmy się nie pomylili w określaniu ogólnej trudności trasy. Jasne jest, że w dobrą suchą pogodę tu będzie szło znacznie spokojniej, ale trudność tego miejsca się nie zmniejszy.
Wrażenie jest takie, że narożnik jest przewieszony. Za nim nie widać dalszej drogi, i dlatego wydaje się, że jest on bardzo długi.
Przeszliśmy 15 m narożnika — drabinki, haki co 2,5–3 m, i wyciąganie plecaków. Ale za narożnikiem od razu — bez przejścia i wyrównania — zaczyna się 45-metrowa taka sama gładka i pionowa ściana. Cały odcinek został przejdzony na drabinkach. Plecaki szły w górę przy pomocy liny.
Jak poprzednio:
- woda płynie po skałach,
- pada śnieg,
- lecą kawałki lodu, odłupywanego ze skał.
Przeszedłszy ten odcinek, a przed nami już czeka nowy skomplikowany odcinek — jakiś skośny trawers w prawo po 85° płycie z mikropęknięciami pod ogromną 60-metrową ścianę typu płyty. Z tych 60 m — 35 wypadło iść na drabinkach. Tu mile wspomnieliśmy liczne treningi na skomplikowanych skałach i "gonitwę", którą nam urządzali na nich z zastosowaniem drabinek!
O 18:00 doszliśmy do punktu № 3. Cały dzień nas prześladował silny opad mokrego śniegu. I nasze próby wysuszenia ostatecznie mokrych rzeczy zakończyły się kompletną klęską. Wiatr ze śniegiem nie suszył, a jeszcze dodawał wody i do tego mokrych butów, puchówek i innych naszych rzeczy.
Na półce postawiliśmy namiot i myśleliśmy, że mocny sen nas porządnie orzeźwi. Ale noc nie przyniosła ulgi. Silne porywy wiatru i chłód nie dawały snu.
12 lipca 1968 r. O 6:00 my już, zwinęwszy bivuak, szliśmy w górę po monolitycznych wielkoblokowych skałach w górę pod pionową ścianę. I jak dzień wcześniej — wiatr, pada śnieg, i skały pokryte cienką błonką lodu, a na półeczkach i zaczepach — wszystko zalane jest lodem i pokryte śniegiem.
Widok ujemnej ściany nie wywołuje pozytywnych emocji. Obejście jej zbyt surowe i nieprzyjemne — w taką pogodę zajmować się pracą śrubową na przestrzeni 30–40 widocznych przed siebie metrów — nie ma żadnego nastroju. Poszukiwanie objazdu trwało bardzo i bardzo krótko. Wyjście jedno — trawers po ścianie i występem w prawo po odłupanej płycie. Jak ona trzyma się na pionowej ścianie — nam nie bardzo jest zrozumiałe. Ogromna odłupana płyta, uczepiwszy się dolną krawędzią za jakąś półeczkę-szczelinę, stoi wzdłuż ściany. Wejście na jej górną krawędź, i zaczynają się nieprzyjemne minuty — trawers, bo górna krawędź płyty jest oddalona od ściany na 70 cm i ma w szerokości tylko od 5 do 7 cm.
Próba Korszunowa Dimy przejścia "wierzchem" po krawędzi nie udała się. Wszyscy przechodzą prosto po wierzchu, stawiając nogi w poprzek wąskiej krawędzi płyty.
Ale ten trawers praktycznie nic nie zmienił — i tak nam trzeba się wspinać przez występ, a dalej widać znowu pionową ścianę. Występ przechodzimy na drabinkach. Za występem jeszcze 10 m ściany, i widać jakby jakiś gwałtownie idący w lewo — w górę trawers po ścianie, ale znacznie łagodniejszy pod względem stromości — około 70°. Trawers w swojej środkowej części skrywał małą zagadkę — przejście z odłamu na odłam — znów trzeba było wieszać drabinki. Relief tego odcinka pokazał, że na jakieś złagodzenie wspinaczki liczyć nie można. I rzeczywiście — za trawersem iść wypadło po nachylonej półce (kąt nachylenia półki do 65°). Mimowolnie wyrwało się uwaga w kwestii takiej półki. Wszystko zalane jest lodem. Na ścianie — nad półką — prawie nie ma pęknięć i zaczepów. Wbiliśmy trzy śrubowe haki, a dalej znalazło się kilka pęknięć dla zwykłych haków. I znowu wspinaczka na drabinkach — nogi na oddzielnych odcinkach nie stoją na tej "półce" — wypada zawieszać drabinki. I znowu ten trawers prowadzi do przewieszki z ogromnych bloków. Ale już dobrze jest to, że po centrum tej przewieszki idzie rozpadlina. 15 metrów przewieszki wymagało bardzo starannego ubezpieczenia — 5 zwykłych i 3 śrubowych haków! Następująca po tym odcinku półka dała możliwość choć trochę odpocząć przed prawie pionowym narożnikiem wewnętrznym.
Za tym narożnikiem ukazały się skały wierzchołkowego grzebienia. To jednak w nas wszystkich wlało pewność w to, że dziś już my chyba przejdziemy wierzchołek i zaczniemy schodzić. Do tego momentu było około godziny dnia. Nu i pewną część optymizmu na ten temat nam dodały duże przerwy w chmurach. Śnieg przestał padać jeszcze wcześniej. Tak więc — w górę — do wierzchołka.
Ostatnia ściana przed wierzchołkowym grzbietem pokazała, że nie wszystkie trudności zostały w tyle. 60-metrowa ściana, jak oddzielna płyta, stanęła prosto przed nami, a warianty objazdu, które jakoś były naszkicowane z obu jej stron — nie wzbudziły specjalnego zaufania. Na te ostatnie 60 m ściany wypadło nam zużyć więcej niż dwie godziny. Skały, idące od razu za płytą, wydały się "asfaltem" — jakoś prosto poszliśmy te już ostatnie 15 metrów, chociaż i po stromych skałkowych blokach. Po grzebieniu podeszliśmy do przepaści, szybko organizującдюльфер — poszliśmy dalej po grzebieniu do wierzchołka. Ten odcinek każdy z nas przechodził wcześniej — tu, na wierzchołkowy grzebień, wyprowadza kilka tras.
Na wierzchołku piszę liścik. Zjadamy po jakimś małym smakołyku — bardzo zimny i przenikliwy wiatr wieje z południa ze stałą siłą — i schodzimy w dół po trasie 3Б kat. sł.
To, co sobą przedstawiała ta trasa, my na schodzeniu odnotowaliśmy różnymi pętlami z repsy, tam, gdzie ich nigdy nikt nie wieszał. Wszystkie skały, półeczki, korytarze — w śniegu: nie tylko w śniegu, a prosto zatkane śniegiem.
Zszedłszy na dużą półkę — to jest mniej więcej połowa trasy schodzenia — przyjęliśmy jednomyślnie decyzję — w dół — na płaskowyż, gdzie suchy namiot i sen w cieple. I tak zostało zrobione. Nam z przełęczy wypadło schodzić już w ciemności, ale to już nie miało dla nas praktycznego znaczenia. Latarki mamy, a schodzenie do namiotu zostało na kilka minut. O 22:00 przyszliśmy na miejsce swojego wyjściowego bivuaku. Pierścień został zamknięty. Myśleć o niczym nie chciało się — tylko spać.
13 lipca 1968 r. Dobre rano, promienie słońca — i nasuwa się pytanie, a te pogodowe "przyjemności" — czyżby one były!
Nie spiesząc się, zwijamy bivuak i zaczynamy schodzenie do obozu. Wczoraj, po swoich wejściach, do obozu poszli rozładowujący, którzy wieczorem odpowiedzieli na nasz ostatni sygnał o tym, że wszyscy w grupie są cali i zdrowi.
Nu i oczywiście, "oficjalny" koniec naszego wejścia był w szeregu w naszym rodzinnym "Uzuńkołе".
Tabela podstawowych charakterystyk wejścia na wierzchołek
Dалар po zachodniej ścianie
Długość trasy — 979 m, w tym najtrudniejszych odcinków — 420 m. Średnia stromość — 70°, w tym najtrudniejszych — 105°.
| Data | Odcinek | Stromość, ° | Długość, m | Charakterystyka odcinka i sposób przejścia | Ubezpieczenie | Warunki pogodowe | Zatrzymania na bivuak | Wyjście, h | Haki (sk./śr.) |
|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|
| 10.07 | R0–R1 | 50 | 90 | Snieżny stok z bergszrundem. Jednocześnie. | Przez lodośrubę | dobre | 1:30 | — | |
| 10.07 | R1–R2 | 45–65 | — | Nachylona z przewieszkami półka, stopniowate skały z odwróconym skosem. Na zmianę, skały średniej trudności. | haki, występy | — | 5:50 | 1:00 | 6/— |
| 10.07 | R2–R3 | 60 | 100 | Zygzakowaty narożnik wewnętrzny, złożony z płyto-podobnych skał, baranich łbów — z przewieszkami. Skały trudne, mała lub znikoma ilość pęknięć i zaczepów. | haki | — | 6:30 | 3:00 | 12/— |
| 10.07 | R3–R4 | 60 | 60 | Skały typu baranich łbów — faliste. Pęknięcia typu krótkich tępego rozłamu. Trudna wspinaczka, mała lub znikoma ilość pęknięć dla umocowania i ubezpieczenia przez występy. (Punkt № 1) | haki, występy | pod 8:00 rano zaczyna psuć się pogoda | 9:30 | 1:30 | 12/— |
| 10.07 | R4–R5 | — | 45 | Trawers po nachylonej półce-stopni po kancie śniegu i skał. Na zmianę, skały oblodzony. | haki | pada śnieg | 10:30 | 0:30 | 2/— |
| 10.07 | R5–R6 | 75 | 150 | Płyty z odwróconym skosem. Podejścia zaokrąglonych skałkowych bloków. Ruch do wielkiej rozpadliny. Bardzo trudna wspinaczka. Na skałach lód nawisały. 45 m zostało przejdzione na drabinkach. (Punkt № 2) | haki | pada śnieg, porywisty wiatr | 11:00 | 9:00 | 32/— |
| 11.07 | R6–R7 | — | 20 | Trawers w prawo do żlebu. Skały średniej trudności. | haki, występy | Bardzo zimno, pada śnieg, silny wiatr. | 7:00 | 0:15 | 2/— |
| 11.07 | R7–R8 | 45 | 30 | Śnieżno-lodowy żleb. Rąbka stopni, haki w ścianki żlebu. | haki | — | 7:15 | 1:30 | 5/2 |
| 11.07 | R8–R9 | — | 30 | Trawers w lewo po nachylonej półce (45°) po kancie śniegu i skał w kierunku narożnika wewnętrznego. Skały średniej trudności. | haki | — | 8:45 | 0:30 | 3/— |
| 11.07 | R9–R10 | 80 | 60 | Narożnik wewnętrzny — 15 m i gładka ściana 45 m. Bardzo trudna wspinaczka. Cały odcinek na drabinkach. | haki | — | 9:15 | 5:00 | 20/— |
| 12.07 | R10–R11 | 85 | 10 | Trawers po gładkiej ścianie pod występem w kierunku ogromnej pionowej płyty. Bardzo trudna wspinaczka. | haki | Bardzo zimno, pada śnieg. | 14:15 | 0:30 | 3/— |
| 12.07 | R11–R12 | 85 | 60 | Prosto w górę po ogromnej płycie typu ściany. Bardzo trudna wspinaczka, mikro-zaczepy. 35 m zostało przejdzione na drabinkach. | haki | Wiatr, śnieg, skały oblodzony. | 14:45 | 2:15 | 18/— |
| 12.07 | R12–R13 | 85 | 30 | W górnej części płyty — w prawo do wąskiego lodowego żlebu i w górę na szeroką śnieżną półkę. Bardzo trudna i napięta wspinaczka. Wyciąganie plecaków. (Punkt № 3) | haki | Mgła, wiatr. Skały odтаяли. | 17:00 | 1:30 | 12/— |
| 12.07 | R13–R14 | 70 | 40 | Wielkoblokowe skały, po nich w kierunku odłupanej płyty pod występem. Średnia wspinaczka. | haki, występy | Mgła, zimny wiatr, skały oblodzony. | 6:00 | 0:30 | 3/— |
| 12.07 | R14–R15 | 105 | 12 | Trawers po odłupanej płycie pod występem, płyta — to ogromny odłup od ściany szerokości 0,5–0,7 m u podstawy i u góry 5–7 cm. Wysokość ponad 30 m — ruch do występu. Bardzo trudna wspinaczka, drabinki, podсадка. | haki | — | 6:30 | 1:00 | 8/— |
| 12.07 | R15–R16 | 105–90 | 15 | Przejście występu. Wejście po ścianie. Cały odcinek na drabinkach. Wyciąganie plecaków. | haki | Zimny wiatr, skały oblodzony, przejaśnienia. | 7:30 | 1:30 | 10/— |
| 12.07 | R16–R17 | 70 | 30 | Stromy trawers w prawo-w górę po nachylonej 60° półce. Skały obtoczone. Bardzo trudna wspinaczka. | haki | — | 9:00 | 1:00 | 4/— |
| 12.07 | R17–R18 | 60 | 30 | Odcinek ściany z silnie nachylonymi wąskimi półkami, zasypanymi śniegiem. Napięta wspinaczka. | haki | — | 10:00 | 1:30 | 4/3 |
| 12.07 | R18–R19 | 95 | 12 | Przewisające skały. Rozpadlina, wyprowadzająca na śnieżno-lodową półkę. Trudna wspinaczka. Jedna drabinka. | haki | — | 11:30 | 1:30 | 5/8 |
| 12.07 | R19–R20 | 80 | 10 | 10-metrowy narożnik wewnętrzny i prosto w górę 10 m po ścianie pod przewieszony blok. Bardzo trudna siłowa wspinaczka. | haki | — | 13:00 | 0:45 | 6/— |
| 12.07 | R20–R21 | 65 | 60 | Płyta pod przewieszonym i w górę-w lewo pod kątem 45° po gładkiej ścianie na jej górny kant. Trudna wspinaczka. Drobne pęknięcia. Drabinki. | haki | — | 13:45 | 2:00 | 12/— |
| 12.07 | R21–R22 | 60 | 15 | Prosto w górę po zniszczonych skałach na podstawowy grzebień wierzchołka. Średniej trudności. | występy | Zimny wiatr, pogodnie. | 15:45 | 0:30 | — |
| 12.07 | R22–R23 | 15 | 45 | Wierzchołkowy grzebień i przez przepaść wyjście na wierzchołek o 17:15. Łatwa wspinaczka. | występy | Zimny wiatr, pogodnie. | 16:15 | 0:30 | — |
Footnotes
-
TRASA WEJŚCIA NA DALAR PO ZACHODNIEJ ŚCIANIE. ↩
Komentarze
Zaloguj się, aby zostawić komentarz